Neil
- Neil! Twoja macocha dzwoni! - wydarł się z korytarza Max.
- Macocha? Jakim, kurwa, cudem. - prychnąłem. Po pierwsze, nie nazwałbym Isabelli macochą. Ledwo znałem tę kobietę i nie miałem z nią żadnych relacji. Poza tym była zbyt elegancka na macochę. Macochy kojarzyły mi się raczej z wrednymi, pazernymi raszplami, które dowartościowują się znęcaniem się nad biednymi dziećmi partnera. W tym wypadku to mój ojciec był tym czarnym charakterem.
- No właśnie. Naprawdę młodo brzmi. Myślałem, że to ta studentka, z którą się umówiłem i zdążyłem już spytać, czy założy stringi w panterkę. - oznajmił Max bez cienia zażenowania. Parsknąłem śmiechem, wyobrażając sobie minę Isabelli i podszedłem wreszcie do telefonu, by zaoszczędzić jej kolejnych takich tekstów.
- Halo?
- Neil? Dobrze cię słyszeć. - powiedziała z wyraźną ulgą. - To Blaire miała do ciebie dzwonić, ale spieszyła się na zajęcia i nie zdążyła.
Jasne. Pewnie kochana siostrzyczka wciąż ma na mnie focha.
- Pomyślałam, że miło będzie, gdy przyjdziesz dziś do nas na kolację. Ma być też chłopak Blaire i jego rodzice. Bardzo chcieli poznać naszą rodzinę.
- Rodzinę? - spytałem z lekka kpiąco. W dalszym ciągu absolutnie nie czułem się częścią ich rodziny. Byłem też dosyć zaskoczony. Isabelli musiało naprawdę zależeć na ociepleniu moich kontaktów z Richardem. Cóż, niedoczekanie. Szczególnie nie po tym, co ostatnio odkryłem. - Przykro mi, jestem zajęty.
Nie musiałem nawet specjalnie kłamać. Miałem dziś pewną transakcję do załatwienia. Poza tym musiałem w końcu wymyślić, co dalej z przybytkiem złamasa, który śmie się nazywać moim ojcem.
- Wiem, że ty i Richard nie pałacie do siebie przesadną sympatią, ale to tylko kolacja. Blaire jest bardzo zestresowana poznaniem rodziców Isaaca i myślę, że byłoby jej raźniej, gdybyś zdecydował się przyjść.
- Blaire jest dorosła i powinna zacząć radzić sobie w takich stresowych sytuacjach. - skwitowałem bezlitośnie. Nie chciałem już się mieszać w sprawy Blaire, ani też żeby ona mieszała się w moje. Dostałem nauczkę.
- Proszę, Neil. Bardzo mi na tym zależy.
Boże. Czy ta kobieta była aż tak bardzo naiwna?
- Myślę, że moja obecność nie byłaby mile widziana. Mógłbym przynieść ojcu wstyd, czy coś w tym stylu. - zaszydziłem. Max, który zaczął przysłuchiwać się mojej rozmowie, zaczął chichrać się na boku. Uciszyłem go gestem dłoni i kontynuowałem: - Szczerze mówiąc, chyba niezbyt odnajduję się w takim towarzystwie. Rodzice tego Isaaca zachowują się pewnie jak lordowie i oczekują, że tak też będą traktowani. Z reguły bywam zbyt bezpośredni, mógłbym ich tym urazić.
- Och, no nie może być przecież tak źle. - Isabella wyraźnie się zakłopotała.
- Spytaj, co będzie do żarcia. - podsunął półszeptem Max. Zapewne już kombinował, jak wkręcić się na imprezę. Pomyślałem, że byłoby zabawnie, gdybym zaciągnął go tam ze sobą i znów czymś nafaszerował.
Może rzeczywiście powinienem tam pójść i z niczym się nie hamować? Utarłbym nosa Blaire i zdenerwował ojca. Może udałoby mi się wsadzić go na jakąś minę? Cóż, to było raczej średnio prawdopodobne, bo przy takich gościcach z pewnością starałby się wypaść nieskazitelnie i próbowałby ucinać wszelkie aluzje z mojej strony. Poza tym na pewno nie miał pojęcia, że Isabella postanowiła mnie do nich zaprosić, przecież w życiu by na to nie pozwolił.
CZYTASZ
The Sinner
RomansaOpowieść o miłości, która rozkwita tam, gdzie króluje zniszczenie. Neil Devin od zawsze żył w cieniu przemocy i zdrady. Jako syn włoskiego wpływowego biznesmena, człowieka, który nigdy go nie chciał, dorastał w świecie zbrodni, używek i nielegalnych...
