-Gee, to było niesamowite. -Uśmiechnął się. -Nie wiedziałem, że tak dobrze śpiewasz.
-Kiedy nie śpiewam dobrze -Zawstydziłem się.
-Żartujesz? Cały czas słuchałem Ciebie. Spróbujmy coś innego.
-Frank, nie... -Spuściłem głowę, gdyż wiedziałem jak czerwony się zrobiłem.
-No dawaj! -Nalegał zadowolony. -Red Hot Chili Peppers, Californication, znasz?
-No znam...
-No to już. -Frank przypomniał sobie melodię i zaczął grać. Świetnie grał na gitarze, co imponowało mi. Niepewnie do tego podszedłem, lecz postanowiłem spróbować. Gdy zagrał początek, zacząłem śpiewać
Psychic spies from China
Try to steal your mind's elation
Kontynuowałem, gdyż nie szło tak źle. Z każdym słowem nabierałem większej pewności siebie.
Dream of Californication
Dream of Californication
Zaśpiewaliśmy razem. Usłyszałem jak lekko sfałszowałem, przez co przestałem śpiewać i powiedziałem
-Nie nie... -Robiąc niepewną minę. Jednak Frank nie przestawał i grał dalej, ciągle śpiewając. Też miał dobry głos. Uśmiechnąłem się, gdy śpiewał dalej i dalej, aż uniósł brwi i kiwnął głową na znak, że teraz ja. Lekko niechętnie zacząłem dalej.
Space may be the final frontier
But it's made in a Hollywood basement
Wbiłem się ponownie w rytm i poszło już bardzo dobrze. Frank co jakiś czas śpiewał ze mną, co brzmiało jeszcze lepiej.
Gdy zakończył utwór, odłożył gitarę i zaczął nam klaskać. Ponownie zrobiłem się czerwony
-Frank, ty też dobrze śpiewasz.
-Czy ja wiem... Może?
-Nie może tylko tak. Nie myślałeś kiedyś o szkole muzycznej?
-Skąd. Grać, gram dla siebie, a jedyne momenty w których śpiewałem to ewentualnie prysznic -Zaśmiał się
-To tak jak ja.
-Gerard. Wiem, że się oburzysz zaraz ale... Nie myślałeś o tym konkursie?
-Jakim konkursie?
-No, Stelle ogłaszała... Nie ważne. Jest konkurs, w którym biorą udział uczniowie z różnych szkół. Odbywa się to w u nas. Każdy, kto chce uczestniczyć, ma napisać piosenkę i ją wykonać. Potem jury oceniają i wybierają zwycięzcę. Przynajmniej tyle zrozumiałem.
-Frank... Przestań.
-Wiesz, ale tu już nie chodzi o to, żeby pokazać twoje umiejętności, choć już dawno powinieneś je ujawnić. Chodzi o to, że może gdybyśmy wystartowali, dyrektor by nas zwolnił z kary. -Zamyśliłem się -Podobno z naszej szkoły jest mało chętnych, a poza tym odkąd jestem w szkole, niczego nie wygraliśmy. Nauczyciele są zdesperowani. - Przerwał. -Wiesz co, ja tą karę mogę odbywać ale chodzi o ciebie. Przecież widać jak zmęczony jesteś wszystkim.
-No nie wiem Frank...
-Przyznaj, to brzmiało na prawdę całkiem nieźle. Można by pogadać że Stelle i się spróbować tak dogadać. -Patrzyłem mu w oczy i myślałem. Może to nie głupie? Poza tym Frank by się pokazał od dobrej strony.
-Pomyśle nad tym, dobra?
-Jasne. -Powiedział, po czym złapał mnie i rzucił na łóżko. -Szkoda, że zadzwonisz do prokuratury, jak cię połaskoczę. -Wymamrotał, kładąc się obok. Uśmiechnąłem się do niego, pokazując rządek białych zębów.
-Śpisz dziś u mnie? -Zwyczajnie zapytałem.
-A mogę? -Próbował udawać zaskoczonego.
-Frank. -Powiedziałem, unosząc brwi.
-Skoro nalegasz... -Wysłał smsa do mamy, który tak właściwie nie był potrzebny. Frank, któregoś dnia, przyznał się, że odkąd jego matka poznała Arthura, przestała się nim interesować i skakała tylko obok nowego męża, aż do teraz. To było dość smutne, ale może to było powodem jego skrytości.
-Masz jeszcze jakieś zdolności? -Zapytał Frank.
-Cóż... -Chwile pomyślałem. -Znaczy nie, nie. -Załamałem się w myślach, gdy zorientowałem się, jak sztucznie to musiało brzmieć.
-Gee. -Popatrzył poważnie
-Trochę rysuje.
-Pokaż!
-Przestań.
-Ej, jestem twoim chłopakiem tak? -Zapytał, podnosząc się na rękach tak, że wisiał nade mną.
-Tak. -Odpowiedziałem szybko.
-No właśnie. W porządku jakbym był zupełnie obcą osobą no ale skoro łączy nas coś więcej?
-Eh, No dobra. -Zgodziłem się. Frank się uśmiechnął, nachylił i dał całusa. Po czym odsunął, robiąc mi przejście, bym mógł iść po rysunki. Niepewnie wstałem i podszedłem do biurka, ale miał racje, niepowinienem taki być przed nim. Szczególnie przed nim. Wyciągnąłem teczkę i dałem mu do przejrzenia, gdy poszedłem na dół po coś do picia. Gdy wróciłem, Frank zaczął komplementować moje szkice. Uważał, że na prawdę mam talent i powinienem go wykorzystać. To był miód dla moich uszu, bo nawet bratu nie pokazywałem tych bazgrołów. Dobrze było słyszeć, że komuś to się podoba. Po półgodzinnym zastanowieniu, zebraliśmy się na spacer. Robiło się powoli ciemno, a my, zupełnie jak kiedyś, szliśmy przez środek ulicy, mimo że co jakiś czas jechały auta. Potem skręciliśmy w inną, gdzie zdarzało się to już sporadycznej. Łaziliśmy, rozmawiając o praktycznie wszystkim. Od szkoły, po nazwy układów gwiazd w kosmosie, co nam zajęło półtorej godziny.
-Wiesz? Ciesze się, że cię mam. -Powiedział Frank. -Zauważyłem to jakiś czas temu, że nie rozumiem, co społeczeństwo ma do homoseksualizmu. Przecież wszystko jest tak samo. - Chwile przemilczał, aż powiedział z dziwnym uśmieszkiem na twarzy. -Prawie. -Zaśmiałem się cicho
-Ja też nie wiem, Frankie. -O mój Boże, co ja powiedziałem. Frankie? Nigdy go tak nie nazwałem, przez co poczułem się głupio i czekałem na reakcje.
-Ciekawe jakby zareagowała szkoła, albo co dopiero Stelle -Zaśmiał się głośniej, unosząc twarz w stronę nieba. Wyglądał trochę demonicznie i nawet nie przejął się tym, jak go nazwałem. -Ale cieszę się, że tu jesteś. Dobrze jest mieć taką osobę. Szczególnie taką jak ty. -Uśmiechnąłem się na przyznanie racji i poszliśmy w stronę domu.
Na miejscu zastaliśmy Mikey'ego, oglądającego jakiś film.
-Jesteśmy! -Krzyknąłem rozbierając buty.
-Wiem. Cześć Frank -Krzyknął, jedząc popcorn. Frank odpowiedział i polecieliśmy na górę. Rzuciłem się na łóżku, mocno zmęczony i zamknąłem oczy. Zostałem zmuszony do tworzenia ich, gdy poczułem na swoim ciele, ciężar ciała Franka. Rzucił się na mnie drań.
-Frank -Krzyknąłem. -Ciężka dupo. -Frank się zaśmiał i zaczął czołgać po mnie, by w końcu położyć się obok.
-A więc jestem teraz twoją dupą?
-Żebyś wiedział. Jesteś moją osobistą dziwką. -Powiedziałem, uśmiechając się.
-Co mam robić panie? -Żartował
-A więc. -Spojrzałem na niego, po czym skierowałem wzrok w dół. Dobra, to było jednoznaczne, mimo to nie miałem nic na myśli. Frank uniósł brwi i się podejrzliwie uśmiechnął. Po czym oboje zaczęliśmy się śmiać, niczym chorzy.
Zeszliśmy jeszcze na dół, by coś zjeść i posiedzieliśmy chwile z Mikey'em w salonie. Rozmawialiśmy na temat filmu, który akurat leciał. Właściwie Mikey objaśniał nam co się stało i dlaczego. Przez jego typowe jąkanie się zrozumieniem tylko tyle, że była jakaś laska i zdradziła kolesia i coś tam. Założę się, że Frank zrozumiał tyle co ja. Typowo.
-Więc -Zaczął niepewnie Mikey. -Od kiedy jesteście razem? -Zamurowało mnie i prawdopodobnie stanęło mi serce. Spojrzałem na Franka, który tez siedział wbity w fotel.
-Mikey. My nie jesteśmy... -Powiedziałem
-Błagam was -Spojrzał na nas obu. -Przecież to widać. -Powiedział poważnym tonem. -Frank co jakiś czas u nas nocuje, cały czas się na siebie gapicie, w pokoju słyszę tylko jak rzucacie się po łóżku i śmiejecie. Zaczynam się bać, gdy ta cisza się nagle przerywa -Zaśmiał się, przez co lekko rozluźnił atmosferę. -Widzicie się praktycznie czasu czas.. Wymieniać dalej? -Zapytał retorycznie. Dalej się nie odzywałem. -No dawaj, przecież wiesz, że nie mam z tym żadnego problemu.
-No więc... Tydzień. -Odrzekłem.
-Cóż, powodzenia życzę. -Uśmiechnął się.
I tak czułem się cholernie dziwnie. Siedzielismy bez słowa, aż Mikey znowu się odezwał
-No błagam was. Jesteście sztywni jak... -Boże, dobrze że przerwał swoją wypowiedzieć, bo wiem do czego nas porównać. -Jak deski. -Poprawił się, cicho śmiejąc -Przecież nic się nie dzieje.
-Mikey... -Zaczął Frank. -Naprawdę to tak widać? W sensie tak poza tym, że tutaj nocuje. Tak gdybyś patrzył na nas, jakbyś nas nie znał.
-Hm... Tak to mniej. -Odpowiedział dyplomatycznie.
-I co teraz? -Wyszeptałem do Franka
-Nie wiem.. -Odpowiedział
-Ej, serio chcecie się z tym kryć? -Zapytał Mikey
-A co możemy zrobić? Wiesz jakie jest społeczeństwo.
-Ale co was to obchodzi? Chyba tu nie liczą się inni? Zerwalibyście tylko dlatego, bo ktoś miałby z tym problem? -Powiedział, po czym zacząłem się zastanawiać.
-Gee, Mike ma racje. -Rzekł Frank
-Nie wiem. Jakoś to będzie. -Powiedziałem do obydwóch. -Idziemy spać?
-Chodźmy -Frank wstał i się rozciągnął. Wszyscy się zebraliśmy, gasząc na dole światło i udaliśmy się na górę.
-Dobranoc -Rzucił jeszcze Mikey, gdy się rozdzieliliśmy w rożne strony. -Nie szalejcie tam. -Odwróciłem się powoli do Mikey'ego z wyrytym na twarzy sarkastycznym zirytowaniem. Ten tylko się zaśmiał i wszedł do swojego pokoju. Wiec odwróciłem się i wszedłem do swojej sypialni.
-Jaki on potrafi być irytujący -Wywróciłem oczami.
-A tam, dobra rada. -Zaśmiał się Frank.
Zacząłem przeszukiwać szafę w poszukiwaniu bluzki, którą ostatnim razem dałem Frankowi do spania.
-Kurde.
-Co się stało? -Zapytał, leżąc na łóżku.
-Miałem ci dać bluzkę, ale tamta jest w praniu. Kochany braciszek. Zaraz znajdę ci inną.
-Wiesz, nie musisz. -Powiedział. Odwróciłem się w jego stronę, tym razem jeszcze bardziej powoli i spojrzałem na niego. Chyba zorientował się wtedy co powiedział i do kogo.
-Będziesz spał bez? -Zapytałem ostrożnie
-Um.. -Zająknął się, ciągle przerażony. -A to problem?
-Nie nie, tak pytam.
-Więc... Tak.
-W porządku. -Odwróciłem się, by Frank nie zobaczył mojego zadowolenia.
-A ty?
-Ja mam bluzkę..
-A musisz ją mieć? -Zapytał, po czym się do niego zwyczajnie uśmiechnąłem.
Poszliśmy się jeszcze się umyć, gdzie ja jak zwykle drugi. Jednak gdy wróciłem, zobaczyłem Franka bez bluzki a w dodatku w samych bokserkach. Leżał na brzuchu, gdzieniegdzie przykryty kołdrą, lecz większość jego ciała była zwyczajnie naga. Twarz słodko rozlewała mu się na poduszce, pod którą miał włożone ręce.
-Nie dałeś mi spodenek. -Powiedział nie podnosząc się.
-A są ci potrzebne? -Ryzykownie, Gerard, ryzykownie.
-Nie. -Podniósł się i przeczołgał na druga stronę łóżka, kładąc. -A tobie są? -Zapytał
-Cóż... Nie? -Powiedziałem, lekko pytając.
-Chodź. -Powiedział. Miałem na sobie jedynie ręcznik, a pod nim bokserki. Więc rzuciłem go na krzesło i zgasiłem światło. Mogłem to zrobić w odwrotnej kolejności. Mogłem. Położyłem się na łóżku przodem do Franka.
-Ale jestem zmęczony -Rzekł.
-Wiem, dobranoc. -Powiedziałem i cmoknąłem go w czoło.
-Dobranoc. -Odrzekł. Mimo wszystko odwróciłem się, dzięki czemu Frank mógł przytulić mnie od tylu i ułożyć się "na łyżeczkę". Przybliżył się bardzo blisko, dzięki czemu czułem jego każde wypuklenie i ciepłe ciało. Frank już zasnął, a ja nie mogłem. Te bokserki zawsze były takie ciasne?
Rozdział byłby wczoraj, gdyby nie ukochana burza, zabierająca internet </3
A, no i cieszę się, że pojawiają się nowe osoby ♥
