[W domu ruszamy w stronę pokoju Klausa. Nie spieszymy się żeby tam dotrzeć, kiedy jesteśmy już na górze siadam brązowej na kanapie przy jego obrazach i wyciągam nogi wzdłuż niej.]
- Jak się czujesz?
[Pyta zamykając za nami drzwi, podchodzi do komody obok jego łóżka i ściąga koszulkę.
Przyznam że nie mogę przestać na niego patrzeć, moja uwagę przykówa tatuaż na prawym ramieniu. Pióro które na końcówkach zamienia się w odlatujace ptaki.
Klaus spogląda na mnie, a ja speszona odwracam głowę w drugą stronę.]
-Dobrze, nawet bardzo dobrze. Czuję się jak na haju.
-Świeża krew jest o wiele lepsza od torebek. Czujesz się bardziej... żywa. A torebki tylko podtrzymują życie.
[Szczerze przyznaję sama przed sobą że nie jestem już taką odważna jak byłam godzine temu. Dlaczego tak się speszyłam? Przecież jeszcze przed barem chciałam żeby mnie pocałował a teraz krępuje mnie patrzenie na jego gołą... umięśnioną... Nora! Uspokuj sie!
Spoglądam na niego i powoli wstaje, kierując się do wyjścia.]
- Gdzie idziesz?
[Klaus łapie mnie delikatnie za nadgarstek i odwraca twarzą do siebie.]
-Do pokoju... muszę się przebrać.
[Powoli idzie w moja stronę tak aby sprowokować mnie abym się cofała. Kiedy za plecami czuje ścianę ten puszcza mi dłoń. Opiera się o ścianę tak że jego ręce są po obu stronach mojej głowy.]
-Przecież możesz tu zostać. Mam duże łóżko... Skończyli byśmy to co wcześniej...
-Myślę że to nie jest dobry pomysł...
[Jego usta są niebezpiecznie blisko, kiedy dzieli je tylko kilka milimetrów zaczyna szeptać.]
-A ja myślę że to jest bardzo dobry pomysł...
[Toczy się we mnie walka, pomiędzy miłością do Elijaha a... Klausem? Nie wiem jak to nazwać co on u mnie powoduje, jest to uczucie nie do opisania.
Kiedy się nie odzywam łapie mnie delikatnie dłońmi za talię i przyciąga do siebie, kiedy już chce mnie pocałować ja gwałtownie się odsòwam.]
-Ja... nie mogę... Elijah...
[Nie czekając na jego odpowiedź wybiegam że łzami w oczach z jego pokoju. Biegnę prosto do pokoju Elijaha. Tam nikogo nie ma, trzaskam drzwiami, opieram się o nie i siadam na podłodze. Podciągam kolana do piersi i zaczyna szlochać.
Co ja robię? Przecież ja kocham Elijaha. Zawsze o mnie walczył, zawsze był dla mnie dobry, zawsze ratował mi życie... Chociaż z drugiej strony Klaus też wiele dla mnie zrobił, ale nigdy nie patrzyłam na niego z takiej perspektywy jak patrzę teraz. Pociąga mnie i to bardzo... Nie mogę jasno myśleć kiedy jestem tutaj... Gdzie oni są... obaj...
Podchodzę do szafy i wyciągam z niej dżinsy i białą podkoszulke. Szybko się przebieram, ubieram buty i idę do łazienki. Doprowadzam się do porządku pozbywając się krwi z twarzy, rąk, dekoltu i szyji, spinam włosy w wysokiego kucyka i podbiegam szafki nocnej, zabieram z niej telefon i do etui wkładam trochę gotówki. Wsadzam go do kieszeni i podchodzę do drzwi. Staram się jak najciszej otwierać drzwi i wychodzę na korytarz. Spoglądam na dół i dzięki Bogu nikogo nie ma. Po cichu zbiegam na dół i wychodzę z domu. Nawet udaje mi się szybko złapać taksówkę, mówię adres i ruszamy.
Jest tylko jeden adres który mi pomoże nie myśleć o... o nich...
Po prawie dwudziesto minutowej ciszy, taksówka staje a ja daje taksówkarzowi całą stówe, bez wydania. Wysiadam i ruszam do wejścia, lecz zanim wejdę odwracamy się w stronę lasu.
Jest bardzo ciemno a ja dostrzegam każdy szczegół, widzę jak każdy liść drzewa porusza się pod wpływem wiatru, widzę chowajacego się w norze lisa... Mogła bym obserwować to całą noc, to jest... Piękne. Nie zdawałam sobie wcześniej sprawy z tego że to słowo ma całkiem inne znaczenie.
Z zamyśleń wyrywa mnie głośna muzyka, szybko podbiegam do drzwi. O dziwo oddalilam się od nich dobre dwa metry, i wbiegam do środka. Na górze, przy barze stoi Josh i Marcel. Na mój widok rozprmieniają się i podchodzą do mnie. Josh jako pierwszy przytula się mocno do mnie a puźniej Marcel.]
- Co Ty tu robisz? Sama?
- Nie mogłam siedzieć w domu, a tu chociaż...
-Rozumiem. Choć napijesz się z nami.
[Josh bierze mnie za rękę i prowadzi do baru, tam Marcel nalewa w trzy kieliszki wódki i stawia przed karzdym z nas po jednym.]
-Za naszą wampirzyce. Aby Ci było łatwiej niż nam...
[Łatwo powiedzieć niż zrobić.
Podnosimy kieliszki, stukamy się w szkło i wypijamy zawartość.
Przyznaję że zaczynam rozumieć czemu oni tak często piją. Już po pierwszym szocie zaczynam czuć się lepiej. Alkohol nie działa na moje ciało tak jak wcześniej, nie czuje palenia w gardle kiedy przez nie przeplywa, nie czuje uginania się pode mną nóg. Ale za to przestaje myśleć o...]
-Następnego?
-Dawaj...
[Kiedy Marcel nalewa kolejną kolejkę, Josh spogląda na mnie ze zmartwiony mina.]
-Hej wszystko w porządku? Nie wyglądasz na osobę która właśnie zmartwychwstała ale bardziej na zapracowaną szefową kancelarii adwokackiej...
[Wszyscy wybuchamy śmiechem, kiedy się trochę uspokajam, biorę szota i go wypijam. Tak robię też z kieliszkiem Marcela i Josha, ci spoglądają pierw na siebie a potem kierują wzrok na mnie.]
-Hej wyluzuj mała. Wszystko u Ciebie ok? Bo jeszcze jakieś dwie godziny temu było...
-Było ale się zmyło...
[Mówię a mi znowu do oczu napływają łzy.
Co się że mną do cholery dzieje? Co chwilę płacze... kiedyś tak nie miałam. Potrafiłam poradzić sobie z problemem w mgnieniu oka a teraz nie potrafię poradzić sobie z dwoma mężczyznami na raz...
Marcel bierze mnie za rękę i prowadzi na sofe. Siadam na środku a po moich dwóch stronach chłopaki. Marcel otacza mnie ramieniem i przytula do piersi.]
-To powiesz wreszcie co się dzieje...?
-Chodzi o Elijaha i... Klausa...
-Pobili się? Znowu?
-Nie.
-To może pozabijali?
[Mówi to w żartach, czuje jego uśmiech nad głową.
Wale go łokciem w żebro a ten udaje że zwija się z bólu po czym zaczyna się chichrotać.]
-Przestań to nie śmieszne...
-Dobra. Dobra... To co się dzieje...?
- Klaus wyznał mi miłość... Nie umiem sobie z tym poradzić... To jest bardzo przytłaczające. Kocham Elijaha bardzo, ale Klaus nie jest mi obojętny, i kiedy dzisiaj próbował mnie pocałować...
-Próbował?
-Tak... Ale mu na to nie pozwoliłam... zdawało mi się że to nie fair że wzgląd na to co łączyło mnie kiedyś z Elijahem... no i na to co zrobiliśmy po moim powrocie do Nowego Orleanu.
[Mówiąc to nie przestaje płakać, a tak czy inaczej czuje że się rumienię.]
-Spałaś z nim po powrocie...?
- Marcel...
-Tak przepraszam nie chciałem...
-Wporządku. Chodzi po prostu o to że nie wiem co mam robić... mam mętlik w głowie...
-Posłuchaj mnie skarbie...
[Marcel bierze moją twarz w obie dłonie i zmusza mnie abym popatrzyła mu prosto w oczy.]
-Jestes teraz hybrydą. Twoje uczucia są teraz mocniejsze, bardziej intensywne. Nie powinnaś teraz nic robić, oprócz uczenia się jak być tym kim jesteś. To jest na prawdę wspaniałe z twojej strony że chcesz wszystkich uszczęśliwić ale w pierwszej kolejności powinnaś pomyśleć co Ciebie uszczęśliwia...
[Kiedy kończy swoją wypowiedź ja kładę się na jego kolana i powoli zasypiam. To był bardzo długo dzień.]
CZYTASZ
Diamentowe serce
Fanfiction1# Diament 07.04.2020 1# Elijahmikaelson 26.08.2020 1# Różowy 04.03.2021 1# Elijah 21.06.2021 🔞 Co się stanie, kiedy z pozoru normalna dziewczyna, spotka na swojej drodze pierwotnego wampira? Jej cały świat wywróci się do góry nogami i nie dla tego...
