6. 02:00

1.3K 167 13
                                        

Czy mogło być gorzej? Wyszedłem przed Frankiem na idiotę. Widziałem, że dla niego to nie było nic wielkiego, aczkolwiek przejął się tym na tyle, że postanowił odprowadzić mnie do domu. Czułem się podle zażenowany. Całą drogę się nie odzywałem, było mi maksymalnie głupio, aż do momentu, gdy dotarliśmy pod mój dom. Frank stanął na przeciwko mnie
-O co chodzi? -Zapytał. Milczałem, patrząc na płytki chodnika
-Bo... Czuje sie okropnie z tym co sie stało.
-Przecież tylko zasnąłeś, to nic takiego. -Powiedział, uśmiechając się -Nie przejmuj się, lepiej leć, bo będzie, że cię opóźniam.
-Zgadzałoby się, gdyby nie fakt, że nikogo nie ma w domu. -Frank spojrzał na mnie ze dziwieniem. Właśnie uświadomiłem sobie jak bardzo mam przesrane. -Tata wyjechał w delegacje, mamę wezwali na inną zmianę, a Mikey jest u kolegi na noc.
-Gee? -Zapytał
-Tak?
-Um.. Poradzisz sobie?
-Ra-czej tak. -Powiedziałem, jąkając się.
-Bo wiesz, nie wyglądało to zbyt dobrze... -Patrzył mi w oczy, kiedy ja oglądałem rosnącą trawę. Czułem jego wzrok na całym sobie.
-Wiem...
-Posłuchaj, jakby coś się działo to dzwoń, dobra? -Zapytał z poważnym tonem -Nie ważne o której godzinie, po prostu zadzwoń, porozmawiamy.
-Dzięki Frank... -Powiedziałem cicho. Kolejny raz przytuliliśmy się na pożegnanie, tylko czy to nie robiło się dziwne? Frank zaczął się oddalać w swoim kierunku, kiedy ja tak bardzo nie chciałem wchodzić do tego przeklętego domu. Uwielbiałem zostawać sam, ale nie w takich okolicznościach.
Gdy przekręciłem klucz w drzwiach i niepewnie wpełzłem do środka, od razu rozświetliłem cały dom. A właściwie to tylko parter. Możliwie długo siedziałem tutaj, na kanapie przed telewizorem. Nie chciałem iść na ciemną górę, skoro nie musiałem. Dla bezpieczeństwa zapaliłem lampkę w kuchni i w salonie przy kanapie, na której rozłożyłem koc. Było w miarę wygodnie. Prześpię się tutaj, póki nie będzie jasno. Zamknąłem oczy i zasnąłem.
Kiedy się przebudziłem nadal było ciemno. Nie byłem na kanapie, tylko u siebie w pokoju. Chwilę się zastanowiłem co ja tutaj robiłem. Może w nocy się tu przemieściłem i teraz nie pamiętam. Chciałem sprawdzić godzinę na telefonie, ale jego nie było. Powinienem mieć go w kieszeni u spodni, aczkolwiek nie miałem na sobie spodni, tylko jakieś stare, podziurawione dresy. Co tu się dzieje? Wstałem, aby rozejrzeć się po domu. Wszędzie było ciemno. Gdy próbowałem zapalić światło, nie udawało się. Wyjrzałem przez okno i wywnioskowałem, że w okolicy nie ma prądu, gdyż we wszystkich domach w okolicy było ciemno i pusto. Chciałem dać znać Frankowi ale mojego telefonu nadal nie było. Gdy wyszedłem z pokoju Mikey'iego, do którego poprzednio zerknąłem, spojrzałem wgłąb korytarza. Nienienie, kurwa nie! Zobaczyłem charakterystyczne dwa świecące okręgi. Kolejny popierdolony sen! Tylko jak się obudzić? Byłem przerażony, gdyż postać się zbliżała. Czułem paniczny strach przed nią, mimo, że nie wyglądała tak najgorzej. Zacząłem uciekać. Zbiegłem po schodach i ukryłem się w szafie w salonie. Widziałem tylko przez szczelinę miedzy drzwiczkami, jak postać rozglądała się po salonie. Modliłem się, abym się obudził i aby mnie nie wychwyciła. Gdy zaczęła patrzeć w moją stronę, zamknąłem oczy. Gdy otworzyłem nikogo już nie było. Powoli wychyliłem się, aby móc się rozejrzeć, a po chwili najciszej jak się dało wyszedłem z szafy, w której panowała zbyt straszna ciemność. Obok jednej ze stóp zauważyłem leżący telefon, który był mi zbyteczny na tamtą chwilę, mimo to podniosłem go. W momencie, gdy chciałem się odwrócić i uciec z przeklętego domu, to coś pojawiło się przede mną.
-Nie! -Krzyknąłem, ledwie wywołując z siebie jakiś dźwięk. Miałem oddech tak szybki, że nie byłem w stanie wziąć porządnego wdechu. Obudziłem się na szczęście. Szybko rozejrzałem się po salonie i spojrzałem na szafę, która stała niedaleko mnie. Wróciłem do rzeczywistości. Telewizor zapewne sam się wyłączył, gdyż było ciemno, natomiast światła nadal się paliły. Nie wiedziałem co zrobić. Nadal się bałem, bo ciężko jest się porządnie wybudzić od razu po wstaniu. Chwyciłem za telefon, będący w mojej kieszeni i spojrzałem na godzinę. 01:23. Przypomniały mi się słowa Franka, aby zadzwonił, ale zawahałem się. Przez uchylone okno w kuchni, wiatr przemierzał przez każde pomieszczenie i dotarł do mnie. Był zimny, przez co dostałem porządnych dreszczy. Wiedziałem, że ruszanie się przedmiotów było spowodowane tylko i wyłącznie nim ale mimo to, wyglądało to strasznie. Chwyciłem za telefon i wyszukałem numer Franka. Dzwoniłem. Jeden sygnał, drugi, trzeci, czwarty. Nic. Łudziłem się, że odbierze? Jest noc, nie będę go budził i przeszkadzał. Miałem odłożyć telefon, gdy spostrzegłem na ekranie
Połączenie: 0:02
Przyłożyłem telefon do ucha.
-Frank? -Zapytałem
-W porządku Gee? -Powiedział lekko zaspanym głosem.
-To... Znowu się stało... -Powiedziałem drżącym głosem.
-Nie przejmuj się niczym, rozmawiaj ze mną.
-Przepraszam, że Cię obudziłem...
-Sam Ci kazałem zadzwonić, nic się nie stało. -Nastał moment ciszy -Jak się czujesz?
-Średnio. Tym razem siedzę na parterze w miejscu, gdzie to wszystko się wydarzyło...
-Oj, nie fajnie. -Zasyczał Frank
-Nawet bardzo... Strasznie głupio mi z tym ale boje się iść na górę.
-Każdy ma jakieś uchyłki, to normalne. -Powiedział pocieszycielsko.
-Przez te uchyłki nie mogę iść spać. Pierwszy raz chciałbym, żeby ktoś był teraz w domu. Choćby brat, ktokolwiek, oprócz tego cholerstwa, które mi się śni.
-Przyjść tam? -Zapytał Frank
-No coś ty. Przecież nie będziesz się wlókł o pierwszej w nocy, bo jakiś typ ma paranoje. -Jak na złość, teraz wiatr postanowił zwiać mocniej i wbić w ruch uchylone drzwi od łazienki, które mocno trzasnęły. -Kurwa! - Krzyknąłem wystraszony, zamykając oczy.
-Masz przy sobie jakieś ciuchy? Albo blisko? -Zapytał
-Mam łazienkę, w której powinno coś być, czemu pytasz?
-Weź te rzeczy i wróć gdzie siedziałeś. Gdy napiszę, ubierzesz się i wyjdziesz przed dom, w porządku?
-Frank... Wiesz ze nie musisz.
-Ale mogę, i tak nie mam nic lepszego do roboty oprócz spania, spanie jest nudne. -Uśmiechnąłem się. -To jak? W porządku?
-Jasne -Uśmiechałem się do siebie jak głupi.
-To do zobaczenia... Jeszcze dziś. -Frank zachichotał. Pożegnałem się i będąc już spokojniejszym, poleciałem po rzeczy do łazienki niedaleko. Wróciłem chowając się pod koc. Zastanawiałem się ile zajmie Frankowi przyjście. W ogóle, sam fakt, że on przyjdzie, napawał mnie lepszym nastrojem. To miłe i urocze z jego strony. Czas się dłużył czekając na SMS od Franka. W międzyczasie zdążyłem trochę ułożyć włosy i spryskać się jakimiś perfumami. Zabrzmiał dźwięk telefonu, na który się rzuciłem
Frank: Za 5 minut będę, wyjdziesz?
Była równa 02:00.
Ja: Jasne, już się zbieram.
Właściwie to miałem tylko do ubrania buty i bluzę, wiszącą przy wyjściu. Szybko się ubrałem i po paru sekundach już zamykałem drzwi. Było ciepło jak na wrześniową noc, można by powiedzieć, że duszno, to też bluza była mi zbędna. Po chwili zobaczyłem posturę Franka. Podszedł do mnie, uśmiechając się. Zapytał czy wszystko w porządku, gdy zobaczył jak blady byłem, na co odpowiedziałem twierdząco. Frank w ciszy, po prostu przekręcił głową i powoli udał się w stronę długiej ulicy. Był to znak, że chciał się przejść, więc od razu dołączyłem do niego. Szliśmy przez środkiem ulicy, gdyż o tej porze raczej nic nie jeździło. Frank, gdy widział jakąś znajomą rzecz, od razu zaczynał opowiadać mi różne sytuacje z dzieciństwa. Fajnie się go słuchało, gdyż jego głos był dość niski i przyjemny dla ucha. Gdy tak opowiadał, patrzyłem na niego przez dłuższą chwilę. Mówił z rękami w kieszeniach w spodniach, patrząc cały czas przed siebie. Co jakiś czas jedynie spoglądał na swoje buty. Mówił wesołym tonem, co jakiś czas się delikatnie uśmiechając. Poczułem coś... Czego dawno nie czułem aczkolwiek nie do końca byłem pewny co to. Było tak idealnie, gdy między nami nie było żadnych ludzi, nikt nie podchodził ani się nie wtrącał. Wtedy uświadomiłem sobie, że nie chcę dopuścić, aby coś mu się stało, bo tak na prawdę nie chciałem go stracić. Potrafił mnie zrozumieć i w jakiś sposób się poświęcić, bo było to dla mnie cholernie dużo. Była około trzecia w nocy, gdy pojawiliśmy się z powrotem pod moim domem. Ze zmęczenia po długim spacerze, usiedliśmy na schodkach. Ciągle uśmiechałem się do siebie, na tyle dyskretnie, aby chłopak tego nie zauważył. W dali zauważyłem duży błysk przeszywający całe niebo, a po parunastu sekundach mogliśmy już usłyszeć odgłosy burzy. Frank nie wyglądał na zadowolonego.
-Wejdziesz do środka? -Zapytałem
-Um, jasne. -Powiedział z nadzieją w głosie. Od razu wstałem i kluczem zacząłem otwierać drzwi. Zaraz po wejściu i rozebraniu się, usadowiliśmy się w kuchni. Oczywiście wpierw wszystko rozświetliłem i włączyłem jakiś telewizję, aby nie było cicho. W zamrażarce leżała nietknięta pizza, co mnie zdziwiło, bo Mikey zjadał wszystkie. Frank nalewał napoje, gdy ja włożyłem pizzę do piekarnika. I tak siedzieliśmy czekając na jedzenie.
W momencie, gdy mogliśmy już zjeść obiekt pożądań, burza była coraz bliżej. Pomyślałem, że najgorzej by było jakby jeszcze prądu zabrakło. Chociaż nie, najgorzej byłoby, gdyby tu nie było Franka. Byłbym sam, bez światła w ciemności. Ale ze mnie dziecko... Po posiłku, usadowiliśmy się w salonie. Ja siedziałem na kanapie, a Frank na fotelu. Obaj byliśmy zmęczeni, stąd też nie wiem kiedy usnąłem
Obudziłem się w pewnej chwili. Było jasno, więc pospiesznie sprawdziłem godzinę. 07:10, cholera. Mama będzie za prawie godzinę, a ja muszę jeszcze posprzątać. Opadłem głową na poduszkę i poczułem ciepło na plecach. Frank, leżał obok, plecami do mnie i spał. Co on tu robił? W sensie, wiem, że przyszedł do mnie w tę noc, ale kiedy on się znalazł obok i przede wszystkim czemu. Ostatnie co pamiętam to jak gapiłem się na niego, gdy usnął skulony na fotelu. Śmiesznie wyglądał. Mimo to znajdował się wtedy na fotelu... Nie żeby mi jakoś przeszkadzała jego osoba w moim łóżku.... Co. W sensie obok mnie, Gerard, o czym ty myślisz. Powoli zwlokłem się z łóżka i przeszedłem do kuchni. Wyjąłem dwa kubki i zaczęłam gotować wodę. Usiadłem na blacie i zastanawiałem się, jak my właściwie się zmieściliśmy we dwoje na kanapie. Nie to, żeby była mała, ale dwie osoby to już jakaś tam określona strefa prywatności. Dobrze, że przynajmniej nic mi się nie śniło, albo przynajmniej nie pamiętam. Usłyszałem ziewanie. Po chwili zobaczyłem głowę Franka wyłaniającą się zza oparcia.
-Czemu ja śpię, czemu u Ciebie i czemu ty nie? -Zadał ciąg pytań, ciągle mając zamknięte oczy.
-Sam dopiero co wstałem. Robię kawę, chcesz?
-Jasne. -Frank wstał, poprawił włosy i podszedł bliżej.
-W razie czego łazienka jest tam- Wskazałem palcem na drzwi przy salonie, do których się udał. Śmiesznie wyglądał z rana, jak rozkapryszone dziecko. Gdy woda się już zagotowywała, wsypałem kawę oraz cukier i ciągle siedząc na blacie, zalałem ową mieszankę. Poczułem ciepło w środku, gdy ten cudowny zapach rozległ się na całą kuchnie. Wyjąłem mleko i udałem się z powrotem na blat. Wtedy Frank wyszedł z łazienki, podszedł moją stronę i wziął jeden z kubków w ręce.
-Kiedy Twoja mama przychodzi? -Zapytał, grzejąc dłonie kawą.
-Koło ósmej powinna być.
-Więc... -Pomyślał chwilę -Pomogę Ci posprzątać i uciekam. Byłoby dziwne jakby twoja mama nas tu zobaczyła. -Powiedział uśmiechając się. Wiem co krążyło mu po głowie, bo mi też.

Najcięższy tydzień, z całego (połowy) roku.😔

See u tomorrow? | Frerard Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz