rozdział 33

5.1K 133 37
                                    

Obudziłem się jako pierwszy. Brązowe włosy zasłaniały całą twarz dziewczyny. Nadal miała czerwone policzki. Wywlekłem się z łóżka i cicho zamknąłem za sobą drzwi. Robiąc sobie tosty, słyszałem przeciągły i głośny jęk mojego brata. Spojrzałem na niego kątem oka. Miał całe poczochrane włosy, był bez koszulki i miał wielkie wory pod oczami.

-Spałeś w nocy w ogóle? -zapytałem.

-Spałem godzinę. Amber ciągle do mnie wypisywała, że mam się ogarnąć, bo rozmawiam na przerwach czasem z Leilą, a ona jej nie lubi. Ale z nią użerałem się jakoą z godzinę, potem ją zablokowałem i nakurwiałem w Counter-Strike. -odpowiedział zachrypniętym głosem.

Pokiwałem głową, kończąc pierwszego tosta. Zanim ugryzłem drugiego, ze schodów szybko zbiegł Kai.

-Mamy Zombie w domu! -krzyknął.

Spojrzał na mojego brata.

-O kurwa, drugiego! Jakaś jebana apokalipsa! -dodał.

Za nim pojawiła się jego siostra. Owinięta moją kołdrą i mająca na sobie moją bluzę. Spojrzała na brata z dołu i chwyciła go za ramiona. Schyliła go na swoją wysokość, a potem... Napluła mu w twarz.

-Sam jesteś, kurwa, Zombie. -mruknęła przez nos.

Potem mój brat zrobił to samo co ona.

-Właśnie, sam jesteś Zombie. -wywrócił oczami.

Położył jej rękę na ramieniu i wraz z nią odszedł do salonu. Powiedział jej coś do ucha i spowrotem się wyprostował. Spojrzałem na Kaia.

-Czy ślina Zombie działa jak ugryzienie? -zapytał, głupkowato.

Zaśmiałem się i włożyłem talerz do zlewu. W salonie całą kanapę zajmowali Lily i Lucas. Dziewczyna miała opartą głowę o kolana mojego brata, a on głaskał ją po głowie. Zrezygnowałem z siadania na fotelu, bo i tak chuja widziałbym w telewizorze. Poszedłem zatem do biblioteki. Na stoliku leżała książka, z zakładką pomiędzy. Prawdopodobnie Lily ją tu zostawiła. Spojrzałem na okładkę. Credence... Trzeba się za nią pomodlić. To chyba najbardziej popierdolona książka jaką mamy na półkach. Miałem traumę gdy to przeczytałem.

Przez resztę dnia praktycznie nie wychodziłem z biblioteki. Jedynie na kolację, gdzie siedziałem tylko z Alice i Davisem. Mój brat, Leila i Kai, śmiali się w salonie, oglądając jakąś komedię. Ja nie miałem ochoty ani humoru na takie coś. Gdy dochodziła już dwudziesta druga, zamknąłem się w swoim pokoju i poszedłem pod prysznic. Non stop chodziłem z głową w chmurach i rozmyślałem o bankiecie, o tym, że niedługo znów zobaczę ojca, coś stanie się Leili, albo ktoś z moich bliskich ucierpi. Najbardziej bałem się, kurwa, o nią. To na nią Aleks się uwziął. Gdy nie było jej w moim życiu, nasyłał swoich ludzi na mnie, a teraz to wszystko przeniosło się na nią. Inni w takiej sytuacji poczuliby ulgę, ale świadomość, że to ta jedyna osoba, która poprawiła mi życie, przytłacza mnie w chuj.

W moim pokoju rozległo się pukanie do drzwi. Ubrałem spodenki i poszedłem otworzyć. Przede mną stała Lily z moją kołdrą i bluzą w ręku. Wystawiła je przede mnie z małym uśmiechem na twarzy.

-Między nami powinny być dwa metry odległości, ponieważ nie chcę abyś mnie zaraziła. -powiedziałem nagle.

Brunetka zrobiła krok w tył, już się nie uśmiechając.

-Żartuję, Dulce. -mruknąłem i wywróciłem oczami.

Przyciągnąłem ją do siebie i przytuliłem. Jej kąciki ust powędrowały do góry.

-Dobra, idź spać duże bobo. -mruknęła i się odsunęła.

-Duże co? -zamrugałem kilkukrotnie.

-Gówno, idź spać bo jutro do szkółki musisz wstać. -powiedziała i ruszyła w stronę pokoju.

Tej nocy znów nie umiałem spać. Wyszedłem na balkon i usiadłem na kanapie, przysuwając ją bardziej do barierek. Wyciągnąłem z kieszeni paczkę papierosów, którą przed chwilą tam włożyłem. Ze stolika zgarnąłem zapalniczkę, którą kiedyś podpierdoliłem Leili, gdy nie patrzyła. W kotki. Zajebista jest. Zaciągnąłem się i po chwili wypuściłem dym. Patrzyłem na ulicę, po której czasem przejeżdżały auta. Po chodniku szła jakaś grupka nastolatków. Popychali się na ulicę i głośno śmiali. Obserwowałem to wszystko jak jakaś babcia z osiedla.

-Czemu nie śpisz? -rozległ się cichy głos Leili.

Spojrzałem na jej balkon. Siedziała przy ścianie z nogami pod brodą i owinęła je rękoma.

-Nie mogę, a ty dlaczego nie? -mruknąłem.

-Myślę i nie mogę przestać. Głowa mi pęka, a wzięłam już chyba z cztery tabletki przeciwbólowe. -odpowiedziała.

-Nie bierz więcej, ostatnio źle się to skończyło.

Przypomniała mi się teraz ta sytuacja bardzo dokładnie. Przez cały czas siedziałem tylko w domu, a gdy musiałem coś zjeść, zamawiałem to pod drzwi. Przez te osiem miesięcy wyszedłem na miasto może ze dwa lub trzy razy. Sam sobie zrobiłem kolczyka. Jakoś mnie naszła taka ochota i mi się nudziło. Jakimś cudem, nie wdało mi się zakażenie. Całymi dniami rozmyślałem o niej, a czasem nawet gadałem przez sen. Kiedyś w nocy obudziłem się i nieplanowanie krzyknąłem jej imię. Wtedy naszła mnie ochota aby komuś przyjebać. Nie umiałem opanować emocji. Było późno i ciemno. Wziąłem pierwszy lepszy pistolet i jakiś nóż. Wszedłem w bylejaką uliczkę, a tam idealnie natknąłem się na jakiegoś samotnego chłopaka. Założyłem na głowę kaptur od bluzy, a na twarz czarną kominiarkę. Widziałem kamerę, nad chłopakiem. Szybkim krokiem do niego podszedłem, a gdy byłem na tyle blisko jego twarzy, uniósł na mnie wzrok, a ja jednym ruchem ręki dźgnąłem go nożem. Przekręciłem nim w środku jego brzucha, na co on krzyknął. Z jego oczu zaczęły spływać łzy, a telefon wypadł mu z rąk. Słabiak.
Zawsze wmawiano mi, że płacz jest oznaką słabości. Jedyną osobą, która widziała jak uroniłem łzy, była to ona. Przy niej czułem, że mogę okazać słabość, uczucia i żal. Nie zwierzałem jej się tak bardzo. Nie powiedziałem jej o mojej przeszłości ani o mojej mamie. Nie chciałbym mówić jej za dużo na temat mojego ojca. To raczej nie ten czas. Między nami jest teraz wojna. Znaczy, była już odkąd zacząłem współpracować z jego wrogiem. Davisem. Nie do końca pamiętam jak się u niego znalazłem, bo byłem schlany. Miałem wtedy jakieś czternaście lub piętnaście lat. Mój brat tak samo. Poszliśmy na imprezę do jego domu, którą organizował jego siostrzeniec, z którym nie ma już kontaktu. Z moim bratem mocno się upiliśmy, a potem urwał nam się film i zasnęliśmy w pokoju, który należy teraz do Lily. Wtedy było tam tylko łóżko i pełno pustych pudeł. Lucas zanim zasnął w jedną sekundę, nie trafił na łóżko, tylko upadł na podłogę i uderzył się o nią głową. (Pewnie dlatego teraz ma lekko na bani). Ja rozłożyłem się cały na łóżku, tak, że jakby mój brat wstał i chciał się obok mnie położyć, nie mógłby.
Obudziliśmy się nad ranem. Ktoś nas obudził. W drzwiach stał Davis, z lekkim niedowierzaniem.

-Bracia Walker... -szepnął do siebie. -Wasz ojciec to Aleks?

Pokiwałem lekko głową.

-Z tego co wiem, zabił waszą mamę, ale od zawsze się nad wami znęcał, mam rację?

Mój brat nadal spał.

-Musicie pomóc mi go zniszczyć. Zabił mi, kurwa, żonę.

Tak, zabił ją. Miała na imię Melody. Wyglądała jak modelka. Była naturalnie piękna, miała blond włosy i ciemno-niebieskie oczy. Znałem ją. Czasem widywałem ją na mieście, ale czasem również u siebie w domu, gdy była w interesach ze swoim mężem, u mojego ojca. Była kilka lat młodsza od Davisa. Nie wiem dlaczego i w jaki sposób Aleks ją zamordował. Moja mama czasem rozmawiała i umawiała się w kawiarni z Melody.

I w taki oto sposób znalazłem się u naszego kochanego staruszka, Davisa.

-Nadal ci nie wybaczyłam. -powiedziała brunetka.

-W pełni cię rozumiem. To ja zawiniłem.

Skinąłem głową.
Ale czy kiedyś mi wybaczysz? Czy kiedyś przełożysz to wspomnienie na bok?

MafiaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz