✉33

12.7K 1.1K 149
                                        

GWIAZDKUJCIE

KOMENTUJCIE

OBSERWUJCIE MÓJ PROFIL

NAJLEPSZY KOMENTARZ = DEDKACJA


W momencie, w którym limuzyna zatrzymuje się pod rezydencją Styles'ów czuję jakby moje serce miało połamać żebra wbijając się przypadkiem w gardło. Zachowuję się jakbym miała mieć za chwilę atak paniki, przez który uciekłabym z powrotem do domu licząc na to, że kolacja się nie odbędzie a Harry nie będzie musiał klękać przed Mia na moich oczach. Chce zacząć płakać i błagać Boga o zawrócenie czasu, jednak wiem, że to nie ma sensu, w końcu zaręczyny są zaplanowane a Harry nie ma nic do powiedzenia skoro Ojciec ma go w garści.

Chciałabym wierzyć, że to zły sen, zwykły nonsens ciągnący się przez przypadek. Chciałabym móc mieć nadzieję na to, że kiedykolwiek wszystko zacznie układać się według mojego scenariusza, jednak tak nigdy nie będzie. Muszę zacząć godzić się z faktem, że cała znajomość z Harrym pryśnie za niedługo jak mydlana bańka.

To nawet śmieszne. Przeszliśmy naprawdę wiele załamań, potrafiłam mu wybaczyć krzywdę tak okropną, że mogłaby złamać najtwardszego człowieka, dawałam nadzieję samej sobie na lepsze jutro a tymczasem moja nadzieja odchodzi zostawiając mnie pogrążoną w wielkim żalu, bólu i rozgoryczeniu.

Mrugam szybko, aby odgonić łzy, które na siłę starają się wypłynąć na moje policzki. Płacz w niczym mi nie pomoże, nie sprawi, że wszystko zacznie się układać i dzięki niemu nie będę szczęśliwsza. Łapię serię głębokich oddechów, kiedy Tony otwiera przede mną drzwi, uśmiechając się lekko i pocieszająco, jakby w ten sposób okazywał mi swoje wsparcie. Odpowiadam mu tym samym jednak szybko opuszczam głowę.

W momencie, w którym przekraczamy próg słyszę prawie, że histeryczne śmiechy i to dziwne, że śmiech blondynki, która pewnie stoi obok Harrego trzymając go pod rękę, wyróżnia się najbardziej.

-Pani Carter.-zauważam dosyć przystojnego mężczyznę, który całuje dłoń mojej mamy.-Panienka Carter.-wyciągam w jego stronę dłoń i czuję się zaskoczona, kiedy ponawia gest. Chce wytrzeć pozostałości jego ust, jednak nie zauważając żadnej chusteczki leżącej obok, wycieram się o sukienkę.

-Proszę niech Pan mówi mi po prostu Anne i Melanie.-kobieta pokazuje na mnie skinięciem głowy na co jedynie wywracam oczami. Nie mam ochoty aby mówił do mnie po imieniu, ale ja nie mam nic do powiedzenia na ten jak i również na każdy inny temat.

Jestem tylko dzieciakiem.

-Wystarczy Joe. Zapraszam do salonu na małe przekąski i drinki, kolacja powinna pojawić się wkrótce.-wzdycham głęboko, kiedy zdaję sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę. Wolałabym zostać potrącona przez samochód raz a porządnie, niż musieć znosić ból serca, który będzie torturował mnie przez okropnie długi czas.

-Znacie mojego syna i jego dziewczynę?-podnoszę wzrok i to chyba najgorsze co mogłam teraz zrobić. Zauważam Harrego, który ściśle trzyma talię blondynki, która natomiast bezwstydnie dotyka go dosłownie wszędzie.

Myślałam, że uczucie upokorzenia będzie o wiele mniejsze, tymczasem jest ono tak ogromne, że z łatwością wypełnia każdy kąt tego domu.

-Tak oczywiście, są razem uroczy i jestem pewna, że będą idealnym małżeństwem.-coś w środku pęka a ja czuję, że to na ten moment zbyt wiele. Potrzebuję złapać oddech i napić się czegoś co sprawi, że będę odważniejsza, abym mogła sprawiać wrażenie osoby mającej wyjebane.

-Przepraszam na chwilę.-szepczę. Nie czekając na odpowiedź kieruję się na dwór. Mijam kelnerkę, która trzyma na tacy szampana, nie pytając o niczyje pozwolenie chwytam jednego wypijając duszkiem całość.

Telefon zaufania |h.s|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz