Neil
Wysiadłem z auta, przygotowując broń.
- Nie ma czasu się rozglądać. Wchodzimy tam i robimy rozróbę. Vance i tak wie, że się zjawimy. - rzuciłem. Był ze mną Max i czwórka naszych znajomych, którzy przyjechali osobno. Zjawili się punktualnie i ku mojej wdzięczności, nie zadawali zbyt wielu pytań. Wyjaśniłem im wszystko pokrótce przez telefon, zresztą pewnie i tak nie przykładali do tego aż takiej wagi. Mieli zarobić niemałe pieniądze, więc zgodzili się skupić po prostu na tym, by wszystko przebiegło pomyślnie.
Postanowiliśmy się rozdzielić. Trójka z nich miała wejść frontowym wejściem, a ja, Max i Tom okrążyliśmy budynek, by upewnić się, czy nikt nie czai się na zewnątrz. Było czysto.
- Patrzcie, tu jest wejście do piwnicy. - zauważył Tom. Zerknęliśmy na siebie i zgodnie skinęliśmy głowami. Ostrożnie otworzyłem klapę i ruszyłem w dół jako pierwszy. Zeszliśmy do jakiegoś zagraconego pomieszczenia, które okazało się być właściwie całą piwnicą. Postanowiliśmy więc przedostać się tędy na parter. Weszliśmy po schodkach i gdy mieliśmy już pchnąć obdrapane drzwi, usłyszeliśmy odgłosy strzelaniny.
- Cholera. - syknąłem. - Mam nadzieję, że nasi sobie poradzą.
- Ciekawe, ilu jest tamtych. - zdążył powiedzieć Max. W tej samej chwili drzwi przed nami otworzyły się i stanęliśmy naprzeciwko dwóch zamaskowanych mężczyzn.
- Kogo my tu mamy? - zaśmiał się jeden z nich, celując w Maxa spluwą. - Nie ruszać się!
Zignorowałem jego ostrzeżenie i zanim zdążył zareagować, wystrzeliłem ze swojej broni, tuż pod jego stopami. On i jego kompan dostali tylko odłamkami, ale ten nagły ból i zamieszanie spowodowane hukiem zafundowało nam chwilę ich nieuwagi. Całą trójką chwyciliśmy ich za fraki i przepychając się między nimi, zrzuciliśmy ich ze schodów.
- Dzięki, Max. - rzuciłem. Gdyby w porę mnie nie podparł, spieprzyłbym się w dół przez siłę odrzutu z wystrzału. - Zajmijcie się nimi, a ja pójdę dalej.
- Dasz sobie radę sam? - upewnił się Harvey.
- Będę po prostu strzelać. - odparłem. Max poklepał mnie po ramieniu i ruszył na pomoc Tomowi, który wziął się za stękających i szamoczących się napastników.
- W razie czego krzycz! - zawołał z dołu.
Nasłuchując każdego najmniejszego dźwięku, zacząłem posuwać się naprzód. Szedłem powoli, starając się przez cały czas rozglądać z każdej strony. Odgłosy z frontu ucichły, co musiało oznaczać, że chłopaki poradzili sobie jakoś z ludźmi Vance'a, albo przenieśli się na zewnątrz. Zastanawiałem się, czy ten skurwiel tu jest.
Wszedłem do pomieszczenia, które kiedyś prawdopodobnie służyło za gabinet, w którym przyjmowano zwierzaki. Na pierwszy rzut oka nie było w nim nikogo, lecz gdy powoli przechadzałem się wzdłuż przyrdzewiałych blatów, usłyszałem nagle coś, co zabrzmiało jak cichy szloch. Serce momentalnie podeszło mi do gardła.
Angelina.
Tknięty dziką żądzą zemsty ruszyłem do drzwi, za którymi wydawało mi się, że mogę ją zastać. Bałem się tego, co tam zobaczę. Nie miałem pojęcia, jak się zachowam, gdy na własne oczy ujrzę choćby jedno zadrapanie na ciele mojej kobiety.
Otworzyłem drzwi kopniakiem i cofnąłem się. Jakiś kretyn, który liczył na to, że wejdę od razu do środka, a on dopadnie mnie od tyłu, wyskoczył na środek. Tym kretynem był nie kto inny, a cholerny Marcus.
- No proszę. Dawno się nie widzieliśmy, Devin. - wychrypiał. Zerkał na mnie z psychodelicznym uśmieszkiem, stojąc na pewnych nogach i mierząc do mnie z broni.
CZYTASZ
The Sinner
RomanceOpowieść o miłości, która rozkwita tam, gdzie króluje zniszczenie. Neil Devin od zawsze żył w cieniu przemocy i zdrady. Jako syn włoskiego wpływowego biznesmena, człowieka, który nigdy go nie chciał, dorastał w świecie zbrodni, używek i nielegalnych...
