Czas stanął w miejscu, dlatego czuję jakby ta chwila trwała wieczność. Patrzę na jego oczy, skanuję każdy ich detal, są piękne. Ich zieleń pochłania mnie w całości, mogę w nich odczytać każdą emocję ale nie chce, nie czuję potrzeby grzebania w jego myślach. Później oglądam jego buzię. Jest piękna. Gładka, nieskazitelnie doskonała. Widzę małe krostki i zarost, ale ta prostota jest tak pomieszana, że ujmuje mnie, chwyta za serce. Czuję jakbym stała naprzeciwko anioła, tylko jeszcze nie wiem po której stronie on jest. Wiesz, to jest dziwne uczucie, jakbym stała na rozdrożu, jakbym miała do wyboru wpaść w ramiona diabła albo rzucić się pod samochód i zginąć nie wiedząc co dalej. Może brzmię w swojej głowie jak idiotka ale to wszystko ma teraz sens.
Moja warga zaczyna drżeć, sama nie wiem kiedy na policzkach lądują pierwsze łzy od trzech dni. Te dni bez niego były zaplute i nieposkładane, ale toczyło się. Czułam ból, ogromny ból, pustka też była, ale teraz, kiedy widzę go i wiem kim jest, to wszystko o czym chciałam zapomnieć wraca. Nie potrafię zobaczyć w nim kogoś komu kiedyś oddałabym swój ostatni oddech.
Jego ręka, w której schowany jest biały skrawek papieru, zbliża się do mnie na co cofam się kilka kroków w tył. Mrugam parę razy, aby odgonić łzy, jednak to nie pomaga, na ich miejsce wstępują nowe, jakbym marzyła o tym, aby lądowały na moich policzkach. Rozglądam się dookoła i już nie widzę mamy, w sumie to dobrze. Nie chce aby później śmiała się z mojego zachowania, które nazwałaby dziecinnym.
Chlipię kilka razy, ale nadal nie jestem w stanie wykrztusić z siebie żadnego słowa, to jakby ktoś wsadziłby mi piłkę w gardło.
-Melanie tak bardzo Cię prze...-i tu bariera odpuszcza. Kiedy słyszę jego głos, kiedy on patrzy na mnie w ten sposób, który ma mu pomóc, kiedy zaczyna podchodzić bliżej, kiedy wymawia moje imię, to jest tym co mnie pcha. Moja rozwinięta dłoń, uderza z impetem w jego policzek z taką siłą, że sama odczuwam ból. Twarz chłopaka obraca się w bok, ale nie mówi nic. Nie krzyczy.
I choć liczyłam, że chłopak wyjdzie, albo wyśmieje mnie ten tylko dotknął policzka, przytaknął i wgapiał się we mnie dalej.
-Dobrze wiesz, że ta rozmowa i tak musi się odbyć.-tym razem daje mu dokończyć, dopiero później moja dłoń ozdabia po raz drugi jego policzek.
Chce kazać mu wypierdalać, kiedy jego duże dłonie, chwytają moje mniejsze, blokując możliwość obrony. Zaczynam płakać mocniej, ale nie z bólu, tylko faktu, że on tak bardzo skopał moje serce.
-Musisz mnie wysłuchać.-szepcze a jego głos jakby zaczął się łamać.
-Nie!-krzyczę.-Nic nie muszę a w szczególności słuchać Cię! Wyjdź z mojego domu Ty głupi palancie!-szarpię się z nim, ale na darmo. Jest za silny a ja zbyt roztrzęsiona.
-Nie chcesz rozmawiać? W porządku.-odsuwa się ode mnie, zostawiając obok aurę swoich perfum, które pokochałam od razu. Zadziwia mnie brak walki z jego strony, jednak nie tak bardzo jak to co obserwuję. Chłopak ponownie wyjmuje swój telefon grzebiąc w nim. Marszczę brwi ścierając resztkę łez z szyi, kiedy mój telefon postanowił mnie poinformować o nowej wiadomości.
✉ Harry : Więc będziemy pisać. Poświeć mi 5 minut.\
Patrzę na niego jak na wariata a jeszcze bardziej zaskakuje siebie, kiedy mu przytakuje.
✉ Harry : Nie będę rozmawiał tutaj z Tobą na tematy tak drażliwe jak ten.
✉ Harry: Ale chce, żebyś wiedziała, że znaczysz dla mnie coś więcej niż niestabilna emocjonalnie pacjentka.
✉ Harry : Kurwa. Źle to ująłem.
Zauważam jak marszczy brwi i zaciska szczękę. To zabawny widok.
✉ Harry : Chodzi o to, że powinienem olać tę sprawę, ale nie potrafię o Tobie zapomnieć i skreślić Cię tak szybko jak Ty skreśliłaś mnie.
Prycham śmiechem kiwając z niedowierzaniem głową. To jest takie głupie i żałosne.
✉ Ja : Kompromitujesz się. Sam przekreśliłeś to wszystko swoim zachowaniem i tym co zrobiłeś.
✉ Harry : Tak wiem. Nie obwiniam Cię, tylko proszę o rozmowę gdzieś gdzie będziemy sami. Chyba jedna rozmowa Cię nie zbawi a jeśli po niej poczujesz, że chcesz to skończyć, odejdę.
Patrzę na niego czując się zagubioną jeszcze bardziej.
Czy powinnam pozwolić mu znowu namieszać mi w głowie i w sercu?
Czy pozwolić rozejść się w momencie, w którym moje skopane serce ma jeszcze szanse do regeneracji?
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jezus.
Słuchajcie. W sobotę był jeden z najbardziej popierdolonych dni ever. Super ładnie, wróciłam do domu, poszłam na huśtawkę uspokoić się bo byłam zaryczana a tu nagle dzwoni do mnie przyjaciółka "Przyjdź do mnie" a ja mówię, że nie bo ciemno itp "wyjedzie po Ciebie mój brat* a ja zamiast ogarnąć się bo szłam w niedzielę do pracy to wolałam zachlać mordę
Ew.
Okej misie. Wiem, że podobają się Wam moje pracę (I dziękuję za to), ale pisanie "Ileż można było czekać" "Szybko next" "mogłaś kurwa dłużej pisać" itp są nie na miejscu.
Rozumiem co czujecie bo sama tak mam, ale to nie powód aby pisać do mnie takie cholernie głupie rzeczy w komentarzach jak i w wiadomościach prywatnych.
Rozdziały będą się pojawiać, ale nie zapominajmy, że jest szkoła, konkurs teraz mam, poza tym w mojej głowie jest syf, który muszę ogarnąć. Musicie być cierpliwsi i bardziej wyrozumiali.
Mówiłam, że Was nie zostawię.
Musicie mi uwierzyć.
Kocham Was mocno dzióbki słodziutkie.
ps. 21 rozdział!!!!
to szalone! nie sądziłam, że będę miała swoich czytelników
kurwa kocham Was
sialalala
CZYTASZ
Telefon zaufania |h.s|
FanfictionOna była zakompleksioną dziewczyną potrzebującą pomocy i kogoś kto mógłby ją wysłuchać. On był pracownikiem telefonu zaufania. Co się stanie, kiedy świat siedemnastoletniej Melanie Carter, zwanej jako dziewczyny bez nazwiska, zderzy się ze światem H...
