34. The Plan

1K 130 19
                                        

Wróciliśmy do domu późno po trzeciej nad ranem, gdyż krążyliśmy się jeszcze po mieście. Gdy w końcu udało się do niego dotrzeć, usiedliśmy w salonie, bez myśli, by iść spać. Pobudzenie wygrało.

-Jak tylko go zobaczę w szkole, zabije -Powiedział zirytowany Frank o Buzzie.
-Frank. Po pierwsze, jesteś pijany. Po drugie, ty masz z metr sześćdziesiąt pięć, a on co najmniej metr osiemdziesiąt. Po trzecie, nie będziesz się w to pakował.
-Wypominasz mi mój wzrost? -Spojrzał na mnie, marszcząc brwi.
-Przeciwnie, jest uroczy jak ty cały. -Złość zniknęła i pojawił się uśmiech. -Ale nie chcę, żebyś cokolwiek robił, jasne? -Zapytałem, przytrzymując jego podbródek, by patrzył na mnie.
-Ale tak nie można. -Obraził się ponownie, tym razem na cały świat.
-Daj spokój. To idiota, a oni tak mają. -Uspakajałem
Frank odpuścił, chociaż przekonywałem go cały czas. Wiedziałem, że plany zemsty szybko znikną, jak tylko wytrzeźwieje.

Pojęcia nie mam kiedy ani jak znalazłem się w pokoju, ale rzecz która mnie zdziwiła bardziej po przebudzeniu w środku nocy, było, a właściwie to dlaczego Franka nie było obok mnie. Zorientowałem się, że wybudził mnie dźwięk czegoś spadającego na kafelki w kuchni. Czyżby zgłodniał? Po chorobie prawie nic nie jadł, a jak już to mało, albo biegł do łazienki bo mu było nie dobrze.
Poszedłem do kuchni, by się upewnić że wszystko w porządku i zaraz zaciągnąć go do łóżka. Na wejściu zobaczyłem małe plamki krwi na podłodze, niczym w tanim horrorze. Poszedłem dalej, by zrozumieć co się stało. Na podłodze leżał lekko pobrudzony krwią, nóż, a Franka nie było. W łazience paliło się małe światełko, więc przeraźliwie podbiegłem do niej, gdyż to właśnie tam prowadziły małe ślady. Zacząłem psychodelicznie uderzać w drzwi, w miarę cicho krzycząc, by ten otworzył i pytając czy nic mu nie jest, zanim jakkolwiek pomyślałem, żeby nacisnąć klamkę. Chłopak przerażony otworzył, a ja pierwsze co, dokładnie się rozejrzałem szukając wszytskiego co mógłby zagrażać życiu. To co ujrzałem, zamurowało mnie. Frank stał, mocno zdezorientowany, z niewielkim bandażem na serdecznym palcu, lewej ręki.
-Co się stało? -Zapytał.
-Ja się ciebie pytam. -Odpowiedziałem, uspakajając się powoli. -Czemu w kuchni jest kałuża krwi? -Frank zmarszczył brwi i delikatnie wychylił się, patrząc w stronę kuchni.
-Masz na myśli te kropelki średnicy milimetra? -Zapytał, uśmiechając się. -Te strugi krwi lały się z tego oto palca. -Wystawił rękę, pokazując palec, na którym był przyklejony dość duży plaster. -Robiłem kanapki i się przeciąłem się, Gee. -Uśmiechnął się szeroko, patrząc jak okładam swoją twarz rękami.
-Przepraszam... Wystraszyłem się. -Odpowiedziałem, patrząc na podłogę.
-To mnie wystraszyłeś, debilu. -Odrzekł i powoli podszedł, przytulając mnie. Mocno go objąłem i nie chciałem puszczać. Poczułem się jak idiota, albo zbyt opiekuńcza matka. Wróciliśmy do kuchni i dokończyłem kanapki za Franka, zjadł co miał zjeść i wróciliśmy spać.

Obudziłem się z myślą, że to już jutro przypada sylwester. Zadowolony wstałem, całując jeszcze śpiącego chłopaka w czoło i popędziłem zrobić jakieś śniadanie. Gdy wstała ów księżniczka i wymarudziła, że nie chce śniadania, zebraliśmy się, by z Rayem i Bobem pojechać do sklepu i zakupić potrzebne rzeczy na sylwestra.
Każdy z nas, oprócz marudnego Franka, był zadowolony. Zachowywał się co najmniej jakby miał okres i nie miałem pojęcia co się z nim działo.
Wspólnie uzbieraliśmy wózek w trzech czwartych składający się z jedzenia. Pełne podziwu i zazdrości spojrzenia dzieci, były chyba najpiękniejszą zemstą, za to co robili mi w dzieciństwie, gdy miałem jeszcze nadwagę. Wjechaliśmy na dział alkoholu, gdzie się nie przejęliśmy kosztami, jakie potem przyszło nam zapłacić. Sam nie spodziewałem się takiej kwoty, a na dnie wózka były rzeczy, których nawet nie pamiętałem że braliśmy. Po prostu szliśmy i wszystko wrzucaliśmy do wózka.
Wpadł mi do głowy chory pomysł. Franka mieszkanie było w miarę duże, ale bez wyolbrzymień. Mieszkanie Boba i Raya to była ledwie kawalerka, więc wiedziałem, że to z góry odpadało na urządzenie w nim sylwestra. Był bowiem jeszcze jeden dom. Dom, który był w miarę duży, z trzema pokojami, więc zastanawiałem się wtedy nad jednym; włamać się, czy uprzedzić mamę, że się tam wprowadzimy na noc.

See u tomorrow? | Frerard Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz