✉40

10.9K 964 117
                                        

GWIAZDKUJCIE

KOMENTUJCIE

OBSERWUJCIE MÓJ PROFIL

NAJLEPSZY KOMENTARZ = DEDYKACJA

~~Harry~~

Wybiegam z budynku kierując się od razu pod bardzo dobrze znany mi adres. Nie obchodzi mnie to, że kilka razy o mały włos wpadłabym pod samochód, nie obchodzi mnie nawet to, że przez mój bieg trąciłem jakiegoś mężczyznę, który od razu upadł na ziemię. W innych okolicznościach przeprosiłbym i podał dłoń, teraz chciałem na niego nawrzeszczeć za to, że stoi na mojej drodze.

Czuję złość tak ogromną, że wszystko dookoła zaczyna mnie drażnić i powodować wzrost adrenaliny.

Potrząsam głową przypominając sobie rady terapeuty. Muszę panować nad gniewem, nie mogę wrócić do czasów, w których żyłem bez jakichkolwiek zasad. Zatrzymuję się na chwilę przechodząc do zwykłego marszu. Czasy, w których żyłem jak król nie rozpamiętuję zbyt dobrze. Doskonale pamiętam liczbę osób, które skrzywdziłem w taki lub inny sposób. Nie bałem się konsekwencji, ponieważ zdawałem sobie sprawę, że Ojciec załatwi, każdą choć tę najbardziej błahą sprawę. Wtedy czułem się naprawdę wolny. Mogłem robić z ludźmi co chciałem świetnie zdając sobie sprawę z tego, że nikt nic mi nie zrobi, ludzie zbyt bardzo się mnie bali, boją się nadal.

Nie jestem dumny ze swoich zachowań. Zdaje sobie sprawę, że robiłem źle i wiem, że niektórych spraw nie da się naprawić jednak choć zabrzmi to szczeniacko, kiedy jestem z Mel to wszystko znika. Ona jest jak kreska oddzielająca mnie od przeszłości. Zna moje wady a pomimo to wciąż stoi za mną murem chociaż skrzywdziłem ją tak bardzo. Chciałbym cofnąć czas i zacząć wszystko od nowa, bez bójek i tego całego gówna ale nie mogę. I to chyba jest najgorsze. Tam w środku nadal jest ten sam Harry, w końcu ludzie nie zmieniają się z dnia na dzień. Wiem, że nastąpi taki moment, w którym skrzywdzę o wiele więcej ludzi nie będąc tego świadomym, ale na razie, kiedy staram się być dobrym to wszystko mnie nie obchodzi. Chce cieszyć się chwilą nie ważne jak długa będzie.

Nie wiem, kiedy na mojej drodze pojawia się czarne auto. Przednia szyba rozsuwa się a z niej zauważam wystającą głowę mojego szofera jak i również przyjaciela rodziny Barry'ego.

-Panie Styles, proszę wsiadać.-jego głos jeszcze nigdy nie był tak poważny, dlatego stanąłem patrząc na niego dosyć uważnie.

-Wszystko w porządku przyjacielu?-podnoszę jedną brew uważnie obserwując jego zachowania. Czuję, że stało się coś złego.

-Pański Ojciec jest w szpitalu.-łapię ostre powietrze do płuc nie mogąc przez dobre pięć minut uzmysłowić sobie jego słów. Wiem, że mój Ojciec jest skończonym skurwysynem, jednak to on dał mi życie i pomógł w ten gówniany, ale jednak, sposób.

Moje ręce zaczynają dygotać a serce walić jak oszalałe. Wiem, że to jeden z najgorszych dni jakie mogłem kiedykolwiek mieć.

Wsiadam do auta nie zastanawiając sikę nad niczym dłużej. Wiem, że muszę jechać do szpitala. Odblokowuje telefon wchodząc w wiadomości od pierwszej osoby, o której myślę przed snem.

✉ Ja : Mel mój Ojciec jest w szpitalu, nie mam pojęcia o jego stanie.

✉ Melanie : O mój Boże Harry, do którego szpitala jedziecie?

Dobrze wiem, że Ojczulek ani żadna osoba, która zna go choćby z gazet, nie poszedłby do szpitala publicznego. Stać go na prywatną opiekę, więc wiem gdzie będzie.

✉ Ja : Hospital Center Street*

Nie daje rady nic więcej napisać, ani nawet odczytać jej wiadomości, kiedy zatrzymujemy się pod szpitalem. Razem z Barry'm wysiadamy w jak najszybszym tempie wchodząc do środka. Na wejściu zostajemy zatrzymani przez dwóch wielkich facetów. Chciałem otworzyć usta i powiedzieć co mam do powiedzenia, jednak przyjaciel zatrzymuje mnie gestem ręki. Mężczyzna w średnim wieku wyjmuje z kieszeni jakieś gówno pokazując tym idiotą.

Telefon zaufania |h.s|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz