Rano przeszukałem chyba całą łazienkę, po czym wpełzłem po cichu po pokoju matki w poszukiwaniu korektora. Miałem trzy malinki na szyi, które razem dawały wrażenie jednej dużej. Chciałem ukryć to, można powiedzieć, przed wszystkimi. Gdyby Mikey to zobaczył, szczególnie, że zna prawdę, chyba by mi żyć nie dał. Nauczyciele mogliby mieć wonty. A jakby jeszcze tego samego dnia, prawda wyszła na jaw, ludzie pewnie powyobrażali sobie Franka, namiętnie robiącego mi malinkę. Może ich miny byłyby warte jakiejś ceny, ale nie ceny życia w szkole, gdy przed nami jeszcze rok. W końcu znalazłem ukochany korektor i dumnie zakryłem oznaki obcowania kogoś bliskiego. Nie wiele to dało, gdyż i tak większość była widoczna, mimo to mentalność pozawalała mi wyjść do szkoły. Po drodze oczywiście nie spotkałem sprawcy. Nie wiem czy ma jakiś kłopot że spaniem, i to problem wstać dziesięć minut wcześniej i zdążyć na lekcje? Czasami mu się udawało, jednak dziś musiałem cieszyć się samym sobą.
Na lekcje Frank przyszedł po 12 minutach, co było karygodne dla Daviesa. Pierwsza lekcja historia, czy mogło być lepiej? Długo zastanawiał sie czy wywalić go przed sale, czy wpisać mu spóźnienie. Jednak mimo nieszczerych błagań Franka, udało mu się wywalczyć to drugie. I ten cichy uśmiech posłany w moją stronę, mówiący wszystko, gdy wszedł. Stephen oczywiście zauważył moją malinkę, którą nie wiem z jakiego powodu, ciągle obserwował, jednak nie skomentował.
Jak na złość, musieliśmy mieć dziś godzinę wychowawczą, gdzie Stelle zaczęła temat konkursu. Modliłem się, aby nie wspomniała o nas. Lekcja mijała, a moje modły zostały wysłuchane.
Na przerwie staliśmy wraz z Andym, Robem i Frankiem pod oknem. Była to jedna z dłuższych przerw, więc mogliśmy się wygadać, póki nie zacznie się lekcja. No, przynajmniej ja, Frank tylko stał i co jakiś czas ewentualnie coś rzucił.
-Cześć kochanie. -Powiedziała dziewczyna, podchodząc do Roba i całując go w policzek. Zaraz za nią podeszło parę innych dziewczyn wraz z Megan z naszej klasy i włączyły się w rozmowę. Nie były tymi "inteligentnymi" przedstawicielkami płci żeńskiej, oprócz Megan, przez co nie mogły załapać tematu, wiec zaczęły go zmieniać. W sumie wepchały się lekko na siłe.
-Widzę, że dobrze się wczoraj bawiłeś z dziewczyną -Rzuciła do mnie jedna z dziewczyn, śmiejąc się. Rozmawiałem z nią może pare razy, ale była zwykłą znajomą. -Słabo posługujesz się korektorem. -Zażartowała. Widziałem. Widziałem jak Frank spojrzał w okno, próbując się uspokoić i nie wybuchnąć ze śmiechu. Cóż, jakby spojrzeć na tamtą sytuacje od tylu, przez włosy można by wziąć Franka za dziewczynę. Tylko miałby lub też miałaby słabą figurę. No i zbyt owłosione ręce.
-Niech Rob zrobi ci taką samą, to zobaczymy jak ty ją zakryjesz. -Obróciłem w żart, tak, aby ani nie potwierdzać ani nie zaprzeczać. Gdy Frank się już uspokoił i wrócił, na podsumowanie jedynie krótko odchrząknął. Mogłem też ujrzeć zrezygnowanie Megan, która przez ostatnie dni gnębiła mnie flirtem. Gdy ją poznałem wydawała się naprawde fajna, ale jak widać umiała przesadzić. Dziś mieliśmy o wiele mniej czasu niż wczoraj. Stelle miała tylko jedną lekcje, gdy my mogliśmy cokolwiek zdziałać, a zostały nam dwa dni.
Pojawił sie Ray wraz z nowopoznanym przez nas Bobem. Miał lekko opadające na oczy blond włosy i niebieskie oczy. Był wysoki jak Ray, przez co Frank znowu źle się czuł. Bob okazał się równie miły co Ray tylko że ostrzejszy. Na początek zaprezentowaliśmy mu podstawę jaką złożyliśmy. Spodobała mu się i zaczął bawić się perkusją w rytm muzyki. Potrafił wyczuć odpowiedni moment, dzięki czemu uporaliśmy się z tym szybko. Potem podzieliliśmy się. Ja i Frank poszliśmy na krzesła, by poprawiać tekst, a Ray i Bob ćwiczyli. Pod koniec lekcji byliśmy w stanie, mimo pomyłek, zagrać początkowy utwór. Nie było precyzyjnie. Każdy w pewnym momencie się mógł pomylić ale to nie było nic ważnego. Tym razem sprzęty zabraliśmy ze sobą do domu, by moc poćwiczyć i tam. Właściwie oprócz mnie. Ja tylko śpiewałem, więc musiałem łazić po domu i drzeć mordę.
Po szkole i próbie nie poszliśmy do mnie. Nie wiem czego to było kwestią. Może Frank miał coś do roboty. Wróciłem do domu i poszedłem spać.
Ostatni dzień, żeby coś zdziałać. Mama nie wychodziła z pokoju, Mikey próbował żyć, a ja robiłem wszytsko, żeby sobie to życie ułatwić. Sporo miałem na głowie, mimo to się nie poddawałem. Gdy byłem z nim, miałem go, poczułem, że jest coś dzięki czemu w ogóle się starałem. Pierwsza osoba, która mnie słuchała jak trzeba. Bez odtrącenia, bez ignorowania. Mimo, że poznałem wiele fajnych osób jak na przykład Andy, Frank był dla mnie ideałem. Choć nadzieje na coś większego niż nastoletni związek były niskie, miałem ciche przemyślenia. Nie znałem go długo, razem wiele nie przeszliśmy, i może dałem sie lekko omotać i związać, chciałem się w to zatracać. Bałem się. Oczywiście. Bałem się, że to chwilowe zauroczenie. Przejdzie mi i co mu powiem? Bałem się też, że mnie skrzywdzi, albo się ze mną zabawi. Nie ufałem szczególnie ludziom, natomiast jemu tak. Jeśli nastąpiłoby, że wykorzystał by to, pewnie bym się załamał. Ostatnio napadały mnie takie myśli. Może przesadzałem, ale co zrobić?
Lekcje, próba, ostateczne poprawki. Wyszło tak jak chciałem. Jako zespół, świetnie się dogadywaliśmy. Obcowanie między nimi było łatwe i przyjemne. Miałem nadzieje również na to, że nie stracimy kontaktu po wszystkim. Nawet Frank wydawał się o wiele bardziej otwarty. Jednak gnębiły mnie złe myśli. Nawet nie wiem na temat czego. Choć się cieszyłem, byłem ostro zmęczony. Nie fizycznie, a psychicznie. Nie rozumiałem mojego stanu. Wczoraj byłem pełny życia, sił, a dziś? Stałem, bo musiałem. Śpiewałem, bo musiałem. Nawet Frank widział moje wewnętrzne przybicie. Gdy skończyliśmy próbę, już wiedząc, że wszytsko bardzo dobrze poszło, daliśmy się do domu. Po drodze natomiast nawiązała się dziwna konwersacja miedzy mną, a Frankiem.
-Widzimy się dzisiaj? -Zapytał.
-Wybacz Frank, ale strasznie nie mam ochoty. W sensie, nie chodzi o ciebie. Z Tobą zawsze ale... Jestem padnięty.
-W porządku -Powiedział zaskoczony.
Niby nic takiego, a jednak coś zaobserwowałem. Siebie. To prawda, resztę dnia spędziłem w łóżku. Nie spałem ani nic takiego, bo nie byłem nawet zmęczony. Ja sam nie wiedziałem. Po prostu leżałem pod kołdrą, wyrzucając co chwile Mikey'ego z pokoju, do którego wchodził. Wolałem siedzieć pod kołdrą, po prostu myśląc, zamiast spotkać się z Frankiem. Zawsze to ja byłem tym chcącym, a teraz stałem się łóżkowym potworem. Nic nie jadłem, bo nie miałem ochoty. Nawet się nie umyłem i poczułem wtedy, że dzieje sie coś złego ze mną. Jeden dzień nie był jakoś specjalnym na to dowodem, wiec postanowiłem poczekać i zobaczyć jak się ułoży.
Dzień konkursu. Wszytsko było oporowo niepewne. Konkurs miał odbyć się na czwartej lekcji, a przed aulą, na której miało sie to odbyć, stało już wielu uczestników. Nie było szans, abyśmy mogli sprawdzić czy sprzęt działa, póki nie zjawiliśmy się u dyrektora. Przekonaliśmy go, że żeby nie zaliczyć wtopy, musimy się przygotować. Oczywiście każdy miał na to czas, ale większość stała ze zwykłymi gitarami akustycznymi ewentualnie elektrycznymi. My mieliśmy, można powiedzieć, cały zespół. Dyrektor pozwolił nam, abyśmy tylko we czwórkę weszli i wszytsko sprawdzili. Na szczęście wszystko działało i było w porządku.
Byłem maksymalnie zdenerwowany. Stres przejmował kontrole nad moim ciałem, przez co cały drżałem.
PRZEPRASZAM JEŚLI POJAWIĄ SIĘ BŁĘDY ALE NAWET NIE SPRAWDZAM.
Jeśli to na prawdę się dzieje i jeśli mcr wracają, jak mówią media, to... Nie wiem, płaczę.
23.09.16. -Jeśli tego dnia otrzymamy fałszywkę, jadę do Waya i mu strzelę w pysk. A tak serio, to nawet nie wiem jak się zachować. ♥♥
