Rozdział: 45
Piosenka do rozdziału:
Coldplay - The Scientist
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
*Następnego dnia*
Obudziłem się ok 6 rano. Miałem tyle do zrobienia, a tak mało czasu. Mimo tego,że wiedziałem,że za jakieś kilka godzin będę w domu rodzinnym wcale się nie cieszyłem. Wręcz odwrotnie. Byłem przygnębiony bo wiedziałem,że będę musiał udawać,że wszystko jest w porządku mimo tego,że faktycznie tak nie jest. Nie chcę już więcej nikogo okłamywać. Mam dosyć tego ciągłego fałszywego życia i mam nadzieje,że ten wyjazd chociaż trochę dobrze mi zrobi. Będę mógł trochę się odprężyć, a rodzina będzie tylko mnie wpierała.
Powoli wywlekłem sie z łóżka udając ku szafie. Wziąłem potrzebne rzeczy z półek i równie cicho wędrowałem ku łazience. W tym samym momencie z pokoju wymaszerował Niall
- A ty co?-zapytałem go lekko zdziwiony tym,że jest na nogach o tak wczesnej porze
- Jadę do Irlandii,nie dziw się mi tam raczej pieszo nie zajdę-zaśmiał się tylko- Idziesz pierwszy?-zapytał mnie
- Co? Aaaa...nie idź ty,mnie tak bardzo się nie śpieszy-posłałem mu tylko delikatny uśmiech i w samych bokserkach powędrowałem na dół. Odłożyłem rzeczy na kanapę i zmierzyłem ku kuchni zostając tam na dłużej. Przygotowałem co nie co do jedzenia sobie i chłopakom potem tylko zostawiając cztery talerze na stole w kuchni. Poszedłem z powrotem w stronę salonu przyglądając się złamanemu stołowi. No tak...poniosło mnie. Może gazety mają rację z ta agresją. Tyle dobrze,że wyładowuje je na stołach, a nie na chłopakach którzy przecież są tutaj niczemu winni
- Możesz już iść i dzięki,że mogłem wejść pierwszy-Niall uśmiechnął sie szeroko i rozradowany poszedł w stronę kuchni gdzie leżała dla niego porcja jedzenia. Usłyszałem tylko radosny pisk i w tym momencie cicho się zaśmiałem.
Po wzięciu szybkiego prysznicu zawiązałem sobie w pasie biały ręcznik i wyszczotkowałem zęby. Przemyłem jeszcze raz twarz wodą i wytarłem ręcznikiem leżącym nieopodal spoglądając po chwili w lustro. Rana na wardze już prawie zanika. Wyglądam całkiem ok. Nie jest znowu tak najgorzej jak to wszyscy mówili. Założyłem na siebie bokserki i wcześniej przygotowane ciuchy spoglądając równocześnie za zegarek: jest 8:23 nawet nie wiedziałem,że ten czas tak szybko zleci. Zeszedłem na dół już z walizkami w rękach zastając czterech krzątających się z kąta w kąt chłopaków.
- Ale macie wszystko tak na sto procent?-dopytywał ich Liam
- Tak,tak-Louis tylko pokręcił oczami i domknął swoją czarna walizkę.
- O Harry! Nie zauważyliśmy cię-powiedział do mnie Zayn na co każdy z nich znowu spojrzał na moją osobę. Czułem się jakoś dziwnie bo obchodzą się ze mną jak z jajkiem
- Przykro nam-dodał Liam na co ja nieco się skrzywiłem- No wiesz...Laura i ten list,trzymamy za ciebie kciuki-stwierdził uśmiechając się na co ja próbowałem odwdzięczyć się tym samym jednak słabe efekty. Niestety.
- Ok,my jesteśmy gotowi-Zayn podparł boki
- Powoli wszyscy powinniśmy się zbierać. No więc,wesołych świąt Harry i powodzenia,wiesz...nie przemęczaj się. Zadzwonimy do ciebie-powiedział tylko do mnie uśmiechnięty Lou,który próbował dodać mi jakos otuchy,ale po chwili i on tak i cała reszta pożegnała się ze mną i opuściła progi domu pozostawiając mnie znowu samego. Stałem przez chwilę trzymając tylko kluczyki samochodu w swoich dłoniach i przebierając nimi z lewej do prawej.
CZYTASZ
stole-me-heart-one-direction
Teen FictionLaura ma 19 lat co będzie jak w jej życiu pojawi sie niespodziewany gość. Jak zareaguje laura? Czy coś do niego poczuje? Czy będzie szczęśliwe zakończenie? Jak nazywa sie chłopak? Kim on jest? Dowiecie się czytajac to opowiadanie mam nadzieje że się...
