Oglądała go tańczącego każdej nocy, znając każdy jego ruch. Jedyna rzecz, o której nie wiedziała, to taka, że on o tym wiedział.
Opowieść o miłości do samego siebie i samozniszczeniu.
Original Author: @stereoids
Cover: @feel_the_death
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
처녀 자살
AKT III.
SCENA I.
Czekał i czekał, to wszystko, co Książę zrobił od ostatniego razu, gdy Księżyc spełnił jego życzenie, jego ostatnie. To było tak, jakby odsunął swoje życie na bok, skupił się na wydarzeniach przed nim, a kiedy nic się nie pojawiło, jedyne, co mógł zrobić, to pozostawić długi, ciężki pomruk.
Pewnego dnia ubrany w przebranie wybrał się na spacer w dół rzeki i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Właśnie tam, przed nim, stała piękna młoda kobieta z nieco ponurym wyrazem twarzy.
Książę podchodzi bliżej, skłania się i wita. – Dlaczego kobieta, tak piękna, stoi tu sama? Bez mężczyzny u jej boku spacer może być niebezpieczny, gdy robi to sama.
Kobieta drwi lekko. – Księżniczka nie potrzebuje mężczyzny, żeby ją chronił, mówię ci to grzecznie.
Odcienie czerwieni rozlewają się po policzkach Chłopca, a jego głowa opada, oczekując odkupienia. – Przepraszam. Nawet się nie przedstawiłem.
Potem odwraca się, wpatrując w jego oczy. – Nie musisz, Wasza Królewska Wysokość. To miasto mówi, jego drzewa i wiatr rozsiewają słowa pięknego, ale chciwego Księcia.
Ciężki ciężar wciska mu się w płuca i robi krok lub dwa, niepewny, co powiedzieć, a już na pewno nie jest gotowy, by spuścić język ze smyczy. – Tak jest?
Nic nie odpowiada. Ręce owinięte w jasne białe rękawiczki, Księżniczka pozostaje opanowana. Chociaż Książę jest wytrwały, czuje się raczej przeciwny.
- Wierzysz im? – pyta. – Wierzysz w to, co mówi miasto?
- Tak – zsuwa jej się z języka – i nie robię tego w tym samym czasie.
- Pozwól, że ci udowodnię – zaczął życzliwie Książę. – Pozwól, że pokażę ci prawdziwego mnie. Bez bogactwa, bez władzy i tronu.
Słychać było cichy śmiech. – Urocza propozycja – chociaż jej wargi w kolorze wiśni są sztywne, tworząc mocną linię. – Ale obawiam się, że będę musiała odmówić i wrócić do mojego królestwa.
- Zostań tutaj, ze mną, a obiecuję, że uczynię twoje życie tak wspaniałym, jak to tylko możliwe.
- Myślisz, że to takie proste, ale miłość nie działa w ten sposób, dlaczego tego nie widzisz?
Książę do woli próbuje wszystkiego, by nie zostawić tej miłości za sobą. – Czy wtedy mi pokażesz? Pokażesz mi, jak kochać?
Założyła za ucho kosmyk swoich długich czarnych włosów. – Kiedy życzysz sobie, abyś kogoś kochał, nie jest to tak naprawdę miłość, ale w pewien sposób zauroczenie – patrzy przez rzekę, próbując pojąć sens tego wszystkiego. – Jesteś zakochany w idei miłości, ale o to, Wasza Wysokość, musisz walczyć na własną rękę.
Tak bardzo sumienie szepcze mu do ucha, czego nie chciał słyszeć. Pożegnanie wypowiedziane z ust Księżniczki i z zapartym tchem, jego serce tonie.
AKT III.
SCENA II.
Ze smutkiem płynącym w jego żyłach, zranionym i ciężkim, jego serce wciąż pozostaje. Unosząc się wysoko i tupiąc nogami, Książę wraca do domu, z powrotem do swojej królewskiej korony.
Ale tam nie pozostaje mu nic dobrego, tylko zepsute rzeczy, na których mu nie zależy. Zaniedbał całe swoje królestwo dla własnych trzech życzeń, zostawił Królową i tron dla czegoś tak złośliwego.
Plaga przybyła, pochłonęła ich wszystkich, wysokie niebieskie ściany były gotowe do upadku. A jego tu nie było, było już za późno, nie mógł ich uratować, nie mógł uciec przed losem.
Więc Książę wraca, staje na balkonie i pyta. – Czy to są konsekwencje, które pojawiły się tutaj tak szybko?
Ale Księżyc nic nie mówi, pozostaje sparaliżowany, zawsze był satelitą, przez co Książę czuje się głupio.
- Dlaczego nie mówisz, nie słyszysz mnie teraz?
Znowu cisza, jego serce zaczyna się gniewać.
- Nie! Nie możesz tego zrobić, nie możesz odejść!
Klęczący Książę zaczyna się smucić.
- To wszystko twoja wina, wszystkie twoje działania. Za to, że ci uwierzyłem i całe to głupstwo.
Teraz płakał, ściskając rozpiętą bluzkę, ponieważ przyjaciele, jego bogactwo i miłość to tylko oszustwo. Stopa przez złoty płot, usta pozostają sztywne, jego umysł zaczyna myśleć tylko o tym, co jeśli.
Nogi mu się trzęsą, ciała nie czuje, przeklął swoje życie i to, jak to wszystko było prawdziwe. Żałosne, prawda? Jak szybko to wszystko zniknęło. Nie było nic, na co można by patrzeć.
Pragnienie serca, trzy, dwa, jeden, skok w ciemność, a potem nie było już nic.
Gdy kurtyna zaczęła opadać, bicie serca Jimina przyspieszyło. W środkowej scenie stał z wygiętymi plecami, z ręką wyciągniętą do nieba. Światła przygasły, a melodia muzyki opuściła jego puls. Dopiero wtedy mógł spojrzeć w oczy publiczności.
Kłamcy.
Optymiści.
Krytycy.
Ale wszyscy klaszczą, jakby tworzyli dźwięk maleńkich kropel deszczu uderzających w szczyt dachu. Potem zamienia się w grzmot – wiwaty tłumu i uczucie euforii, ale co dziwne, uspokajające. Nie myślał o Jungkooku, odwyku, o ojcu, nawet o June, ponieważ w tym momencie nic nie czuł. Nic poza całkowitym spokojem, który tańczył w nim, unosząc wszystkie zmartwienia, które pozostały do odczuwania. Uzależniony od tego uczucia, Jimin skłonił się. Jeszcze raz spojrzał na przyciemnione światła i pozwolił opaść kurtynie.