29. Walka.

621 35 4
                                        

[Klaus ma rację wystarczy skupić się na miejscu w których chce się znaleźć. Zatrzymuje się przed ich domem. Z uśmiechem na twarzy wchodzę do środka a za mną Klaus. W salonie siedzi Elijah z drinkiem w ręku. Na mój widok od razu wstaje i do mnie podchodzi delikatnie się we mnie wtulając.]
-Wszystko w porządku?
[Delikatnie głaszcze mnie dłonią do policzku.]
-Dlaczego wczoraj wyszłaś?
-Musiałam trochę pomyśleć to wszystko zaczęło mnie przytłaczać...
-Mogłaś ze mną porozmawiać?
- Nie nie mogłam... Nie nalegaj proszę Elijah...
-Dobrze. Ale już jest wszystko w porządku?
-Tak już tak...
[Odwracam się do Klausa.]
-Który pokój mogę zająć?
-Nie zostajesz u mnie w pokoju?
-Musimy o tym porozmawiać zaraz przyjdę do Ciebie do pokoju...
-Dobrze.
[I znika, a ja jeszcze raz i wracam się do Klausa i znikam do pokoju Elijaha.]
-Powiedz mi proszę co się wczoraj stało?
- Nic sie nie stało, miałam natłok myśli.
-O czym?
[Nabieram powietrza i powoli je wypuszczam.]
-O tobie... i o... Klausie...
[Klausa imię wypowiadam niemal szeptem, ale Elijah je usłyszał.]
-Czujesz coś do niego?
-Tak... Nie... Nie jestem pewna... Ale narazie nie chcem mieszkać u Ciebie w pokoju... Nie z Twojego powodu... Jestem zdozoriwtowana... Gdyby nie Marcel dalej bym siedziała i płakała...
-Płakałaś?
[Elijah w wampirzym tepie staje przede mną i kładzie mi dłoń na policzek.]
-Tak... miałam mętlik w głowie po tym jak z Klausem wróciłam z dyskoteki... Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Postanowiłam pojechać do Marcela, dzięki niemu wiem... co narazie powinnam rozbić... Elijah kocham Cię. Ale nie oszukam moich uczuć do Klausa. Zrozum proszę...
-Rozumiem skarbie... Rozumiem... Nie jesteśmy razem, nie masz żadnych zobowiązań wobec nas, wobec mnie. Znam Cię Nora. Wiem że robisz wszystko by wszyscy wokół Ciebie byli szczęśliwi nie myśląc o sobie. Jeżeli bliskość z moim bratem sprawi Ci przyjemność, to nie chcę stać na drodze twojemu szczęściu.
[Podczas jego wypowiedzi z oczu zaczynają płynąć mi łzy, tym razem nie powstrzymuję się. Płacze jak opętana. Elijah bierze mnie w ramiona i mocno przytula, bez wahania odwzajemniam uścisk. Po krótkiej chwili mnie puszcza i składa delikatny pocałunek na moim czole.]
-Pomogę Ci się przenieść.
[Kiwam głową i bierzemy się za robotę.
Po godzinie jestem w swoim pokoju. Jego położenie trochę mnie krępuje bo znajduje się pomiędzy pokojem Elijaha a pokojem Klausa. Kiedy wszystko mam już poukładane, z szafy wyciągam białą, rozkloszowaną sukienkę i białe szpilki. W
Nie wiedząc co się stanie wieczorem dobieram różowy koronkowy stanik i do tego takie same majtki. Żeby przebić cały biały dobieram czarne kabaretki.
Szybko biegnę pod prysznic, później myje zęby, susze włosy i się maluje. Kiedy jestem już gotowa wychodzę z łazienki i powoli zaczynam się ubierać. Kiedy przeglądam się w lustrze mój telefon zaczyna wibrować. Podnoszę go ze stolika.

Od Paul
Kiedy Ty masz zamiar tu przyjechać? Masz obowiązki!

Do Paul
Nie mów mi co mam a co nie mam. W tej chwili mam wakacje do odwołania!

Od Paul
Chyba jaja sobie robisz? Wiesz ile masz jeszcze roboty? Nie ma czasu na wakacje!

Już zaczyna mnie wkużać. Wybieram jego numer i dzwonię.]
-Księżniczka wreszcie oddzawania!
[Krzyczy w telefon.]
-Odpierdol się Paul. Jak już Ci napisałam mam wakacje do odwołania, a jeżeli jesteś na tyle słabym managerem że nie potrafisz załatwić pauzy w mojej karierze to może powinnam sobie znaleźć...
[Klaus puka po cichu i zagląda, kiwam mu głową żeby weszedł ale dał mi chwilę. Ten siada na fotelu i mi się przygląda.]
-...nowego wiesz ile jest chętnych na twoje miejsce?!
-To sobie znajdź bo ja już mam dosyć twoich huśtawek, nie szanujesz mnie ani nic co robię...!
-Ja nie szanuje?! Traktuje Cię tak samo jak Ty mnie na początku kariery więc teraz... Nie wiesz co koniec. Zwalniam Cię.
-Super...!
[Rozłącza się. Jestem tak wkurwiona że telefon pod uciskiem mojej dłoni rozpada się na kawałki które upadają na podłogę. Klaus widząc moją złość podchodzi powoli do mnie i podnosi mój podbródek tak abym popatrzyła mu w oczy.]
-Ej co się stało?
- Ten huj myślał że będzie mną dyrygował.
-Oj takich słów jeszcze u Ciebie nie słyszałem. Ale jesteś bardzo seksowna w takim stanie.
[Jego zabawny ton trochę mnie rozbawia, wieszam mu ręce na szyje ten łapie mnie za talię i lekko unosi tak aby bez problemu mnie pocałować. Niestety nie trwa to długo bo odkłada mnie na ziemię i obraca w kółko tak aby zobaczyć mnie w pełnej okazałości.]
-Wyglądasz pięknie.
[Uśmiecham się nie śmiało. Nie wiem czemu on tak na mnie działa. Onieśmiela mnie.
Klaus bierze mnie pod rękę i wychodzimy. Na zewnątrz nikogo nie ma, może i dobrze bo nie mam ochoty tłumaczyć się przed nikim. Podchodzimy do auta Klausa, otwiera przede mną drzwi a ja z podejrzliwym uśmieszkiem patrzą na niego.]
-Twierdziłeś że jesteśmy szybsi od auta?
-Bo to prawda, ale nie chcę ryzykować że ta śliczna sukienka się zabrudzi.
[Klaus kładzie delikatnie dłoń na moim udzie i przesuwa ja do góry. Ja czuję się zawstydzona? Ja? Nie to nie możliwe.
Pośpiesznie wsiadam do środka, Klaus zamyka drzwi za mną a sam siada obok. Kiedy auto rusza zaczyna grać cichutka muzyka.]
-Do kąt jedziemy?
-Zobaczysz to niespodzianka...
[Mówi z uśmiechem co chwila na mnie spoglądając. Skrępowana zaciskam uda i próbuję na niego nie patrzeć, co sprawia że się rumienię.
Słyszę jak Klaus cicho chichrocze. Odwracamy głowę w jego stronę.]
- Co Cię tak śmieszy?
- Nic...
-No powiedz...
-Jesteś taka... niewinna. Pomimo tego kim jesteś... Teraz.
-To źle?
- Nie z skąd... To jest bardzo podniecające...
[Czuje jak moje policzki robią się szkarłatne, a ja znowu odwracamy głowę do okna i skupiam się na drodze, w którą wjeżdżamy.
Po nie całych 15 minutach jesteśmy na miejscu. Klaus otwiera przede mną drzwi a ja wysiadam.
Zabrał mnie do pięknej restauracji na przedmieściach. Cała restauracja była pusta, Klaus powiedział że wynajął całą bo nie chciał dzielić się moim widokiem. W normalnej sytuacji nie dała bym się nabrać na tak ckliwy tekst, ale przy nim czuje się jak by to moja pierwsza randka była. Po smacznej kolacji Klaus zabrał mnie na spacer po dworku wokół restauracji. W tym czasie nie szczędził mi komplementów. Kiedy wracamy do auta tak jak wcześniej Klaus otwiera przede mną drzwi a ja wsiadam do środka, nie spiesznie siada obok mnie. Ruszamy w ciszy, niestety ją przerywa jakąś osobą stojąca na środku jezdni. Klaus staje z piskiem opon. Ale kiedy już stoimy ta osoba znika. Rozglądam się na boki, ale nikogo nie widzimy. Klaus otwiera drzwi a ja łapie go za rękę.]
-A Ty do kąt?
-To może być podstęp tylko sprawdzę...
[Puszczam go a on wychodzi z auta zamykając drzwi. Automatycznie otwieram drzwi i wysiadam.]
-Choć my. Nikogo tu nie ma...
[Kiedy to mówię jakiś wampir rzuca się na Klausa i razem z nim upada na ziemię. Szczerze powiedziawszy nie wiem co mam robić, ale wiem że Klaus sobie poradzi. Kiedy chcem wsiąść do auta, ktoś mnie łapie za ramiona i rzuca na ziemię. Czuje ból głowy, kiedy próbuję wstać jakąś kobietą siada na mnie okrakiem i uderza mnie prosto w twarz. Znowu upadam, ale tym razem złość bierze górę i o dziwo w wampirzym tempie zarzucam ją z siebie i tak samo szybko siadam na nią. Uderzam ją raz po raz w twarz aż jej ruchy słabną, ale nawet kiedy jej ruchy są słabe czuje że się nie poddaje. Nie wiem z kąt ale wyciąga nóż i wbija mi to gdzieś w okolice pomiędzy brzuchem a rzebrami. Złość przytłacza ból, że praktycznie go nie czuje, za to czuje jak mnie mdli. Wyciągam go i wbijam jej to w jedną z rąk którą się zasłania. Z krzykiem przubuje mnie z siebie zrzucić ale ja instynktownie, szczeże powiedziawszy nie wiem z kąt to mi się wzięło, wbijam jej rękę w klatkę piersiową. Chwile trzymam ją w niej, a ona wstrzymuje powietrze. Kiedy w dłoni wyczuwam, ciepłe i bijące serce łapie je mocniej i bez namysłu wyrywam jej je z piersi, wtedy ona upada bez życia na ziemię, a jej ciało staje się szare i pokrywa się fioletowym żyłami. Chwile siedzę na niej z zakrwawionym sercem w ręku i patrze na nią. Kiedy adrenalina opada czuje na ramieniu dłoń, oddycham z ulgą bo dobrze wiem kto to. Klaus podaje mi dłoń a ja wstaje, kiedy tak stoimy na przeciwko siebie, on delikatnie łapie mnie za rękę w której mam już martwe serce i odrzuca je gdzieś za nas.
Teraz dopiero mogę mu się przyjrzeć, jest cały zakrwawionym ma podartą marynarkę, a za nim leżą trzy martwe ciała wampirów.]
-Hej wszystko w porządku?
-T...Tak. Już t...Tak.
-Na pewno?
[Spogląnda na zakrwawioną dziura w mojej sukience. Nie myśląc że zobaczy mnie w bieliźnie podciągam sukienke do góry, a tam nie ma nic tylko reszta krwi rana się zagoiła. Z powrotem obciągam sukienke i wtulam się w Klausa.]
-A z Tobą wszystko w porządku?
- Nie martw się o mnie, mnie się nie da zabić. Ale Ty...
[Lekko odsówa się ode mnie i delikatnie unosi moją głowę pod brodę tak abym spojrzała w jego oczy.]
-Ty sobie poradziłaś fenomenalnie.
[Rumienię pod wpływem jego słów.]
-Z kąt wiedziałaś co robić?
- Nie wiedziałam. Ja po prostu...
-Instynktownie.
-Tak właśnie.
[Nic nie odpowiada tylko delikatnie mnie całuje. Po nie długiej chwili kiedy Klaus sprząta ciała ja czekam na niego w aucie. Przeglądam się w lusterku, i uznaje że tak jak wyglądam teraz tak źle jeszcze nigdy nie wyglądałam, widocznie jemu to nie przeszkadza bo siada obok mnie i delikatnie się uśmiecha po czym ruszamy do domu.]
-Nie zła ta randka...

Diamentowe serceOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz