36

711 32 5
                                        

Wstałam wcześnie rano, żeby przygotować śniadanie dla Crisa.
Dziś przed południem miał przyjść rehabilitant. W siłowni został rozstawiony dodatkowy sprzęt, który miał pomóc w ćwiczeniach. Na ławce położyłam czyste ręczniki i kilka butelek wody.

Kończyłam właśnie ustawiać talerze na stole, gdy od tyłu zajechał mnie Cris i położył dłonie na moich biodrach, które delikatnie masował. Odruchowo spięłam się na ten gest i odsunęłam. Nie chciałam, żeby mnie dotykał, nie czułam się w żadnym stopniu atrakcyjna, a w tym miejscu miałam dużą warstwę tłuszczu.

- Lisa? - patrzył zaskoczony moim zachowaniem.

- Siadaj jeść dopóki jest ciepłe. Ja pójdę zobaczyć do Sofii.

- Śpi. Usiądź proszę ze mną i też zjedz, dopóki jest ciepłe.

- Ja już jadłam - skłamałam.

- Znów to robisz, kłamiesz.

- A ty znów się czepiasz. Nie chcesz mi wierzyć, to już twój problem.

Zostawiłam go samego i weszłam do sypialni. Akurat skończyłam się ubierać, gdy mała się obudziła. Nakarmiłam ją, ubrałam i przygotowałam torbę, bo miałam zamiar pójść na spacer do parku.

- Wychodzisz gdzieś? - Cris stanął w drzwiach.

- Tak. Idę na spacer do parku.

- Pójdę z wami.

- Nie możesz. Niedługo przychodzi rehabilitant. W siłowni masz przygotowane ręczniki i wodę. Rozłożyłam też matę do ćwiczeń. W razie czego dzwoń.

Nic więcej nie powiedział, tylko uważnie mi się przyglądał. Nie mam pojęcia, co zobaczył, albo czego nie zobaczył. Zszedł mi z drogi, a ja bez żadnego pożegnania wyszłam z domu. Chciało mi się płakać, co z całej siły próbowałam powstrzymać.
Wiedziałam, że źle postępuję, że takim zachowaniem sprawiam jemu przykrość, ale to było silniejsze ode mnie. Coś w mojej głowie głośno krzyczało, że jestem obrzydliwa, gruba i do niczego się nie nadaję.
Próbowałam te niechciane myśli zepchnąć w otchłań własnego umysłu, ale były one zbyt bardzo natarczywe.

Dotarłam na naszą ławkę na przeciwko placu zabaw dla dzieci i mimowolnie wspomnieniami powróciłam do dnia, gdy zadzwoniłam po Cristofera. Pamiętam z jak wielką miłością na mnie patrzył. Już wtedy byłam gruba, ale pod sercem nosiłam jego córkę, a to jest różnica. Niby teraz patrzył na mnie w taki sam sposób, ale miałam wrażenie, że jednak jest to już inne spojrzenie. Potem przed oczami pojawił się obraz smutnego i zawiedzionego mężczyzny, którego zostawiłam samego w domu. Nawrzucałam sobie od idiotek i postanowiłam wrócić. Tym razem miałam zamiar szczerze z nim porozmawiać.

- Cris wróciłam! - zawołałam po wejściu do salonu, ale odpowiedziała mi cisza, którą po chwili przerwał głośny śmiech jego i jakiejś kobiety mizdrzącej się wdzięcznie wokół niego.

Zagotowałam się ze złości, a zazdrość, jaką odczuwałam sprawiła, że całe ciało zostało wprawione w drżenie, które usiłowałam powstrzymać. Zmierzyłam ich wściekłym wzrokiem i wyminęłam, wyprowadzając wózek z dzieckiem na taras. Usiadłam na podeście, a łzy niekontrolowanie spływały po moich policzkach.
Teraz moje poczucie własnej wartości spadło poniżej zera.

- Kochanie? - położył dłoń na moim ramieniu, którą agresywnie zrzuciłam z siebie.

- Nie dotykaj mnie! - zawarczałam ze złością.

- Lisa! Co się z tobą dzieje?! Od wczoraj jesteś zupełnie inną osobą, a ja z każdą chwilą coraz mniej rozumiem.

- To wracaj do tej fit laluni, w towarzystwie, której najwyraźniej czujesz się lepiej niż w moim! Z resztą nie ma co się dziwić, bo gdzie mi do niej - prychnęłam.

Blame You Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz