4. Niebezpiecznie.🚫

1.8K 90 11
                                        

Dwa dni. Dwa okropne dni. Przez pełne dwa dni nie wychodziłam z domu, pozamykane okna i zamknięte drzwi.
Paranoja nie pozwalała mi iść na uczelnie, ale muszę się wreszcie ogarnąć, bo zwariuję.

Co chwila sprawdzam w lusterku czy taksówkarz przypadkiem nie ma twarzy demona, a kiedy zatrzymuje się przed uczelnią, tak szybko, jak to jest możliwe, płace mu i biegiem kieruję się do sekretariatu. Niestety kobieta nie ułatwiała mi sytuacji, gdyż strasznie się ociąga.
Wreszcie po godzinnym wypełnianiu papierów wychodzę na zewnątrz.
Kiedy mam zamiar wykręcić numer taksówek, ktoś łapie mnie za rękę. Mój strach jest taki silny, że piszczę na całe gardło, ale kiedy moim oczom ukazuje się ciemnoskóry przystojniak, uspokajam się, lecz mam wrażenie, że serce wyskoczy mi z piersi.
- Hej uspokój się, bo padniesz na zawał. Wszystko okej?
- Tak wszystko w porządku. - staram się uspokoić oddech.
- Jakoś nie wyglądasz w porządku.
- Popadam w paranoję. - mówię niemal szeptem.
- Serio? Nie zauważyłem. - jego chichot mnie drażni.
- To nie jest śmieszne, mówię poważnie. Boję się otworzyć okno w domu, a żeby wyjść z domu musiałam, połknąć pół pudełka tabletek uspokajających. Choć widać po mnie, że nie działają.
- Musisz się na prawdę uspokoić, to nie jest zdrowe.
- Dobrze, że mi powiedziałeś, bo nie wiedziałam.
- Masz ochotę zjeść ze mną obiad?
- Chętnie. - mężczyzna wyciąga w moją stronę łokieć. Nie czekając, oplatam go dłońmi, po czym ruszamy w stronę baru Cami.
Na miejscu dziewczyna wita nas z otwartymi ramionami.
- Hej kochanie. - blondynka spogląda na mnie podejrzanym wzrokiem. - Wszystko w porządku?
- No. Powiedzmy. - razem z Marcelem prowadzą mnie do baru. Dziewczyna wyciąga trzy kieliszki, po czym nalewa do nich przeźroczystego napoju, który jak mniemam pomoże mi się trochę uspokoić.
Marcel zajmuje miejsce obok mnie, bierze dwa z pełnych kieliszków i podaje jeden mnie.
- Za zapomnienie. - bez wahania opróżniam naczynie. - Nora na zewnątrz nie musisz się obawiać. Nie zaatakują przy świadkach.
- Wiesz... wolę nie ryzykować. - barmanka dolewa nam kolejną kolejkę wódki. Nie czekając na nich, wypijam go.
- Lepiej?
- Odrobinę.
- Nie bój się. Nic ci nie grozi.
- Teraz.
- Masz mój numer. W razie zagrożenia dzwoń. Zjawię się natychmiast.
- W tym sęk. - opróżniam kieliszek Marcela. - Gdybym ciebie ani Elijaha nie poznała, co by było? Bym musiała sama sobie radzić. Jestem dorosła.
- Tak jesteś dorosła, ale jesteś tylko człowiekiem. Nie poradzisz sobie sama z wampirem, który jest silniejszy i szybszy.
- Ale...
- Żadnego, ale. Następnym razem skorzystaj proszę z pomocy, którą ci oferuję. - spoglądam niepewnie mężczyźnie w oczy.
- Dobrze.
- No nareszcie. Zmądrzałaś. - przewracam oczami. Wychylam kolejny kieliszek, który Cami zapełniła.
Alkohol bardzo szybko nam idzie.
Kiedy na stołkach barowych robiło się ciaśniej, przenieśliśmy się z dziewczyną na fotele w rogu sali, za to Marcel robił za barmana.
- Kolejnego poproszę. - mówię lekko wcięta.
- Robi się. - ile razy poprosiłysimy, byłyśmy obsługiwane przez rozbawionego czarnego. Tak około dwudziestej trzeciej Marcel wychodzi z baru by porozmawiać z kimś przez telefon, a kiedy wraca obydwie ledwo tomne spoglądamy na niego.
- No co?
- Do... Kogo dzwoniłeś?
- Po wsparcie. - mówi, nie przestając się uśmiechać.
- Wiesz co Marcel...? Przyprowadziłeś mnie tu na obiad, a tylko mnie upiłeś. Powinieneś się wstydzić. - pod wpływem alkoholu nie wychodzi mi udawanie poważnej.
- Alkohol dobrze działa na nerwy.
- Tak... To prawda. - kiedy dociera do mnie dźwięk otwieranych drzwi, gwałtownie odwracam się w ich stronę i niemal natychmiast rzeźwieje.
- A myślałem, że żartujesz Marcelus.
- Czy ja kiedykolwiek cię okłamałem Elijah? - w wampirzym tempie znajduje się obok mnie.
- Choć my skarbie do domu.
- Sama sobie poradzę. - trzymając się oparcia fotela, próbuje wstać, lecz nogi odmawiają mi posłuszeństwa, a gdyby nie zręczne dłonie Elijaha upadła bym.
- Dziękuje. - szepcze mu prosto w usta.
Mężczyzna wkłada mi jedną rękę pod kolana, a drugą obejmuje w pasie, zaś ja szybko oplatam go dłońmi wokół szyi.
W wampirzym tempie wychodzi ze mną na rękach z baru, następnie podchodzimy do zaparkowanego na zewnątrz BMW, po czym stawia mnie na krótką chwile, na nogach, kolejno otwiera dziwi i pomaga mi wsiąść do środka. Po kilku minutach od odjazdu zasypiam.
Otwieram oczy, po czym przestraszona podnoszę się do pozycji siedzącej szczelnie okrywając się pierzyną.
Jestem u Mikaelsonów. Znowu.
Niepewnie wstaje i ruszam do drzwi. Najciszej jak to możliwe, naciskam klamkę i na palcach wychodzę na zewnątrz. Opieram się o barierę po czym rozglądam się po całym salonie.
Jest. Elijah.
Siedzi na jednym ze skórzanych foteli i pije. Ruszam w stronę schodów po czym szybko schodzę na dół. Następnie bez słowa zajmuję miejsce na przeciwko mężczyzny.
- Dlaczego nie śpisz?
- Jakoś nie mogę zasnąć. A ty?
- Nie jestem zmęczony. - mówi z uśmiechem. - Jak się czujesz?
- Jak na ilość wypitego alkoholu to dobrze. - powoli wstaje i z udawaną pewnością siebie, siadam mężczyźnie na kolanach.
Jest bardzo przystojny, ale za każdym razem, gdy go widzę, brakuje mi języka w gębie. Muszę skorzystać z tego, że w moich żyłach są jeszcze resztki alkoholu.
Bez zastanowienia wpaja się ustami w jego. Wampir widocznie nie jest zaskoczony moimi działaniami, bo delikatnie unosi mnie i sadza na sobie tak abym siedziała na nim w rozkroku. Kiedy czuję, że tak jak ja pragnie więcej, bez wahania otwieram się dla niego, a nasze języki łączą się w niespokojnym tańcu.
Mężczyzna wstaje ze mną na rękach i kieruję się w stronę schodów, zaś ja oplatam go nogami w pasie i nie przestając go całować, wkładam palce w jego wspaniale włosy. Schody pokonuje w wampirzym tempie, aby po chwili znaleźć się u niego w pokoju. Sadza mnie delikatnie na łóżku, na chwile przerywa nasz pocałunek aby ściągnąć koszulę, zanim jednak przejdziemy krok dalej, kładę dłonie na jego umięśnionym torsie i przejeżdżam nimi w dół kierując je w stronę rozporka który rozpinam. Nim jednak zdążę ściągnąć mu dolną część garderoby, lekko mnie popycha po czym nakrywa moje ciało swoim. Jego magiczne usta nie dają mi przerwy, penetrując moje językiem.
Kiedy takie pieszczoty najwyraźniej mu się nudzą, jednym mocnym ruchem rozrywa koszulkę którą jestem przyodziana by następnie wpoić się w moją szyję.
Zostaję w samej bieliźnie.
Kiedy dociera do miseczek stanika, spoglądam w dół i napotykamy jego gorące spojrzenie.
Gdy dostrzega w moich oczach pozwolenie, odpina zapięcie, które znajduje się pomiędzy moimi piersiami.
Mój pokaźnej wielkości biust niemal wyskakuje spod materiału.
Chwyta moje walory w obie dłonie.
Jego usta odnajdują drogę do moich twardych skutków.
Gdy wyczuwam jego język na jednym z moich najczulszych miejsc, zaczynam mruczeć niemal jak kotka.
Jemu się to chyba podoba, bo czuje jego uśmiech na mojej delikatnej skórze.
Gdy ta zabawa mu się nudzi, chce kontynuować ścieżkę w dół, ja mu to uniemożliwiam, gdyż przewracam go na bok, na plecy.
Siadam na niego okrakiem.
Błyskawicznie rozpinam mu spodnie i razem z bokserkami ściągam mu.
Moim oczom ukazuje się pokaźnej wielkości członek.
Jak ja bym teraz chciała wziąć go do buzi.
Na sam jego widok się oblizuje.
Ale na to przyjdzie czas.
Ustawiam się tak, że jest nakierowany na moje wejście. Odsuwam majtki na bok i płynnie się na niego nabijam.
Budzi mnie światło przedzierające się przez zasłony.
Przecieram dłonią oczy, po czym spoglądam na przystojniaka, leżącego obok.
Wreszcie mam okazję się mu przyjrzeć.
- Gapisz się.
- A Ty spałeś.
- Nie do końca.
Z wampirzą prędkością kładzie mnie na plecy, trzymając moje dłonie nad głową, a sam wisi nade mną.
- Głodna?
- Tak, ale czegoś innego.
Podnoszę głowę i składam na jego ustach pocałunek, lecz ten wstaje i podchodzi do szafy.
- Chciałbym. Wież mi. Ale dziś jest ważny dzień i razem z rodzeństwem mamy kilka spraw do załatwienia.
- Wiec mam sobie iść?
- Wieczorem się zobaczymy.
Bez słowa wstaję z łóżka i nago kieruję się do toalety, specjalnie kręcąc tyłkiem.
Po załatwieniu porannej toalety owinięta ręcznikiem wchodzę do sypialni.
Nie ma go.
No trudno.
Na fotelu leżą przygotowane ubrania dla mnie.
Z kąt oni biorą te ubrania. Przecież one są kompletnie nowe.
Szybko się ubieram, związuje włosy w kucyka i wychodzę z pokoju.
Na zewnątrz kieruję się w stronę schodów, lecz na drodze staje mi Klaus.
- Dzień dobry. Sądząc po wczorajszych odgłosach, dochodzących z pokoju mojego brata, Elijah dobrze Cię ugościł?
Lekko speszona pytam.
- Gdzie jest Elijah?
- W kuchni.
Nie kończąc rozmowy, zbiegam szybko na dół i kieruję się do żołądka, domu, na moje szczęście tam zastaje mojego kochanka.
Staje w wejściu i zakładam ręce na piersiach.
- Elijah nie jestem głodna. Chciałabym już być w domu.
- Wszystko w porządku?
- Tak czemu pytasz?
- Wyglądasz na zaniepokojoną.
- Raczej speszoną. Spotkałam po drodze Twojego brata.
- Tak Niklaus jest bardzo bezpośredni.
- Mało powiedziane. Możemy już jechać?
- Choć my.
Szybkim krokiem wychodzimy z domu, aby po chwili znaleźć się w aucie.
W drodze do domu nie rozmawialiśmy.
Ta cisza była odrobinę krępująca, zważywszy na to, co się wczoraj stało.
Mężczyzna parkuje przed domem, nim wysiądę łapię mnie za rękę.
- Pamiętaj w razie potrzeby, dzwoń do mnie.
- Dobrze.
- Przyjadę, gdy wszystko załatwię.
- W porządku.
Mężczyzna całuje mnie w policzek na pożegnanie, po czym wysiadam i szybkim krokiem wchodzę na klatkę schodową po czym, po schodach do mieszkania. Tam zamykam się na klucz.
Dlaczego się tak dziwnie zachowuje?
Przecież nie zrobiliśmy niczego złego.
Mam nadzieję, że nie będzie tak zawsze.
Siadam na sofie i przymykam na chwile oczy.
Ze snu wyrywa mnie nachalny dzwonek do drzwi.
Powoli wstaje, przecieram oczy i podchodzę do szpiega.
Bez zastanowienia otwieram drzwi.
- Wujek.
Wtulam się mocno w Bena, ten nie jest mi dłużny i odwzajemnia mój uścisk.
- Co ty tutaj robisz?
Otwieram drzwi na znak, że go zapraszam.
Kiedy oboje jesteśmy już w środku, zamykam je z powrotem na klucz.
- Byłem w okolicy i pomyślałem, że zrobię Ci niespodziankę i Cię odwiedzę.
- Niespodzianka się udała. Napijesz się herbaty?
- Chętnie.
Podchodzę do kuchenki, biorę czajnik, nalewam do niego wody i stawiam go z powrotem na kuchenkę.
Kiedy odwracam się z powrotem do Bena, widzę jak ten, podchodzi do mnie z białą chustką.
Nim zdążę się zorientować co się dzieje ten przykłada mi ją do ust i nosa.
Czuję słodkawy zapach i przyjemne uczucie snu.
Budzi mnie okropny zapach spalin i paliwa.
Nim odzyskam ostrość widzenia, chwilę to trwa. Mrugam kilka razy, a obraz robi się wyraźny.
Kiedy już jest wszystko w porządku, rozglądam się dookoła.
Wygląda na to, że jestem w jakieś piwnicy, a może garażu.
Nie mam pewności.
Spoglądam na ręce i nogi, którymi nie mogę poruszyć.
Jestem przywiązana do krzesła, na którym siedzę.
Na zgięciach rąk, mam wbite wenflony, a do nich przyczepione są przeźroczyste rurki prowadzące do powieszonych obok krzesła worków z krwią.
Co jest kurwa?
Szarpanie też nic nie daje, bo czuję, że ręce odmawiają mi posłuszeństwa.
Podnoszę mocniej głowę, na tyle ile mi siły pozwalają i dostrzegam Bena.
- Wujku... pomóż mi...
Szepcze.
- Skarbie przecież Ci pomagam.
Wolnym krokiem podchodzi do mnie i dotyka mojego policzka.
- Nie rozumiem.
- To może Ty pomóż zrozumieć coś mnie. Co się stało z firmami twoich rodziców?
- Nie... Nie rozumie... o co Ci chodzi...
- Ah tak?
Mężczyzna wyciąga z kieszeni mały scyzoryk. Krótką chwilę przygląda mu się, następnie podchodzi do mnie.
Klęka obok krzesła i patrząc mi w oczy, wbija scyzoryk w moje kolano.
Ból ten jest nie do opisania. Czucie w tej nodze odzyskałam, choć nie takie, jakie chciałam.
Krzyk też jest nie możliwy, bo nie mogę wydać z siebie innego dźwięku niż szept.
O moim bólu świadczą tylko pojedyncze łzy spływające z moich oczu.
- Wampiry dysponują jedynymi broniami, którymi mogliśmy się przed nimi bronić, a Ty oddałaś im je bez skrupułów.
Nie zwracając uwagi na moje cierpienie, wyciąga ciało obce z mojego kolana i ociera go z krwi.
- Musiałam...
Szepcze przez łzy.
- Musiałaś tak?
Wolnym krokiem podchodzi do mnie. Odwraca moją dłoń żyłam do góry i ich śladami rozcina mi skórę.
Ból przyćmiewa mi spojrzenie.
Z każdą kroplą spływającą z moich żył, czuję się bardziej senna.
Resztkami sił staram się coś powiedzieć, lecz głos mi się łamie.
- Pros...
- Ale kochanie. Ja to robię dla Ciebie. Uwolnię Cię do tych potworów. Żebyś już nie musiała cierpieć. Kocham Cię jak własną córkę. Muszę Ci pomóc.
Kładzie dłoń na mojej głowie i z dziwną delikatnością mnie głaszcze.
Na chwilę zamykam powieki, lecz kiedy do moich uszu dociera dźwięk bitego szkła, powoli je uchylam.
Przede mną stoi Ben, ale tyłem. Obserwuje drzwi.
Staram się wyostrzyć wzrok by dostrzec kto to.
Elijah.
Cały zakrwawiony.
Jego widok przynosi ukojenie mojej duszy, lecz ciało wciąż cierpi.
Ostanie co zapamiętałam to blond włosa kobieta, która coś mówiła.
Sen nadchodzi wielkimi krokami i teraz z nim nie walczę.
- Elijah tracimy ją.
Wystraszona otwieram oczy i gwałtownie siadam.
Pokój Elijaha.
Nie wiem, czy to szczęście, czy ulgą, ale z moich oczu ponownie zaczynają płynąć łzy.
W wampirzym tempie znajduje się obok mnie Elijah i bierze mnie w ramiona.
- Hej już wszystko w porządku.
- Jak mnie znalazłeś?
- Piłaś moją krew. Tak moją siostrą Cię namierzyła.
- Zdążyłaś w porę.
- Tak kochanie wszystko jest już w porządku.

Diamentowe serceOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz