[Wampir stawia mnie i jednym ruchem przypina moje nadgarstki do łańcuchów zwisających z sufitu.]
-Czego ode mnie chcesz? Puść mnie!
-Jeśli się nie zamkniesz skrzywdze Cię o wiele gorzej niż miałem to w zamiarze. Od Ciebie nic nie chcę, od twoich kochasi? Chcę wszystkiego. Ich pieniędzy, ich władzy... Ich życia...
-Są nieśmiertelni.
[Szepcze.]
-Żadna istota nie jest nieśmiertelna. A już na pewno nie Mikaelsonowie. Ich śmiercią jestem ja. Wiesz skarbie...
[Wampir odsówa mi z czoła kosmyk włosów.]
-...mój jad działa na nich jak jad wilkołaka na normalnego wampira.
-Skoro możesz ich tak szybko zabić to dlaczego mnie porwałeś?
[Nie spodziewanie wampir z nie wiarygodną siłą uważa mnie w twarz. Nie mogę złapać się za policzek więc pozostaje mi tylko cichy szloch.]
- Nie pozwoliłem Ci się odzywać. Ale odpowiadając na twoje pytanie mam zamiar spuścić z Ciebie werbene i zachipnotyzować Cię abyś na ich oczach podcieła sobie rzyły. To ich zaboli. Twoja śmierć i ta bezradność, że nie mogą nic zrobić. Wtedy sami będą błagać o śmierć. A ja łaskawie ich zabije.
[Wampir podchodzi do stolika i bierze nóż kuchenny w dłoń, chwile się nim bawi i klęką przede mną. W ciszy rozcina mi udo w wzdłuż sprawnie omijając tętnice. Mój szloch zamienia się w pisk i błagania o litość. Wampir staje przede mną i lekko się uśmiecha.]
-Jesteś na prawdę śliczna. Ciekawe czy w łóżku też tak błagasz?
-Pierdol się...
[Wyjąkałam, ten się wkurza i przebija mi dłoń nożem. Czuję jak bym miała dejavu. Ból przyciemnia mi widzenie.]
-Taki nie wyparzony język powinien być karany.
[Kątem oka widzę ciemnoskórą dziewczynę która pewnie wchodzi do pokoju. Bez słowa podchodzi do mnie i dotyka mojego policzka. Czuje jak przez moje rzyły przechodzi prąd i po chwili na twarzy nieznajomej pojawia się uśmiech.]
-Mamy szczęście...
[I razem z wampirem wychodzi. Ja zostaje sama z moimi cierpieniami. Czuje jak powieki robią się ciężkie i po nie długiej chwili zasypiam. Budzi mnie mało znajomy głos. Otwieram oczy, dalej jestem w nieznajomej piwnicy a na przeciwko mnie stoi nie dawno poznana dziewczyna z wielką książką i wypowiada jakieś zaklęcia. W którymś momencie denerwuje się i rzuca księgą w ściane.]
-I co nic?
-Nic jest bardzo potężna, ale nie mogę zabrać jej tego. Jest w niej zakleszczone.
-Możesz próbować...
-Może Ty skarbie bądź już cicho.
[Wampir łapie mnie mocno za szyję, mogę oddychać ale tak płytko że czuje jak zapadam w sen. Budzą się... nie wiem może kilka godzin puźniej. Jest ciemno. Nikogo nie ma a drzwi są zamknięte. Zaczynam szarpać za łańcuchy na tyle ile mi siły pozwalają, ale ani drgną. Ze łzami w oczach zaczynam krzyczeć.]
-Wypuście mnie! Proszę!
[Tracę rachubę czasu. Nie wiem ile czasu mija, nie wiem czy jest dzień czy noc. Nikt do mnie nie przychodzi. Kiedy moje myśli zaczynają się zlewać słyszę szarpanie do drzwi które po chwili wylatują z zawiasów i moim oczom ukazuje się Elijah. Podchodzi powoli do mnie.]
-Jesteś...
-Jestem kochanie jestem...
[Kiedy myślę że mnie uwolni, ten łapie mnie za kark i wbija swoje kły w moją szyję. Znowu czuję przeszywający ból. Krzyczę, szarpie się. Ale na nic on jest silniejszy. Po chwili przerywa i odsówa się ode mnie, ale nie ma już Elijaha na jego miejscu jest wampir który mnie porwał. Otwieram gwałtownie oczy a przede mną stoi dziewczyna.]
-Wyjdźcie z mojej głowy.
-Przestanę. Oczywiście. Ale dopiero kiedy uświadomisz sobie jaki on jest. Jacy oni wszyscy są.
-Myślisz że twój Pracodawca jest inny? Zabije Cię przy pierwszej lepszej okazji.
- Nie boję się go. Ale wiem że istnieje zagrożenie. Jestem o wiele silniejsza od niego.
-A ja o wiele od Ciebie.
-Tak to prawda. Ale nie możesz nic zrobić...
[Dziewczyna wychodzi. Zamyka za sobą drzwi i zostawia mnie samą. Mijają może minuty, godziny, dni? Nie wiem. Nie mogę trzymać się już na nogach więc tylko zwisam. Otwieram gwałtownie oczy gdy słyszę hałasy zza drzwi, które tak jak ostatnio wyskakują z zawiasów. Widzę jak w wampirzym tepie Elijah wchodzi do pomieszczenia.]
-Mam ją. Nora.
[Podchodzi do mnie i chce zerwać mi łańcuchy. Ale ja w obawie że to kolejny trik tej dziewczyny próbuję się odsunąć. Ze strachu zaczynam majaczyć.]
- Nie proszę już mi starczy. Nie proszę zostawcie mnie...
-Skarbie już dobrze. Jestem...
[Mężczyzna jednym ruchem zrywa moje łańcuchy a ja spadam na ziemię. Jestem tak wycięczona że nie jestem w stanie się bronić. Widzę jak Elijah podwija sobie rękaw i przegryza nadgarstek i przykłada mi go do ust. Bez wahania zaczynam pić cieknącą z niego ciecz. Po nie długiej chwili czuje się już dobrze. Odsówam jego rękę od twarzy i odwracam się przodem do niego. Dotykam delikatnie jego twarzy.]
-Jesteś prawdziwy?
-Jestem skarbie. Już jest wszystko dobrze.
- Elijah oni chcieli...
-Ciiii pogadamy w domu. Jestem wycięczona.
[Próbuję stanąć na nogi ale nie odmawiają mi posłuszeństwa. Elijah jednym ruchem bierze mnie na ręce i wynosi z budynki. Ale tracę rachubę bo zasypiam.]
CZYTASZ
Diamentowe serce
Fanfiction1# Diament 07.04.2020 1# Elijahmikaelson 26.08.2020 1# Różowy 04.03.2021 1# Elijah 21.06.2021 🔞 Co się stanie, kiedy z pozoru normalna dziewczyna, spotka na swojej drodze pierwotnego wampira? Jej cały świat wywróci się do góry nogami i nie dla tego...
