✉4

19.7K 1.6K 221
                                        

Budzę, kiedy słyszę potworny krzyk Elizabeth, który rozrywa moje uszy. Burczę pod nosem, nakrywając głowę poduszką. Czuję się zmęczona a to małe gówno nie daje mi szans na uzyskanie choćby minimum energii na jutrzejszy, a tak właściwie dzisiejszy dzień, który muszę spędzić w szkole.

Zdejmuję puchowe niebo z twarzy, chwytając telefon ze stolika nocnego. Klnę dość głośno, kiedy na ekranie widzę 2:13.

-Cholerna Elizabeth.-fukam, wstając z łóżka. Nakładam szlafrok i ciapki, które nie wiem jakim cudem znalazły się koło mojego łóżka.

Mrużę oczy pod wpływem światła, które oświetla cały dom, po czym kieruję się za okropnym krzykiem, który prowadzi mnie kilka pokoi dalej, do sypialni małej cholery.

Marszczę twarz, kiedy krzyk staje się bardzo głośny. Widzę jak Sandy buja dziecko na rękach a ojciec telefonuje do kogoś.

-Możecie to uciszyć?-przekrzykuję pisk blondynki.-Mam jutro szkołę a chciałabym choć troszkę się wyspać.-komentuje, krzyżując ręce na piersi.

-Staram się Melanie, ale Elizabeth gorączkuje i nie jestem w stanie jej uspokoić.-Sandy mówi dość spokojnie, nadal bujając dziecko.

-Po prostu wepchaj jej coś do buzi, żeby się zamknęła.-syczę. Nie mogę już więcej znieść jej krzyku, ona jest gorsza niż rysowanie tablicy paznokciami, zdecydowanie o wiele gorsz. To dziecko zeżarło piszczałkę czy co do cholery?

-Melanie przestań odnosić się tak w stosunku co do swojej siostry.-jego słowa odbijają się echem w mojej głowie, przez co zaczynam się śmiać. Śmieje się tak głośno i desperacko, że mój brzuch zaczyna mnie boleć.

On myśli, że to małe gówno jest moją siostrą? Czy upadł na głowę?

-Jesteś szalony myśląc, że kiedykolwiek mogłabym spojrzeć na nią jak na siostrę.-komentuję wychodząc z pokoju. Nie mogę zrozumieć jego toku myślenia. Jak śmie myśleć że kiedykolwiek będę ją traktować inaczej niż małe cholerne, drące mordę gówno?

Wiedząc, że jej krzyki nie ustaną, wchodzę do pokoju tylko i wyłącznie po swój telefon. Postanawiam, że dzisiejszą noc spędzę w jednym z pustych pokoi. Wybieram ten najbardziej skromny, przeznaczony do Bóg wie czego.

Kładę się na łóżku, okrywając swoje ciało kołdrą.

Odblokowuje telefon, wchodząc w wiadomości od Harrego.

✉ ja : Cześć, myślę, że muszę zasięgnąć od Ciebie rady, więc jeśli nie chcesz mieć miliona wiadomości, po prostu odpisz.

mija kilka dłuższych sekund, po których otrzymuję wiadomość zwrotną.

✉ Harry : Jesteś okrutna budząc mnie o 2:30, ale mów.

✉ ja : Nie jestem okrutna, Ty po prostu jesteś moim "telefonem zaufania" i musisz być dla mnie, kiedy Cię potrzebuję. A potrzebuję Cię teraz, aby to małe gówno zwane Elizabeth nie musiało wylądować w stajni.

✉ Harry : Elizabeth? hm?

✉ ja : Trzyletnia córka mojego Ojca. Małe cholerne gówno przez, które nie śpię. Krzyczy tak głośno, że pewnie obudziła cały Londyn a ja muszę iść jutro do szkoły.

✉ Harry : To tylko dziecko Mel, musisz zrozumieć, że Ty pewnie byłaś o wiele gorsza a Twój krzyk obudził drugi koniec świata. Troszkę więcej wyrozumiałości :)

✉ ja : dobranoc cholerny obrońco małego gówna.

✉ Harry : Obrażasz się bo ktoś powiedział Ci prawdę? Oj Mel. Dobranoc, ucałuj ode mnie Elizabeth.

✉ ja : Moja pięść za chwilę ucałuje jej twarz.

✉ Harry : Tyle cholernej miłości! Dobranoc Mel.

      Ubrana w szare dresy i biały podkoszulek, związuje jak najszybciej włosy w kucyka, wiedząc, że auto Peter'a czeka już na dole. Prosiłam aby wszedł do środka, jednak on zrezygnował mówiąc, że chce poderwać ogrodnika. Poprawiam czerwono czarny plecak i kiedy chce wyjść z domu, głos Ojca zatrzymuje mnie w miejscu. Wywracam oczami, nie mogąc znieść jego towarzystwa a widzę go od kilku sekund.

-Nie zjesz śniadania? Margaret zrobiła omlety.-mężczyzna opuszcza gazetę i spogląda na mnie. Widzę, że nie jest zadowolony z faktu, że ubieram się w ten sposób. Zawsze wmawiał mi, że dziewczynki bawią się lalkami, malują paznokcie na różowo i ubierają sukienki. I choć lubiłam zabawę lalkami i różowe paznokcie, noszenie sukienek to było dla mnie gorsze niż polanie rany spirytusem. Cholernie bolesne.

-Kupię sobie coś na mieście.-informuje zakładając trampki.-Cześć.-burczę i wybiegam z domu. Schodzę po kilku schodkach i widząc czerwonego opla Peter'a, piszczę szczęśliwa. Chłopak wybiega mi na przeciw tuląc do swojego ciała.

-Cześć Mel, jak życie.-szturcham go w ramię przez głupi komentarz, ponieważ dokładnie streściłam mu dotychczasowe zdarzenia. Wchodzę do samochodu, zapinając pasy, po czym ruszamy z piskiem opon. To dziwne, że wyjeżdżając z jednego więzienia, zaraz trafiam do następnego.

Chłopak grzebie w swoich rybaczkach, wyciągając paczkę miętowych malboro. Częstuje mnie a ja nie mając nic do stracenia, przyjmuję podarek. Odpalam papierosa, zaciągając się szarym dymem. Przyznaję się bez bicia, papierosy wcale nie są mi obce, tak samo jak marihuana czy alkohol. Może byłam głupia paląc skręty z Peter'em ale to był jeden z najlepszych dni w moim dotychczasowym życiu.

Skręcamy na parking szkolny. Wychodzimy z auta gasząc niedopałki na betonie. Zabieram plecak, który nakładam na ramię i razem z przyjacielem przekraczamy cholerne mury szkoły. Na wejściu wita mnie podły uśmiech najsztuczniejszej osoby jaką miałam okazję poznać -Lucy Trainor. Głupia wywłoka podająca się za córkę menażera Justin'a Bieber'a, kiedy jej ojciec tak naprawdę jest kierownikiem śmietniska. Widzę jak jej uśmiech powiększa się na widok Peter'a Black'a, jednak ta świruska do tej pory nie potrafi połączyć faktów i zrozumieć, że jest gejem. Cholera, doskonale pamiętam, kiedy zaprosiła go do kina a on odmówił mówiąc, że wolałby zjeść własną rękę.

Przyjaciel zauważając wzrok brunetki, owija ręką wokół mnie i całuje w skroń.

-Co Ty robisz?-mruczę, starając się nie ruszać zbytnio ustami.

-Po prostu udawaj, że jestem hetero.-szczypie mnie w bok na co cichutko piszczę. Patrzę na niego spod byka, jednak jakakolwiek próba dokopania tej szmacie, będzie dla mnie lepsza niż najlepsza dyskoteka świata, więc zgadzam się. 

Widzę jej wściekłe spojrzenie, więc dolewając oliwy do ognia, łapię bruneta za kark i całuję mocno w usta. Nie czuję z jego strony sprzeciwu, wręcz przeciwnie, czuję jego uśmiech i dłonie, które przyciągają mnie bliżej.

-Cześć Petie.-odsuwamy się od siebie z głośnym specjalnym mlaskiem. Jeśli to nie odstrasza tej suki to co w takim razie?

Chłopak jedynie kiwa w jej stronę głową i ciągnąc mnie za sobą, kieruje nas w stronę klasy, która jest już otwarta.

         ☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☻☺☺☻☺☻

#LOVEWINS

Telefon zaufania |h.s|Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz