5. Scarecrow

1.5K 159 62
                                        

Rano właściwie byłem gotowy na dzień bez Franka. Na szczęście piątek, ostatni dzień szkoły, potem weekend. Dni bez niego były nudne jak cholera, mimo, że byli ludzie, którzy dosiadali się do mnie, to wolałem siedzieć czy rozmawiać z Frankiem. Był inny, naprawdę. Wszyscy byli taką jedną i tą samą wersją. Rozmawiali o tym samym, myśleli tak samo ale nie Frank. On miał w sobie coś, dzięki czemu tak go polubiłem i miałem nadzieje, że wzajemnie. Tak się dzieje, gdy poznaje się osobę, hm.. Przeznaczoną ci? Może bardziej taką, która mysli tak samo i jest między wami niewidzialna więź. Żywy dowód.

-Gerard -Szepnął Andy, kolega z ławki, szturchając mnie. Przebudziłem się z głębokiego zamyślenia.
- Dziękuje panie Biersack, że postanowił Pan obudzić swojego kolegę z ławki -Spojrzał kpiąco nauczyciel historii. Cholera, słyszałem od Franka, że jest okropny, ale żeby tak się wywyższać? Stephen Davies, bo tak sie nazywał, patrzył na mnie.
-Słucham? -Zapytałem.
-Zadałem pytanie. -Spojrzał unosząc brwi.
-Niestesty nie usłyszałem - Powiedziałem luźno
-Zdążyłem zauważyć. Niech Pan się skupi na lekcji, panie Way. Początek roku, jest Pan nowy, a za niedługo matura. Te lekcje są najważniejsze.
-Oczywiście -Powiedziałem ciszej, aby nie usłyszał. Davies zawsze do wszyskich zwracał się Per Pan. Niby na znak szacunku, mimo to, w głębi pewnie uważał się za lepszego i gardził nami. Nie ważne. Ważne, że wróciłem między ludzi.
Między przerwami dogadałem się z Frankiem, że wpadnę do niego, jeśli będzie czuł się dobrze, jak w tamtej chwili. Ja nie miałem co robić, a jemu przydałoby się wsparcie.
Wszedłem ledwie na chwilę do domu, aby odnieść torbę. Kolejny raz mama mnie zatrzymała przed wyjściem, pytając jak mi minął dzień. Potem stwierdziła, że Mikey idzie do kolegi na noc i abym zadzwonił, gdy wyjdę od Franka. Wygladała... Źle. Jakby prosiła się o zainteresowanie, ale gdybym zapytał pewnie nie chciałaby rozmawiać. Przez to nierozumiałem kobiet.

Gdy dotarłem na miejsce, zauważyłem samochód. Cholera, czyli są jego rodzice. Tak czy tak zadzwoniłem dzwonkiem, a po chwili Frank mi otworzył. Podszedłem do drzwi, w których stał chłopak i się uśmiechał, mimo choroby. Przywitaliśmy sie i wpełzłem do środka. Zobaczyłem mamę Franka, która krzątała się po kuchni. Miała krótkie, farbowane na blond włosy i dużo makijażu na twarzy. Samoopalacz też dawał się we znaki.
-Dzień Dobry -Przywitałem się
-O, dzień dobry. Ty jesteś Gerard zapewne. Frank mówił o Tobie. -Mogłem wręcz poczuć na swoich plecach jak Frank wytrzeszcza oczy, słysząc to zdanie
-My lecimy na górę -Szybko powiedział i mnie lekko popchnął. Matka Franka cały czas się szeroko uśmiechała, swoimi biało śnieżnymi zębami. Rozejrzałem sie też, aby przywitać się z jego tatą, ale tego chyba nie było. Popędziliśmy na górę. Usiadłem na jego kanapie, gdyż Frank zaczał składać swoje łóżko.
-Więc... Wymyśliłeś coś? -Zapytałem
-Nie -Powiedział krótko po chwili zamyślenia.
-Ja też nie...- Zatrzymałem się.
-Nie rozmawiajmy teraz o tym.
-Jak chcesz. - Uniosłem głowę i widziałem jak Frank z bezsilności opada na złożone łóżko.
-No nic. Co chciałbyś robić? Może Xbox?
-Nie sprzedałeś? -Zapytałem
-Nic się nie sprzedało, odpuściłem sobie.- Spojrzałem na niego współczująco. -To jak, gramy?
-Um, okay.

Graliśmy tak półtorej godziny w różne konkurencje ruchowe. Wygrałem dwa razy w siatkówkę, i wygrałbym trzeci, gdyby mama do mnie nie zadzwoniła. Oznajmiła, że musi iść na inną zmianę do pracy- na noc, przez poważniejszy wypadek. Klucze jak zawsze zostawiła pod doniczką. Mimo to duma mnie nie opuszczała. Gdy staliśmy się już zmęczeni, uznaliśmy ze czas zmienić obiekt rozrywki i zaproponowałem obejrzenie filmu.
-Dobry pomysł! Moze horror? -Zapytał zadowolony Frank. Nienienie, tylko nie horrory. Nienawidziłem ich. To znaczy... Bałem się jak cholera, przez kuzyna w dzieciństwie, który wmawiał mi wiele chorych opowieści i czytał chore historie. Jednak nie chciałem wyjść na kurczaka przed Frankiem i się zgodziłem.
-To może "Grave Encounters" Oglądałeś? -Zapytał, przeglądając jakąś stronę z opisami filmów.
-Niestety nie. -Na szczęście nie.
-Ja też. -Powiedział Frank, szukając filmu na laptopie. -Chciałem obejrzeć, bo podobno jest mocny, a sam... Chyba bym się trochę bał. -Uśmiechnął sie. Mocny? To dupa, będę musiał mieć zamknięte oczy przez cały film, a w dodatku tak, żeby Frank się niezorientował. Zanim włączyliśmy horror, chłopak zaczął układać koc na podłodze. Zastanawiałem sie co on właściwie robi, więc zwyczajnie wstałem i przyglądałem się. Frank, przed swoim łóżkiem na podłodze, położył koc, na niego miękką kołdrę i znowu na to drugi koc. Wyciągnął pare małych poduszek z szafy i dwie duże, które leżały na łożku. Gdy skończył układać, uśmiechnął się, patrząc na swoje dzieło.
-Um, lubię jak jest przytulnie. -Spojrzał w górę. Chyba zastanawiał sie jak to musiało brzmieć.
-Wygląda przytulnie - Odpowiedziałem.
Frank poleciał zgasić światło, bo robiło sie powoli szaro na dworze i jedyne co zapalił, to malutką lampkę przy łóżku. Ułożyłem sie na 'posłaniu', a Frank poleciał na chwile na dół. Byłem wdzięczny, że dał tu tyle poduszek, przynajmniej będę miał do czego się tulić. Właściwie czułem się jakbym szedł na wyrok śmierci. Frank wrócił z napojem, popcornem i chipsami. Fajnie, zapcham sobie czymś usta, może i to coś da. Chłopak usadowił się obok mnie i włączył film. Laptop leżał między naszymi nogami, a przed nim jedzenie, które przyniósł.
Minęło około piętnaście minut filmu, gdy powiedziałem sobie w myślach "o, świetnie". Ten cholery film był o szpitalu psychiatrycznym. Jak się zesram to przynajmniej z klasą, bo przy filmie ze starym nawiedzonym psychiatrykiem, a nie na przykład jak przy ringu.
Film się rozkręcał, a ja już nie wiedziałem co ze sobą począć. Widziałem, jak Frank ogląda, bez mrugnięcia okiem. Chyba lubił horrory. Męczyłem się oglądając go i po godzinie filmu, zacząłem odczuwać zmęczenie. W dodatku było tak ciepło i wygodnie... Chętnie bym tu sobie usnął. Przymknąłem oczy na chwile, by odpocząć i zaoszczędzić sobie choćby kawałka filmu. Leżałem jak lalka pare minut, gdy ocknąłem sie i otworzyłem oczy. Film nadal leciał i chyba wiele nie straciłem, szkoda. Spojrzałem przed siebie, bo poczułem sie dziwnie otumaniony. W ciemnym rogu przy pokoju ujrzałem postać*. Była ciemna, a jedyne co było dostatecznie widać, to dwa delikatne światełka, które chyba przedstawiały oczy. Przetarłem oczy i próbowałem możliwie dobrze przyjrzeć się dziwnej rzeczy. Nie dałoby mi to spokoju, póki nie dowiedziałbym się, że to głupia kurtka powieszona na drzwiach. Jadnak coś się poruszyło. Od razu powiedziałem do Franka, szturchając go w ramie.
-Frank? T-Tam coś jest czy mi sie wydaje? -Frank nie odpowiadał, a ja ciągle gapiłem się na cień, przesuwający sie w naszą stronę. - Frank? -Zapytałem ponownie, spoglądając w jego stronę. Oglądał film, a jego długie włosy spadały mu na twarz. Po chwili powoli odwrócił głowę. Dokładnie zapamiętałem ten widok... Jego źrenice były białe, z nosa i ust leciała mu krew i był zupełnie blady. Chwycił mnie mocno za nadgarstek, zanim zdążyłem jakkolwiek zareagować. Przeszył mnie ból paraliżu ze strachu. Jednak po chwili mogłem ruszać kończynami, więc zacząłem się wyrywać, próbując odejść jak najdalej w tył. Wszytsko działo się tak szybko. Postać była coraz bliżej, a ja z przerażenia nie mogłem nic z siebie wykrztusić. Próbowałem sie wyrwać, krzyczeć ale to nic nie dawało, zupełnie jakbym stracił głos. Postać była ubrana w białą, długą koszule- jakby nocną, była łysa, zakrwawiona, a patrzenie na jej twarz było dla mnie piekłem. Kolejny raz nie mogłem się poruszyć, przez strach, który siedział głęboko we mnie. Ostatni raz spojrzałem na Franka, który mocno trzymał moje nadgarstki.
-Gerard, jest w porządku. -Powtarzał Frank -Gerard! -Wykrzyczał. Zamknąłem oczy z myślą, że to tylko cholerny sen, cokolwiek. Gdy otworzyłem, było dość jasno. Panicznie rozglądałem się po pokoju, bo głowa była jedyną częścią ciała, którą mogłem poruszać. Powoli wracało mi czucie na całym ciele. I gdy w końcu poczułem ciągły ból rąk, zorientowałem się, że ciągle są kluczowo trzymane przez Franka. Patrzył mi prosto w oczy, w ja trząsłem się nieopanowanie i ciężko było mi wziąć jakikolwiek wdech. Gdy w końcu udało mi sie lekko opanować, Frank powiedział powoli.
-Gerard, już w porządku? -Nic z siebie nie wykrztusiłem. Patrzyłem tylko co chwilę w inny punkt. Co sie do cholery stało?
Frank powoli puścił moje ręce i podszedł bliżej. Usiadł obok mnie, znajdowaliśmy się wtedy pod ścianą. Powoli przerzucił rękę na mój kark i przybliżył się jeszcze trochę. W końcu wróciło zupełne czucie. Poczułem twardą podłogę, jego ciepło i ból cholernych rąk. W końcu poruszyłem się i próbowałem cokolwiek z siebie wydusić.
- J-ja.. -Wydukałem cicho
-Już w porządku. -Frank gładził mnie po włosach. Mimo, że parę minut temu, panicznie się go bałem, poczułem się bezpiecznie wtulony w niego. Miał ładne perfumy. -Nie wiem, co się przed chwilą stało, ale jestem obok, Gee. -Kolejny raz przełknąłem ślinę. Nie mogłem zamknąć oczu, bojąc się jak cholera, że to wróci, więc po prostu oparłem swoją głowę o Franka i patrzyłem w jeden punkt.
Pare minut zajęło mi dojście do siebie i zrozumienie rzeczywistości. W końcu powiedziałem
-Frank.. -poczułem jego policzek na moich włosach -Ja... Nie wiem co się stało.
-Ja też nie. -Przerwał na chwile. -Po prostu oglądałem film, a w pewnej chwili zacząłeś coś mamrotać i się odsuwać. Po prostu patrzyłem co robisz. Zacząłeś krzyczeć i się trząść. Rozjaśniłem bardziej lampkę, bo źle to wyglądało. Gdy próbowałem Cię złapać i uspokoić, wyrywałeś się i cofałeś. -Słuchałem rozszerzając oczy ze zdziwienia -Mówiłem do ciebie ale to powodowało, że było gorzej. Nie wiedziałem co robić i po prostu tak zastygłem. -Koleiny raz przerwał -Pamiętasz, co sie działo?
-Ja... Widziałem postać, ty byłeś zakrwawiony. Wszytsko było tak szybkie... Nie wiem, nie chcę o tym myśleć. Przepraszam.
-Nic sie nie stało, tylko nieźle mnie przestraszyłeś. -Frank widząc, że już jest lepiej, puścił mnie i poszedł zapalić główne światło.
-Cały czas miałeś zamknięte oczy -Powiedział Frank, idąc w moją stronę. - Musiałeś zasnąć. -Patrzyłem na niego, a ten wystawił dłoń, aby pomoc mi wstać. Po chwili niepewności, chwyciłem ją i niepewnie stanąłem na nogach. Była dwudziesta druga, gdy spojrzałem na zegarek. Kiedy to minęło? Tak czy siak, czas się zbierać. Zbierać i nigdy więcej tutaj nie wracać.


*Chodziło o tą postać z filmu

*Chodziło o tą postać z filmu

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Myślałam, że zdążę dodać. Energetyki zawiodły kolejny raz :C

Życiowy rozdział. Pozdrawiam kuzynkę, która niszczyła mi noce w dzieciństwie przez tego pana ;-; ☝🏽

Jeszcze raz dziękuje osobom głosującym ^^

See u tomorrow? | Frerard Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz