22.

1.3K 29 2
                                        


Gdy weszłam do domu, rodziców jeszcze nie było. Pobiegłam więc szybko do pokoju, aby się przebrać. Po jakiś 10 minutach w progu pojawiła się Claudia.

- Olivio, gdzie Ty byłaś? Martwiłam się o Ciebie. Mówiłaś, że wychodzisz tylko na parę godzin...- była wyraźnie zmartwiona i zła. Fakt, powinnam była do niej zadzwonić i uprzedzić, że nie wrócę na noc, ale kompletnie o tym zapomniałam.

- Przepraszam, wyleciało mi z głowy, żeby zadzwonić. Wszystko jest ok, zdążyłam zanim wrócili rodzice. Nie gniewaj się, więcej się to nie powtórzy, obiecuję- zrobiłam maślane oczy, a ona powoli zaczęła się uśmiechać.

- No dobrze już. Nie gniewam się. Widzę, że poprawił Ci się humor- w tym momencie usłyszałyśmy, jak z dołu dobiega dźwięk otwieranych drzwi.

- Wrócili, proszę nie wydaj mnie Claudio.

- Oczywiście, nie martw się, nic im nie powiem.

Zeszłam na dół i przywitałam się z rodzicami. Byli tak zafascynowani rozmową o pracy, że nawet nie pytali, co robiłam przez ich nieobecność. Od razu zaczęli opowiadać jak było na spotkaniach i co ważnego załatwili. Ja udawałam, że wszystko bardzo mnie interesuje, jednak myślami byłam zupełnie gdzie indziej. Zastanawiałam się, co teraz robi Will, czy wrócił bezpiecznie do domu i kiedy się znowu spotkamy.

- Nie będziesz zła?- nagle z zamyślenia wyrwał mnie głos mamy.

- Dlaczego mam być zła? – zupełnie nie wiedziałam jak brzmiało poprzednie pytanie.

- No wiesz, znowu zostawimy cię samą. Nie chcemy, abyś czuła się samotnie. Ale ten wyjazd nie potrwa długo. Wyjedziemy jutro wieczorem, a wrócimy w niedzielę. Katy bardzo chciała, żebyśmy ich odwiedzili.

- To świetnie- ucieszyłam się, bo to oznaczało, że jutro spotkam się z Willem. Jednak uznałam, że zabrzmiało, to zbyt entuzjastycznie, dlatego szybko się poprawiłam.- To znaczy... nie martwcie się, nie będzie mi przykro. Nie będę sama, jest Claudia, a poza tym należy wam się trochę odpoczynku.

- Masz rację kochanie. Jeśli nie masz nic przeciwko, to bardzo się cieszę- mama była zadowolona z wizji wyjazdu, ponieważ Katy to jej siostra, z którą rzadko się widuje. Dogadują się świetnie, bo ciotka jest taka sama jak ona. Obie pochłonięte pracą, mają wysokie stanowiska i dużą sumę na koncie.

Dla całej mojej rodziny najbardziej liczyły się pieniądze i praca. Tylko ja i Louis byliśmy inni. Wszyscy wokół tacy sami, tylko jeden cel w życiu, aby zdobyć jak najwięcej. Rodzina i miłość były zawsze na drugim miejscu. Nawet kiedyś w rozmowie przy dużej, rodzinnej uroczystości, moi dziadkowie, ciotki i rodzice, zgodznie stwierdzili, że najważniejsze jest to, aby kiedyś mój przyszły wybranek był równie bogaty, albo nawet posiadał więcej od nas. Według nich, w grę nawet nie wchodziło, aby był biedniejszy. Koniecznie musiał to być szanowany, bogaty człowiek, z dobrym stanowiskiem i wpływową rodziną. O moim bracie nawet nie wspominali. On już dawno był skreślony. Wszyscy zgodnie stwierdzili, że wybrał złą drogę i z niego już nic nie będzie. To przykre. Louis to mój brat, bolało mnie, że nawet nasi rodzice w niego zwątpili. Ale on miał rację, że uciekł spod ich wpływów. Nie miałby życia tak jak ja, a na to by sobie nie pozwolił.

Gdy tylko skończyłam rozmawiać z rodzicami, szybko pobiegłam na górę, żeby zadzwonić do Willa. Próbowałam pięć razy, ale nie odbierał. Zaczynałam się martwić.

Godziny mijały, a ja wciąż nie mogłam się do niego dodzwonić. O 19 chciałam już skontaktować się z jego mamą, ale nagle przyszedł sms od niego.

William:

Nie martw się, wszystko jest ok. Przepraszam, że nie odbierałem. Musiałem coś załatwić. Wybacz :*

Olivia:

Martwiłam się. Cieszę się, że nic Ci nie jest. Chciałam Ci powiedzieć, że jutro możemy się zobaczyć. Rodzice wyjeżdżają wieczorem. Możesz przyjechać, musimy porozmawiać.

William:

Świetnie, w takim razie będę jutro wieczorem. Dobranoc księżniczko :*

Olivia:

Dobranoc Will :*

Poczułam ulgę, gdy dostałam od niego wiadomość. Wiem, że może świruję, ale nie wyobrażam sobie, co by się stało, gdybym go straciła. Był dla mnie wszystkim. To on wyciąga mnie z dołka, w którym tkwiłam tyle lat. Sprawia, że wszystko staje się lepsze, a ja poznaję, co to znaczy, gdy się kogoś naprawdę kocha, a ta osoba to odwazjemnia.

Kiedy już leżałam, patrzyłam w sufit i nie mogłam przestać o nim myśleć. Chciałabym, żeby te wszystkie kłopoty i przeciwności się skończyły. Żeby nic, ani nikt nie stał nam na drodze do szczęścia.

Z rozmyślań wyrwał mnie dzwoniący telefon.

- Czemu jeszcze nie śpisz, Liv?- usłyszałam rozbawiony głos Willa.

- Skąd wiesz, że nie śpię? – zapytałam zdziwiona.

- Wyjrzyj przez okno kochanie.

Szybko podniosłam się z łóżka i wyjrzałam zza firanki. Stał po drugiej stronie ulicy, żeby nikt go nie zauważył. Miał na sobie czarne spodnie i czarną bluzę z dużym kapturem, przez co nie widziałam dokładnie jego twarzy.

- Musiałem przyjechać i chociaż przez chwilę na ciebie popatrzeć. Możesz uznać mnie za wariata- zaczął się śmiać- Ale kocham cię tak bardzo, że każda chwila bez ciebie jest dla mnie niewyobrażalnym cierpieniem.

- Ja też bardzo cię kocham i bardzo za tobą tęsknię- odpowiedziałam, a z moich oczu zaczęły płynąć łzy.- Jesteś dla mnie najważniejszy.

- A ty dla mnie, księżniczko.

Rozmawialiśmy jeszcze przez chwilę, po czym pomachaliśmy sobie na pożegnanie i odjechał. Nie obchodziły mnie pieniądze, chore ambicje. Dla mnie liczyło się właśnie to. To, co nas łączyło. Tak prosty gest, który przez niektórych mogłby zostać uznany za banalny, znaczył dla mnie bardzo dużo. Utwierdzało mnie to w przekonaniu, że mu na mnie zależy, że nie jestem mu obojętna, tak jak to wcześniej próbował mi wmówić.

Niedługo potem zasnęłam, z niecierpliwością oczekując naszego jutrzejszego spotkania.

"Szczęśliwy przypadek"Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz