Budzi mnie kac, co jest dziwne, gdyż dużo nie wypiłam. Może to skutek tego, że tak rzadko piję.
Niechętnie unoszę się i leniwy krokiem ruszam, do kuchni gdzie wstawiam wodę na kawę.
Całą noc śmiałam o nim. O tym nieziemsko przystojnym mężczyźnie. Rozsiadł mi się w głowie i tak siedzi. Jego oczy przeszywają mnie na wylot. Przy nim czuje się taka mała, a zwykle jestem bardzo pewna siebie.
Wkurzający dźwięk telefonu sprowadza mnie z powrotem na ziemię.
Ujmuję urządzenie do ręki i odbieram połączenie.
- Halo.
- No nareszcie wstałaś księżniczko. Miałaś wczoraj zadzwonić, jak dojedziesz. Martwiłem się.
- Przepraszam Josh byłam taka zmęczona, że od razu padłam.
- Dobra nic się nie stało. Co masz dzisiaj w planach?
- Na razie to mam zamiar wyleczyć kaca, a potem, miałam zamiar trochę po zwiedzać.
- Mogę cię oprowadzić, jeśli chcesz.
- Chętnie. Chcesz to, podjedź do mnie. Ulica Royal Street 5/4.
- Będę za chwilę, bo jestem w okolicy.
- To na razie.
- Pa.
Rozłączam się i odkładam telefon na blat. Nie dopijając kawy biegnę do toalety gdzie, biorę szybki prysznic, następnie wychodzę i ubieram biały szlafrok, a włosy zawijam w ręcznik.
Kiedy słyszę dzwonek, szybkim krokiem podchodzę do drzwi.
- Cześć.
Chłopak z uśmiechem na twarzy bacznie mi się przygląda.
- Hej. Wejdź. Przepraszam, że jestem w takim amoku.
Przepuszczam go.
- Zaraz się ogarnę.
- Spoko mamy czas.
- Wow musisz mieć naprawdę dzianych rodziców skoro stać cię na takie mieszkanie.
Joshua siada na jednym ze stołków barowych, a ja staje za wyspą kuchenną.
- Moi rodzice nie żyją.
- Przepraszam, nie wiedziałem.
- No oczywiście, bo skąd miałeś wiedzieć? Napijesz się czegoś?
- Herbatę poproszę.
- Robi się.
Nalewam wody do czajnika i wstawiam go na gaz, następnie wyciągam kubek oraz moją ulubioną herbatę, pochodzącą z rodzinnej firmy, po czym sypie ją do kubka.
- Jeśli mogę zapytać. Co się stało z twoimi rodzicami?
- Dwa miesiące temu zostali zastrzeleni na zebraniu rady miasta.
- Przykro mi.
- Naprawdę nie musi. Wiesz, prawie ich nie znałam. Wychowywały mnie niańki i babcia. Oni zapewniali mi tylko godziwe życie.
- Nie miałaś kolorowo.
- Nie.
- Ja też przez większość życia byłem sam.
Podchodzę do gwiżdżącego czajnika, wyłączam gaz, następnie podaję parujący kubek, chłopakowi.
- Dlaczego?
- Kiedy miałem osiem lat, rodzice uznali, iż nic, że mnie nie będzie więc oddali mnie do domu dziecka. W dniu osiemnastych urodzin postanowiłem wziąć się w garść i zacząć nowe życie i tak oto uczyniłem.
- Czemu akurat Nowy Orlean?
- Przyjechałem tu na wakacje z przyjaciółką... Bardzo mi się tu spodobało, więc postanowiłem zapuścić korzenie.
- Czyli nie planowałeś się tu przeprowadzić?
- Nie, ale Nowy Orlean to magiczne miejsce, które natychmiast mnie zaczarowało.
- Na pewno... Josh słuchaj, czuj się jak u siebie w domu, ale ja muszę iść się ogarnąć.
- Dobra, dobra leć.
Szybkim krokiem ruszam w stronę garderoby, ubieram dżinsy i białą podkoszulkę, po czym ruszam do toalety, gdzie suszę włosy, kiedy dochodzi do mnie dźwięk bijącego się szkła. Czym prędzej wbiegam do kuchni i dostrzegam Josha, jak klęka na podłodze, zakrywając twarz dłońmi. Kucam, przy chłopaku kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Co się stało?
Chłopak zabiera ręce z twarzy, a jego oddech jest bardzo nierównomierny.
- Co to była za herbata?
- Z werbeny.
Ostrożnie wstaje i siada na krześle obok.
- Coś z nią nie tak? - pytam zaniepokojona.
- Jestem... uczulony na werbenę.
Brunet wstaje i kieruję się do wyjścia.
- Przepraszam cię za kubek, ale muszę już iść.
- Miałeś mnie oprowadzić po mieście?
- Zgadamy się kiedy indziej. Na razie. Pa.
Bardzo dziwny chłopak.
Skąd miałam wiedzieć, że jest uczulony na werbenę?
Kucam i zaczyna zbierać skrawki szkła pozostawionego po kubku, a kiedy jest już czysto, przecieram mopem podłogę.
To, że Josh mnie wystawił, nie znaczy, że zrezygnuje z przechadzki po mieście.
Wstaję z podłogi i kieruję się z powrotem do toalety, gdzie kończę suszenie włosów, następnie je rozczesuje i związuje w wysokiego kucyka. Później robię lekki makijaż, następnie pakuje do torebki telefon, portfel i mapę, zakładam wygodne adidasy i wychodzę z domu, zamykając go na klucz.
Na zewnątrz kieruję się na ulice Bourbon Street, najbardziej popularną ulicę w Nowym Orleanie. Muzyka na ulicach bardzo poprawia mi humor. Jest tu tak głośno i wesoło. Uwielbiam taki klimat. Jest to naprawdę wymarzone miejsce na ziemi.
Przechodząc obok różnych barów, zainteresował mnie jeden. Najbardziej spustoszały.
Wchodzę do środka i siadam przy barze.
- Witam co podać?
Spogląda na niską blondynkę.
- Sok pomarańczowy proszę.
Dziewczyna wyciąga szklankę i nalewa w nią pomarańczowy napój, by po chwili mi go podać.
- Dziękuje.
- Mam na imię Camille O'Connell, ale mówią mi Cami.
- Miło mi. Nora Evans.
- Evans? Czy twoja rodzina prowadzi tej wielkiej produkcji ziół i herbat?
- Prowadziła. Tak między innymi tak.
- Czemu prowadziła?
- Moi rodzice zmarli, a ja sprzedałam firmę.
- Przykro mi.
- Nie musi. Cami nie psujmy sobie humoru.
Dziewczyna stawia dwa kieliszki na blat i nalewa do nich wódki.
- Za poznanie.
Podaje mi jeden, a drugi sama podnosi do góry. Stukamy się szkłem, po czym pijemy do dna.
Stawiam kieliszek na blacie i popijam sokiem.
- Mogę się dołączyć?
Niespodziewanie obok mnie pojawia się dość przystojny, umięśniony, czarnoskóry mężczyzna.
- Nora poznaj mojego przyjaciela...
Czarny wyprzedza Cami i podaje mi dłoń.
- Marcel Gerard.
- Miło mi. Nora Evans.
- Cała przyjemność po mojej stronie panno Evans.
- Proszę mów mi Nora.
- Marcel.
- Więc wypijmy za nowe znajomości.
Cami wyciąga trzy nowe szkła, do których kolejny raz nalewa alkoholu i podaje mnie i Marcelowi a trzeci bierze sama w rękę i podnosi.
- Za nowe znajomości.
Marcel mruga do mnie, po czym wypija zawartość swojego kieliszka, to samo robimy z Cami.
- Z kąt jesteś Nora?
- Z Rzymu.
- Jak to się stało, że z Włoch trafiłaś tutaj?
- Studia. Chęć zmienienia swojego życia.
- Nic nadzwyczajnego.
- A kto powiedział, że jestem nadzwyczajna?
- Twój wygląd.
Kasnowa myśli, że dam się nabrać na jego gierki. Nie ze mną takie numery.
Blondynka stawia przed nami kolejną kolejkę.
- Cami ja dziękuje, mi już starczy.
- No weź to dopiero trzeci szot.
- Nie ja naprawdę dziękuje jutro mam zajęcia.
Wstaje i powoli kieruję się do wyjścia.
- Odwiedzaj mnie.
- Oczywiście. Pa.
Wychodzę z baru, lecz czyjaś ręka nie pozwala mi się oddalić. Odwracam się i dostrzegam Marcela.
- Dasz zaprosić się na kolacje?
- Nie mam czasu na romanse.
- Kto mówi o romansach? Zapraszam cię na kolacje. Po prostu.
- Trochę mało czasu mam. Dopiero co zaczęłam studia.
- To może dzisiaj?
Spoglądam na mężczyznę.
- No dobrze. - mówię po krótkim zastanowieniu.
- Świetnie. Napisz mi swój adres, a ja podjadę po ciebie tak o dziewiętnastej?
- Świetnie.
Biorę telefon, od Marcela, po czym wpisuje mu swój adres i numer telefonu.
- To do zobaczenia.
- Na razie.
Odwracam się i ruszam ulicą w dół, w stronę domu. Po drodze zahaczam o sklep z ubraniami. Niemal natychmiast obchodzą mnie pracownice z propozycją pomocy, z których nie korzystam, wole sama poszperać.
Wpada mi w oko piękna granatowa, rozkloszowana sukienka, czysty mat.
Biorę ją w swoim rozmiarze, podchodzę do kasy, płace, po czym wychodzę. Na zewnątrz zmawiam taksówkę pod sklep, która po krótkiej chwili zawozi mnie do mieszkania. W domu zjadam obiad, zmywam makijaż i nakładam nowy, mocniejszy. Prostuje włosy, włożę sukienkę, pończochy i czarne szpilki. Biorę torebkę, z telefonem i portfelem, gdy akurat dzwoni dzwonek do drzwi, które otwieram.
- Gotowa?
Muszę przyznać, że w garniturze czy bez niego ciemnoskóry wygląda wspaniale.
- Tak możemy już iść.
Nie zapraszając mężczyzny do środka, wychodzę z domu, który zamykam na klucz. Schodzimy na dół do auta Marcela, po czym wsiadamy do środka i z piskiem opon odjeżdżamy.
- Dokąd jedziemy?
- To niespodzianka.
- Nie lubię niespodzianek.
- Trudno.
Droga nie trwała długo, lecz była dosyć znajoma, kierujemy się w stronę francuskiej dzielnicy, aby zatrzymać się przed rezydencją Mikaelson.
- Czemu przyjechaliśmy tu?
Marcel nie odpowiada, tylko wysiada i rusza do wejścia, a ja za nim. Drzwi zaś otwiera nam Klaus Mikaelson.
- Witam panno Evans.
- Proszę mówić mi Nora.
- Klaus.
Składa na mojej dłoni delikatny pocałunek, po czym wpuszcza nas do środka. Po wczorajszym balu ani śladu, za to na środku salonu stoi wielki staroświeckim stół, przy którym stoi Elijah i kilka innych osób.
- Witamy ponownie Noro.
Brązowooki odchodzi do mnie i podobnie jak jego brat składa pocałunek na mojej dłoni, lecz robi to dłużej.
- Poznaj, proszę naszego brata Kola Mikaelsona i naszą siostrę Rebekah Mikaelson.
Kol jak jego bracia bardzo kulturalny, całuje mą dłoń, a Rebekah tylko kiwa w moją stronę głową.
- Proponuje, abyśmy zasiedli do stołu.
Siadam, najdalej jak to jest możliwe, lecz po moich obu stronach zasiadają Marcel i Elijah.
Ta sytuacja sprawia, że czuję się niekomfortowo.
- Droga Noro pewnie po stracie rodziców nie jest ci łatwo? - Klaus zabiera głos.
- Było ciężko. Ale już jest lepiej.
- Szybko się pozbierałaś.
- Można rzec, że jeżeli kogoś się nie zna, to się go nie opłakuje.
- Nie znałaś swoich rodziców? - Elijah pyta.
- Rodzice ciągle pracowali i nie było ich w domu. Wychowywały mnie opiekunki.
- Nie byli tacy idealni, jak wszyscy o nich mówili.
- Nie.
Klaus ujmuje kieliszek, po czym znowu zabiera głos.
- Najcięższe chyba jest pogodzenie obowiązków i szkoły?
- Obowiązków?
- Prowadzenie firm.
- Nie muszę.
- Co to znaczy?
- Po śmierci rodziców sprzedała firmy.
- Sprzedałaś? Komu?
Zdenerwowany Klaus wstaje gwałtownie z miejsca i nachyla się w moją stronę.
- A to chyba nie twoja sprawa.
- Posłuchaj Noro, zaprosiliśmy cię na kolacje, aby złożyć ci propozycje.
Kolejny raz odzywa się mój obiekt westchnień.
- Słucham? Jaką propozycje?
- Chcieliśmy odkupić od ciebie firmę, która produkuje werbenę i biały dąb.
- Więc to nie było do końca bezinteresowne zaproszenie?
Spoglądam na Marcela. Bez słowa wstaje i ruszam do wyjścia, gdy nagle przede mną staje mężczyzna z czerwonymi oczami i długimi kłami zamiast zębów. Strach mnie paraliżuje i nie pozwala mi się ruszyć. Bestia korzysta z okazji, kiedy moje ciało odmawia posłuszeństwa i wbijaj kły w moją szyję. Ból jest nie do zniesienia, paraliżuje moje nogi i ręce, przez co nie mogę, walczyć, ale również struny głosowe, przez co nie mogę krzyczeć.
Upadam na ziemię, a potwór, który mnie zaatakował, znika.
Z prędkością światła znajduje się przy mnie Elijah.
- Spójrz na mnie. Wszystko w porządku?
- Ty chyba sobie żartujesz!
kładę rękę na ranie, by zatamować krwawienie.
- Pomogę ci.
- Daj mi spokój. Jadę do szpitala.
Równie szybko, jak jego brat, Klaus staje przede mną.
- Nigdzie nie idziesz skarbie.
Chwyta mnie za głowę i zmusza bym, spojrzała mu w oczy.
- Nigdzie nie idziesz. Zapomnisz, co ci się tu przytrafiło. Jedyne co będziesz pamiętać to świetną kolację w świetnym towarzystwie. A kiedy kolacja dobiegła końca, postanowiłaś iść na piechotę do domu, byłaś na tyle wypita, że pamiętasz przebłyski tego, jak zwierzę ukąsiło cię w szyje.
Co on wygaduje? Oni wszyscy są jacyś dziwni. Spoglądam na niego z dziwnym wyrazem twarzy.
- Ty chyba coś bierzesz.
Całe rodzeństwo z przerażeniem zerkam w moją stronę.
Przyciskam dłoń mocniej do rany, ponieważ czuje, jak ból się pogłębia, a w głowie zaczyna mi się kręcić.
- Słabo mi.
- Chodź.
Elijah bierze mnie na ręce i zanosi na górę do sypialni. Ostrożnie kładzie na łóżku, a sam siada za mną, tak że jestem oparta o jego klatkę piersiową. Następnie podwija rękaw do połowy ręki.
Przez jedną sekundę widzę w jego oczach, tego samego demona co mnie zaatakował. Długimi kłami przegryza sobie nadgarstek, po czym ostrożnie łapie mnie w pasie, bym była bliżej niego, i przybliża ranę do moich ust.
- Skarbie musisz pić.
Jestem słaba, ale jeszcze nieotumaniona.
- Nie... - mogę tylko szeptać, bo czuje, jak gardło mi zasycha.
- Masz uszkodzoną tętnicę, jak się nie napijesz, to umrzesz, bo nie zdążysz dojechać do szpitala. Zaufaj mi.
Może to ten brak krwi, a może oszalałam, ale gdy kolejny raz przybliża nadgarstek do moich ust, zaczynam pić jego krew. Czuje słodki, metaliczny smak w ustach, ale też coś innego. Coś, co zmusza mnie do dalszego picia. Kiedy mój żołądek stawia opór z przepełnienia, przestaje pić i niemal natychmiast zasypiam.
CZYTASZ
Diamentowe serce
Fanfiction1# Diament 07.04.2020 1# Elijahmikaelson 26.08.2020 1# Różowy 04.03.2021 1# Elijah 21.06.2021 🔞 Co się stanie, kiedy z pozoru normalna dziewczyna, spotka na swojej drodze pierwotnego wampira? Jej cały świat wywróci się do góry nogami i nie dla tego...
