sierpień 1988
Pogrzeb był cichy i skromny.
Nie płakałam. Może dlatego, że przedtem wylałam już wszystkie łzy, a może dlatego, że tak naprawdę nic nie czułam. Było mi z tym źle, ale ten stan odrętwienia był w pewnym sensie wygodny.
Kelly i Elliot byli ze mną w tym ciężkim dniu, co było dla mnie ogromną podporą. Dzięki nim wiedziałam, że mimo wszystko nie jestem naprawdę sama. Być samemu nie równało się jednak z pojęciem samotności, która odzywała się najbardziej nocą, gdy tylko odważyłam się spojrzeć w niebo.
Wracaliśmy piechotą, bo chyba potrzebowałam odetchnąć. Przez większość drogi nikt nic nie mówił. Wdychałam miejskie powietrze Los Angeles, które przytłaczało mnie jeszcze bardziej i pomyślałam, że kończy się lato.
- Będziesz spać u mnie. - zadecydowała Kelly. Nie pytała mnie o zdanie, po prostu mnie poinformowała. Wiedziała, że pewnie będę się wykręcać, wciskając jej, że wolę pobyć sama, utkwić w mojej ciszy stworzonej do tego, by przetrawić w niej to, co siedziało w mojej głowie. Ale tym razem może rzeczywiście potrzebowałam być przy kimś, nawet jeśli duchem i tak byłam z dala od wszystkich.
- Pewnie już za nią tęsknisz. - odezwał się Elliot. Kelly skarciła go wzrokiem, ale powstrzymała się od komentarza.
Czy tęskniłam? Na razie chyba nie, przynajmniej nie w sposób, który wiązał się ze śmiercią bliskiej osoby. Marissa, mama, zawsze była taka sama, a ja nigdy nie łudziłam się, że kiedyś zobaczy we mnie swoją własną córkę. Nie winiłam jej za to, czasem tylko obwiniałam siebie, choć wiedziałam, że nie mogę jej pomóc. Byłam przy niej na tyle, ile mogłam. Mogłam tylko wierzyć, że jakimś cudem, gdzieś głęboko w jej podświadomości znalazło swoje miejsce to uczucie, jakie córka może podarować matce. Nawet jeśli nie miała pojęcia, czym ono jest, miałam nadzieję, że choć w najmniejszym stopniu rozjaśniało każdy jej dzień.
Nie umiałam tęsknić za Marissą. Nie chciałam wracać myślami do jej białego, sterylnego pokoju, do krat w oknach i do jej pustego wzroku. Chciałabym móc wracać do tego, czego nigdy nie miałam. Do wspólnych wycieczek i zabaw, do moich wystepów w szkole, na których zawsze by była, do naszych sprzeczek, które wywoływałabym jako buntująca się nastolatka, do wspólnych zwierzeń i plotek, do moich przygotowań na studniówkę, podczas których robiłaby masę zdjęć i ocierała łzy wzruszenia, do rejsu, w który popłynęłybyśmy razem z tatą. To wszystko żyło jedynie w moich ulotnych wyobrażeniach, które, gdybym mogła, przekształciłabym we wspomnienia.
Schowałam dłonie do kieszeni marynarki i uniosłam głowę. Słońce powoli zaczynało już zachodzić.
- Chyba jeszcze nie potrafię. Ale kiedyś na pewno zatęsknię. - odparłam. Elliot przytaknął, choć pewnie nie do końca mnie zrozumiał. Kelly rozumiała.
- Strasznie mi przykro, Angie. - westchnął Elliot. - Nie jestem dobry w wyrażaniu współczucia, niektórzy zresztą nie lubią, gdy się ich tym zadręcza, ale tym razem nawet nie miałbym pomysłu, co innego powiedzieć.
- W porządku. Ja też nie wiem. - odparłam.
- Musi minąć trochę czasu. - dodała Kelly, objąwszy mnie ramieniem. - Poza tym nie znam silniejszej dziewczyny od ciebie. Ale nawet jeśli kiedykolwiek poczujesz, że wcale nie jesteś silna, pamiętaj, że masz nas.
- Oczywiście, że tak. - zgodził się Elliot. Popatrzyłam na nich z wdzięcznością i pomyślałam, że gdyby nie obezwładniająca mnie pustka, właśnie zebrałoby mi się na płacz.
- Jesteście najlepsi. Dziękuję. - powiedziałam. Przytulili mnie jednocześnie, co jak nigdy dodało mi otuchy. Wszystkie dawne dzielące urazy i pretensje nie miały teraz znaczenia. Kelly i Elliot byli moimi prawdziwymi przyjaciółmi.
CZYTASZ
The Sinner
RomanceOpowieść o miłości, która rozkwita tam, gdzie króluje zniszczenie. Neil Devin od zawsze żył w cieniu przemocy i zdrady. Jako syn włoskiego wpływowego biznesmena, człowieka, który nigdy go nie chciał, dorastał w świecie zbrodni, używek i nielegalnych...
