10. Babcia.☆

1.1K 64 21
                                        

[Próbuję zbliżyć się do Elijah, ale nie mogę się ruszyć. Czuje dalej ból w miejscu gdzie wcześniej miałam rane. Po chwili zbiera mi się na wymioty, wychylam głowę za kanapę i wymiotuję krwią.]
-Nora co się dzieje?
-Dałem jej krwi.
-Co?
-Została postrzelona, musiałem ją uleczyć.
-Coś tu nie gra.
[Przestaje wymiotować i podciągam sukienkę do góry. Cały brzuch mam w sinych kreskach i coraz więcej się ich robi. Z każdą coraz bardziej mnie boli.]
-Elijah boli.
[Z piskiem łapię się za brzuch. Kątem oka widze jak Marcel przynosi Elijah pistolet, którym zostałam postrzelona.]
-To czarno-magiczny przedmiot.
[Przestaje powoli kontaktować, ale czuje jak coś mi się w brzuchu porusza. I znowu wymiotuje. Słysze jak Elijah gdzieś dzwoni, żeby po chwili podejść i ostrożnie wziąć mnie na ręce. Z wampirzą prędkością jesteśmy przy aucie. Elijah obniża siedzenie tak, abym leżała, a sam siada i odjeżdżamy z piskiem opon. Przez ten cholerny ból nie wiem nawet ile czasu jechaliśmy, ale pamiętam, że zatrzymywaliśmy się kilka razy, bo znów wymiotowałam. Kiedy dojechaliśmy Elijah znowu bierze mnie na ręce i wnosi do posiadłości. Tam kątem oka widze bląd włosą dziewczynę, biały okrąg, w którym stoi stół. Elijah kładzie mnie na nim, bierze nóż i rozcina mi sukienke odkrywając cały brzuch i klatkę piersiową. Przemęczona z bólu spoglądam na brzuch, jest praktycznie cały siny.]
-Od kąt wyjechaliśmy od Marcela bardzo się pogorszyło. Wymiotuje co 10 minut, jest blada, ma przekrwione oczy a wcześniej miała tylko kilka sinych kresek. Marcel napoił ją krwią, ale zaleczyła tylko rane nabój został w środku.
-Ten pistolet i naboje, to czarno-magiczny obiekt. One działają w ten sposób, że każdy nabój, który dostanie się pod skórę, porusza się w kółko, tak długo dopóki nie dostanie się do serca i nie zabije ofiary. Im dalej serca jest, tym większe katusze.
[Usłyszałam tylko zabije, na dźwięk tego słowa zebrało mi się na wymioty. Wychylam głowę i wymiotuję. Czuje jak ktoś przykłada mi coś do ust. Otwieram oczy i widze dziewczynę, która przykłada mi białe naczynie do ust.]
-Nora musisz pić, muszę wyciąć Ci ten nabój, ale musisz być przytomna. To trochę załagodzi ból.
[Szybkim ruchem wypijam zawartość naczynia, ale czuje, że znowu zbiera mi się na wymioty. Elijah podnosi mnie tak abym siedziała, co powoduje, że lepiej się czuje.]
-Elijah wyjdź i zawołaj Rebekah.
-Nie zostanę z nią.
-Nie! Rób co mówię. Tracimy czas!
[Widze jak Elijah nie chętnie wychodzi z pomieszczenia a na jego miejsce wchodzi Rebekah.]
-Trzymaj ją za ramiona, niech się nie ruszy. Nora teraz będzie bolało.
[Ból, który przed chwilą był jednolity, teraz czuje jak rozrywa mnie na wierzch.
Nie mogę opanować krzyku i łez. Spoglądam w dół i widze jak blondynka powoli rozcina mi brzuch wzdłuż gdzie przed chwilą była jedna wielka sina plama.
Mimo wolnie zaczynam się szarpać i piszczeć. Nie mogę tego opanować, bo nic innego nie czuje tylko ból.
Widzę jak kobieta wsadza ręke tam gdzie przed chwilą był nóż, a ból zbiera na sile. Czuje jak oczy same mi się zamykają.]
-Nora obudź się. Nie odlatuj.
[Gwałtownie otwieram oczy i w jednej chwili tam, gdzie był okropny ból czuje wielką ulge pomimo otwartej rany. Podosze głowę i widze blondynkę, a ta w zakrwawionej dłoni trzyma mały drewniany nabój.]
-Zawołaj Elijah.
[Rebekah mnie Pusza i znika. Widze jak w niewiarygodnym tempie Elijah staje przy mnie.]
-Teraz możesz dać jej krwi.
-Wszystko już w porządku?
-Tak wyciągnęłam jej pocisk. Teraz powinna normalnie się zagoić.
[Elijah przegryza nadgarstek i przykłada mi go do ust. Bez zastanowienia zaczyna pić słodkawo-metaliczną ciecz.]
-Pij skarbie poczujesz się lepiej.
[Kiedy czuje się już dobrze odsuwam rękę Elijah, a ten pomaga mi usiąść.]
-Dziękuje Freya.
-Nie ma sprawy.
-Marcel...
-Co z nim?
-On też został postrzelony.
[Freya bierze telefon i gdzieś dzwoni, a Elijah pomaga mi wstać i prowadzi mnie do siebie do sypialni. Tam idę pod prysznic, potem myję zęby ubieram koszulę Elijah, stringi i idę do sypialni gdzie czeka na mnie Elijah.]
-Jak się czujesz?
-Znakomicie już. Dziękuje.
-Jesteś głodna?
-Nie jestem. Ale za to zmęczona i to bardzo.
-Chodź położę się z tobą.
[Kładę się do łużka a Elijah razem zemną.
Przy nim czuję się dobrze, bezpiecznie. Zawdzięczam mu życie. Gdyby nie on dawno leżałabym pod ziemią. Jest wspaniały.
Zamykam oczy i zasypiam.
Rano budzi mnie dźwięk telefonu. Otwieram oczy, Elijah nie ma. Biorę telefon do ręki i spoglądam na wyświetlacz. Cami. Odbieram.]
-Słucham?
-Cześć Nora. Jak się czujesz?
-Już jest dobrze Freya i Elijah mi pomogli. A ty jak się masz?
-Gdyby nie kac to by było idealnie.
-Aspirynę sobie zarzuć i będzie idealnie.
-No dzisiaj sobie prace odpuszczę.
-I dobrze. A coś się stało, że dzwonisz?
-Nie. Po prostu martwiłam się o Ciebie.
-Kochana jesteś, ale czuje się już znakomicie.
-Dobra to ja się kładę.
-Spoko w razie czego dzwoń.
-W porządku. Na razie.
-Pa.
[Rozłączam się. Wstaję z łóżka i lecę do toalety, myje twarz, zęby, maluję się i idę z powrotem do sypialni, ubieram dżinsy, bluzę i wysokie buty.
Kiedy jestem już gotowa schodzę na dół gdzie w salonie spotykam Klausa.]
-Jak się dzisiaj czujesz?
-Dobrze...
-Powiedz mi co tam się wczoraj wydarzyło?
-Cały wieczór był spokojny, nic specjalnego. Ale kiedy zadzwoniłam do Elijaha, aby po mnie przyjechał, podszedł do mnie Marcel, kiedy rozmawialiśmy, dostał pierwszy strzał w plecy wtedy kazał mi uciekać, tak wiedz zrobiłam. W drugim pokoju znalazłam kij wzięłam go do ręki. Schowałam się w ciemnym zakątku, kiedy usłyszałam, że ktoś idzie w moją strone ruszyłam na niego, wtedy ten złapał mnie za szyje i spytał, czy to ja jestem Nora Evans, i żebym mu nie odpowiadała, bo i tak mnie zabije i wymierzył we mnie pisotel. Wtedy złapałam go za rękę i kopnęłam w jaja. Wtedy strzelił we mnie, ale zdołałam wbić mu ten kij w serce.
-Z kąt wiedziałaś, że jest wampirem?
-Nie wiedziałam. Pomyślałam, że taki cios powali każdego czy to wampir, czy człowiek.
-Nie wiem, czy jesteś bardzo odważna, czy bardzo głupia, ale wiem jedno. Że masz dużo szczęścia. Elijah jest w jadalni.
[Nie odzywając się ruszam w strone jadalni gdzie przy stole siedzi Elijah i przegląda jakieś zdjęcia. Siadam obok niego i spoglądam na zdjęcia. Jedno z nich zwraca moją uwagę. Starsza elegandzka pani w holu biurowca. Wyciągam zdjęcie i mu się przyglądam.]
-Znasz te kobietę?
-Znam i to bardzo dobrze.
-Kto to?
-Moja babcia.
-Od ojca strony czy od matki?
-Od matki.
-To ta kobieta sprzedała twoje mieszkanie.
-Co?
-Tak ona była u dewelopera, ale to nie ona włamała Ci się do mieszkania. Wiemy tylko tyle że był to jakiś mężczyzna.
-Nie rozumiem. Dlaczego moja babcia miałaby sprzedawać moje mieszkanie? Może nie była aniołem, ale była jedyną osobą w moim życiu, która dążyła mnie, jakim kolwiek uczuciem.
-Ja też tego nie rozumiem, bo na dewelopera został rzucony czar, coś podobnego do hipnozy.
-Moja babcia jest człowiekiem.
-Na to wychodzi, że nie. Ja i Klaus zaraz wychodzimy sprawdzić kilka rzeczy, Freya zostanie z tobą.
-Ale już o tym rozmawialiśmy, nie jestem dzieckiem i nie potrzebuję opiekunki.
-Po wczorajszej sytuacji nie powinnaś stawiać oporu.
-Ale Elijah...
-Żadnego, ale zostajesz ty i koniec.
[Bez słowa wstaje od stołu i idę na górę do sypialni. Kładę się na łóżku, biorę telefon i przegląda media społecznościowe. Po kilku godzinach, z zewnątrz słyszę trzaskane szkło. Wychodzę na zewnątrz i widze zakrwawioną Freye leżącą na ziemi i dwóch wampirów. Freya podnosi głowę w moją stronę.]
-Uciekaj!
[Nie zastanawiając się zaczynam uciekać w drugą strone. Jeden z nich mnie dogania, łapie mnie za rękę i w wampirzym tempie znikamy. Po chwili otwieram oczy. Znajduje się w bardzo elegandzkim pałacu. Nikogo nie widze, wstaję z fotela i biegnę do drzwi. Ale te są zamknięte. Zaczynam je szarpać, ale ani drgną.]
-Są zaczarowane nie wyjdziesz.
[Słysze znajomy głos za mną. Odwracam się i widze moją babcię.]
-Babcia?
-Chodź ze mną.
[Nie pewnie kieruje się za staruszką, ta siada w salonie, w którym się ocknęłam. Siadam najdalej jak się da.]
-Co ty tu robisz babciu?
-Wiedziałam, że dzisiaj rano dowiedziałaś się, że to ja sprzedałam twoje mieszkanie. Wiedz nie chciałam czekać na nasze spotkanie.
-Co z Freyą?
-Nie martw się o czarownice, żyje.
-Ty też chcesz mnie zabić? Jeśli tak to oszczędźmy sobie pogawędek i zrób to od razu.
-Jesteś moją jedyną wnuczką jak mogła bym Cie zabić?
-Moi rodzice jakoś nie podzielają twojej miłości do mnie.
-Nie rozumiem.
-Przestań! Przecież wiem, że żyją. Ale to mnie chcą wpędzić do grobu.
-Tak żyją, ale wiem, że robią wszystko, aby Cię chronić.
[Wybucham śmiechem.]
-Tak i to dlatego już kilkakrotnie Elijah Mikaelson musiał mnie ratować przed ich wysłannikami.
-To na pewno nie jest sprawka twoich rodziców. Przez to, że zadajesz się z Mikaelsonami narobiłaś sobie wielu wrogów.
-Babciu, jeżeli nie masz nic konkretnego do powiedzenia to ja już pójdę.
-Celeste Dubois.
-Co?
-Dawna ukochana twojego Elijah. Z wiarygodnych źródeł wiem, że chce Cię.
-Co to znaczy, że chce mnie?
-Musi poświęcić czarownice, która jeszcze nie obudziła w sobie magi. Po to, aby sama mogła przeżyć.
-Już się pogubiłam. Przecież ja nie jestem czarownicą.
-Jesteś. Ale twoja matka, gdy byłaś mała zablokowała w tobie magie.
-Ale dlaczego mnie? Przecież nie jestem jedyna taka na świecie.
-Tak to prawda. Ale Celeste ma w tym też osobiste pobudki.
-Elijah.
-Tak.
-Ale dlaczego to wampiry mnie za każdym razem atakowały.
-Celeste obiecała wampirom z Nowego Orleanu w zamian za ich lojalność, nie kończące się zasoby magii.
-Co mogę zrobić, żeby pokrzyżować jej plany?
-Musisz znaleźć czarownice, która obudzi w twoją magię.
-Ty tego zrobić nie możesz?
-Ja jestem za słaba, aby używać tak potężnej magii.
[Biorę telefon i wykręcam numer.]
-Gdzie ja jestem?
-W starym zamku na plantacji.
[Przykładam telefon do ucha i słyszę zdenerwowany głos Elijah.]
-Nora gdzie ty jesteś? Co się dzieje?
-Przyjedź po mnie. Jestem w starym zamku na plantacji.
-Zaraz będę.
[Rozłączam się.]
-Jest jeszcze jedna sprawa Ben, powiedział mi, że to rodzice chcą mnie zabić.
-Powiedział tak, bo należał do sprzymierzeńców Celeste.
-Ale dlaczego sprzedałaś moje mieszkanie?
-Bo jeśli dojdzie do czarownic, że mieszkanie twoje zostało sprzedane a ty zniknełaś to pomyślą że zniknełaś. Ale ten plan nie zadziałał. Słyszałam o wczorajszym zamachu na was.
-Tak kolejny raz chcieli mnie zabić.
-Ukryj się i znajdź potężna czaownice, która odblokuje Ci magie. Wtedy będziesz dla nich bezużyteczna.
-Dobrze zrobię tak.
-Ale pamiętaj, każdy kto ma co kolwiek wspólnego z Mikaelsonami kończy tak samo.
-Wiem babciu. Dziękuje.
[Słysze jak ktoś dobija się do drzwi. Dochodzę do nich a te otwierają się przede mną. Pod drugiej stronie stoi Elijah, ale nie może wejść do środka.]
-Nora idź już.
-Dowidzenia babciu.
-Więcej już się nie zobaczymy.
-Co?
-Czarownice już wiedzą, że je zdradziłam.
-To chodź z nami.
[Babcia podchodzi do mnie i dotyka moje policzki.]
-Takie jest moje przeznaczenie. A twoim jest przeżyć. Obiecaj mi, że zrobisz wszystko, aby zostać przy życiu.
-Obiecuje babciu.
[Babcia ściąga z szyi łańcuszek z niebieskim kryształem i wiesza mi go na szyję.]
-W tym krysztale jest cała moja moc, kiedy obudzisz już w sobie magie, przejmij też i moją. Nie pozwolę im posiąść jej.
-Dobrze.
-A teraz uciekajcie. One zaraz tu będą.
[Wybiegam szybko z domu i z Elijah kieruję się do auta, a ten odjeżdża z piskiem Opon. Jedziemy dosyć długo, w tym czasie opowiedziałam Elijah wszystko co powiedziała mi babcia. Ten nie był w wielkim szoku na wieść o jego ex.]
-Więc jesteś czarownicą.
-Nie w pełni. Matka zablokowała we mnie magie, gdy byłam mała. Babcia powiedziała, że gdy obudzę w sobie magie, wtedy będę bezużyteczna dla
Celeste.
-Moja siostra ma taką moc. Pewnie da rade to zrobić.

Diamentowe serceOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz