18. Record Shop

1.2K 168 31
                                        

Gdy rano się obudziłem, Frank jeszcze spał. Wstałem, włożyłem na siebie jakaś bluzkę i spodnie, a następnie zszedłem na dół. Zrobiłem kawę sobie i jemu, i zabrałem się za robienie tostów. Była 9:07. Mikey też jeszcze spał, więc w domu panowała cisza. Na dworze lał deszcz i było zimno. Aż się dziwie, że w nocy nie było tak zimno. Gdy miałem już wszystko gotowe, wziąłem i zaniosłem do pokoju. Położyłem na biurku i zająłem się budzeniem Franka.
-Panie Iero, obudzi się Pan kiedyś? -Wyszeptałem do ucha.
-Nie. -Powiedział Frank i obrócił się na drugi bok, zakrywając kołdrą.
-Frank, kawa wystygnie. -Powiedziałem stanowczo.
-Gee, jak to możliwe, że ty nie śpisz? -Wymamrotał
-Bo jest dziewiąta rano?
-No właśnie -Odrzekł.
-Mam jedzenie. -Przekonywałem
-Mogłeś tak od razu -Uśmiechnął się, odrzucając kołdrę. Usiadł na łóżku i przeczesał włosy palcami, następnie ziewnął i przetarł oczy. Poszedłem po jedzenie, które zostawiłem i wróciłem już z asortymentem. Usiadłem obok niego i w ten sposób jedliśmy śniadanie.
-Myślałem nad tym konkursem -Zacząłem.
-I?
-Może to dobry pomysł. Byle się nie skompromitować. Kiedy on się odbywa?
-W ten piątek.
-To mało czasu. -Stwierdziłem.
-Wiem, konkurs był zapowiadany od pierwszego tygodnia roku. Aż się dziwie, że o nim nie słyszałeś.
-To jak to zrobimy?
-Nie wiem. Znajomy mojej mamy ma sklep muzyczny. Jeśli chcemy robić coś zajebistego, może by nam coś pożyczył. -Zaręczył.
-Dowiesz się czegoś w związku z tym?
-Możemy tam pojechać. Dziś pracuje do siedemnastej.
-W porządku. Tylko muszę przekonać Mikey'ego, żeby sam wybrał się do szpitala. -Powiedziałem.
-Jasne.
Siedzieliśmy na dole, oglądając jakiś gówniany serial, gdy pojawił się Mikey, witając się. Wstałem i poszedłem do kuchni, do której się udał.
-Michaelu, jest sprawa.
-Czegóż pożądasz, mój bracie. -Zapytał zaspany. Spojrzałem na niego z dziwną miną.
-Więc chodzi o to, że muszę się dziś wyrwać od szpitala. Mógłbyś pojechać sam? To naprawdę ważne.
-Gerard. Rozumiem, że byłeś zmęczony, ale już odpocząłeś przez dwa dni! -Rzucił lekko żartobliwie.
-Gdzie się podziała twoja pokora, jaka miałeś jeszcze parę dni temu? -Również zażartowałem.
-Gerard.. -Zaczął Mikey
-Ile chcesz? -Przerwałem, wywracając oczami.
-Stówa. -Powiedział, dyplomatycznie zakładając ręce.
-Umowa stoi, braterska szujo. -Zmierzwiłem mu włosy i wróciłem do salonu.
-Mam nadzieje, że moje pieniądze wciąż są na twoim koncie. -Powiedziałem do Franka.
-Co ty, już dawno je wydałem. -Odrzekł Frank. Czy wszyscy w tym domu muszą ironizować?

Do południa nic szczególnego nie robiliśmy. Trochę się porzuciliśmy na łóżku, całowaliśmy, a nawet pokazywałem Frankowi, jak rysuje. Bacznie obserwował, próbując coś wynieść, co napawało mnie lepszym nastrojem. W końcu przyszła czternasta, więc czas było wychodzić. Założyłem czarną kurtkę, Frank swoją dużą bluzę i wyszliśmy. Sklep znajdował się na drugim końcu miasta, więc podróż zajęła koło 45 minut. Gdy w końcu byliśmy na miejscu, zastaliśmy pusty sklep. No, pusty, oprócz sprzedawcy, który zaraz po zobaczeniu chłopaka zawołał.
-O, cześć Frank. Dawno Cię tu nie było.
-Cześć Nick. -Powiedział, podchodząc do lady. -To Gerard, mój -Zatrzymał się. -Przyjaciel.
-Miło Cię poznać, Gerard. -Wystawił rękę, która uścisnąłem. -Czego wam trzeba?
-Cóż. -Zaczął Frank. -W szkole jest pewien konkurs, w którym nie tyle chcieliśmy wygrać, co uczestniczyć. Gerard dobrze śpiewa i pomyślałem, że może być to dobry pomysł.
-Frank, ty i udzielanie się? -Zapytał, zaskoczony.
-Nie wyobrażaj sobie wiele -Zaśmiał się. -Wszystko po to, by uniknąć kary.
-I wszystko jasne. -Uśmiechnął się. -Więc czego potrzebujesz?
-Właściwie rady. Jesteś mistrzem w dobieraniu instrumentów i pomysłów.
-Hm. -Spojrzał na nas, zastanawiając się. -Może coś z elektryczną?
-Nie myślałem nad tym. -Powiedział Frank. -Ale to może być niezły pomysł. Tylko w tym rzecz, że nasza szkoła jest upośledzona i nasze instrumenty brzmią okropnie.
-Przecież jasne, że wam pożyczę. -Odpowiedział. -Zaczekajcie tu chwile. -Powiedział zamyślony i udał się na zaplecze.
-Frank, ale nie mamy gitarzysty na elektryczną -Powiedziałem cicho.
-A ja? -Zapytał.
-Grasz na elektrycznej? -Zdziwiłem się.
-No, tak. -Powiedział, gdy Nick zjawił się z powrotem. Czemu nic mi nie powiedział?
-Słuchajcie. Tak sobie myślę, że jeśli chcecie zrobić niezłe show, to przydałoby wam się dwóch gitarzystów. -Powiedział kiwając głowa. -Mam tu numer do jednego dzieciaka, który też gra. Często u mnie zamawia struny i jest naprawdę miłym gościem. Mam do niego numer i mógłbym zadzwonić i umówić się z nim, żeby pogadać.
-Ale jesteś pewien, że mógłby pomóc?
-Jasne. Dobrze gra, słyszałem go. Jest chyba jakoś rok starszy? -Zapytał sam siebie. -I tak jak mówiłem, porządny koleś.
-Wielkie dzięki Nick, jak ja się odpłacę? -Powiedział Frank.
-Przy okazji. -Uśmiechnął się. -Dobra, więc myślę, że jeśli uda mi się jeszcze dziś do niego dodzwonić, jutro moglibyście się stawić.
-Jasne. Jak coś to w kontakcie -Rzucił Frank, powoli odchodząc. Pożegnałem się słowami "cześć" i wyszliśmy.
-Frank, to będzie zajebiste. -Powiedziałem, czując nadchodząca energię.
Resztę dnia, zachwycałem się tym, co miało nastąpić w piątek i faktem, że Frank jest tak uzdolniony. Pod wieczór, do chłopaka zadzwonił Nick, po czym okazało się, że możemy wpaść jutro po szkole, by porozmawiać z nowym kolegą. Byłem ciekaw jak cholera, jak to będzie. Gdy Frank wyszedł, długo jeszcze nie mogłem spać, myśląc o tym wszystkim.

Rano wiedziałem, że dzień nie będzie łatwy. Przeżyć szkołę, jechać do sklepu, a następnie do szpitala, odebrać matkę.
Mimo to w szkole czułem się dobrze. Zerwaliśmy się z jednej lekcji by porozmawiać ze Stelle. Wytłumaczyliśmy cały pomysł, kolegę, który ewentualnie by zagrał i pomysł na odwołanie kary. Nie to, że na początku się nie zgodziła ale staraliśmy się jej wszystko najlepiej wyargumentować. Na początek zdziwiła się zaangażowaniem Franka, potem była niepewna, lecz na koniec powiedziała, że nic nie gwarantuje ale porozmawia z dyrektorem. Lecz uśmiechnęła się zachęcająco, co nam dało nadzieję. Obiecała nam dać odpowiedz jeszcze tego dnia, żebyśmy w razie czego mieli czas. Pod koniec lekcji, zwolniła nas z jednej z nich, abyśmy się udali do dyrektora.

-A więc chcecie ominąć karę, tak? -Zapytał dyrektor, patrząc na nas, gdy staliśmy przed jego biurkiem.
-Szczerze, to tak. -Powiedziałem
-Dosadny jesteś, Gerardzie. -Odrzekł.
-Proszę Pana. Wiem, że kara jest karą, i pana nie obchodzi nasze życie prywatne ale przez zostawanie po parę godzin po lekcjach, nie mamy czasu na jakakolwiek naukę, a chyba nie o to chodzi.
-To prawda. Myślałem nad waszą propozycją i skonsultowałem się z panią od sztuki, która prowadzi cały konkurs. Prawdą jest też to, że niewiele osób się zgłosiło. Jeśli nasza szkoła chce w końcu wygrać, musimy mieć jakieś szanse. Wiec i wam ją daje. Nie zawiedźcie tym razem, jasne?
-Oczywiście dyrektorze -Powiedział zadowolony Frank.
Wyszliśmy z gabinetu i polecieliśmy na autobus, by udać się do sklepu Nicka.

Na miejscu powitał nas uśmiech sprzedawcy, który był ewidentnie zadowolony z siebie.
-Chodźcie na zaplecze. -Powiedział i podszedł do jakiegoś asystenta, prosząc go, by na chwile go zastąpił. Poszliśmy za nim. Otworzył drzwi, gdzie siedział ów dzieciak. Dobra, nie był dzieciakiem. -To jest Ray, chłopak o którym wam mówiłem. -Rzekł Nick.
Podeszliśmy do niego i uścisnęliśmy sobie ręce. Był wysoki, nawet bardzo. Frank przy nim wyglądał jak dziecko. Miał brązowe oczy, duże usta i afro na głowie. Rzeczywiście, wyglądał przyjaźnie, szczególnie, gdy się do nas uśmiechnął.
-Słyszałem, że potrzebujecie gitarzysty. -Powiedział Ray.
-Cóż, tak. -Odpowiedziałem, uśmiechając się.
-Ray jest naprawdę dobry. -Powiedział Nick.
-Chętnie wam pomogę, tylko musicie mi wszystko wytłumaczyć. -Odwzajemnił uśmiech.
Nick zostawił nas samych na zapleczu, a sam wrócił do pracy. Frank powoli i szczegółowo wytłumaczył nasze zamiary. Następnie zapytał, czy w ogóle będzie miał czas, lecz Ray stwierdził, że odpuścił sobie rok, chociaż normalnie byłby na studiach. Zaręczył, że będzie miał czas. Opowiedział nam, że zawsze interesował się muzyką, chce iść w jej stronę i doszlifować swoje umiejętności. Planował nawet założyć zespół, ale to przyszłość.
-Hej, tak w ogóle to chyba miałbym dla was jeszcze lepszy plan. -Powiedział Ray.
-Słuchamy -Odrzekł Frank.
-Mam przyjaciela, nazywa się Bob i jest perkusistą. Właściwie to wraz z nim wpadłem na pomysł, by odpuścić sobie ten rok i zająć się muzyka. Mielibyśmy cały zespół na konkurs. -Zaproponował. Oczy nam się zaszkliły. Mogło być lepiej? Od razu się zgodziliśmy, a Ray obiecał, że skontaktuje się z nim.
Gdy rozmowa dobiegała końca, ustaliliśmy, że spróbujemy pożyczyć sale pod koniec lekcji, każdego dnia, by potrenować. Mimo wszystko potrzebne było takie miejsce. Gorzej było z tekstem, który też trzeba było napisać. Uznaliśmy, że spróbujemy we trójkę coś zlepić, u Franka w domu, następnego dnia.
-Wielkie dzięki Ray, za marnowanie czasu. -Powiedziałem
-Cokolwiek jest związane z muzyka, nie jest traceniem czasu. -Zaśmiał się. -Mili z was kolesie. Myślę, że się dogadamy. -Rzucił.
-Jasne. W razie czego będziemy w kontakcie -Powiedział Frank, wstając. Ray przytaknął i wyszliśmy z zaplecza udając się do Nicka.
-Myślę, że na jutro będę w stanie wam zamówić sprzęt. Gorzej może być z perkusją ale o wszystko postaram się zadbać -Powiedział Nick.
-Tylko jak to przetransportujemy? -Frank skierował pytanie do mnie.
-Nie wiem -Powiedziałem ciszej.
-Hej, ja mam auto. -Rzekł Ray.
-Nie chcemy Cię tak wykorzystywać, Ray -Odpowiedział Frank.
-Przestańcie, to nie problem.
Dobra, wtedy poczułem motylki w brzuchu. Sprawy nigdy nie szły tak łatwo, choć miałem wrażenie, że jest wręcz zbyt łatwo. Czekałem na haczyk.



DZIĘKI ZA MILIONY GWIAZDEK I WYŚWIETLEŃ ❤️
To chyba moje największe osiągnięcie [*]

See u tomorrow? | Frerard Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz