12. Reconciliation Park

1.3K 159 14
                                        

Po tych słowach inaczej spojrzałem na świat. On miał rację, nie cofnę tego i trzeba iść przed siebie. Oczywiście to nie było takie łatwe. Otarłem łzy i wziąłem głęboki wdech. Wiedziałem, że to niezbyt dobry moment, mimo to zacząłem
-Frank. W tamtą noc my...
-Wiem. -Przerwał. Spojrzałem na niego zaskoczony. -Julia mi powiedziała. Powiedziała też, że nie chciałeś abym wiedział.
-Żebyś narazie nie wiedział -Poprawiłem i spuściłem głowę.
-Nie wiń jej za to, bo chyba powinienem wiedzieć. -Powiedział ostro.
-Bałem się jak zareagujesz.
-Jak powinienem?
-Nie wiem.
-To czego się bałeś? -Nalegał
-Że zerwiemy kontakt, jasne? -Prawie krzyknąłem. -Jesteś pierwszą osobą, na której mi w jakiś sposób zależy. Gdybyś się dowiedział prawdopodobnie byś to zrobił.
-Hej. Wiem o tym od przedwczoraj i gdzie jestem? Nie przypadkiem obok Ciebie? -Zapytał retorycznie. Zastanawiałem się chwilę nad tym wszystkim.
-To co teraz? -Zapytałem lekko bezsilny
-A widzisz jakieś opcje? -Mocno ściszył ton. Miałem już dość retorycznych pytań, więc po prostu się nie odezwałem. -Gee. Ja też nie chcę cię stracić. Jesteś jedyną osobą, która wie o mnie tak dużo. Jedyną, której chcę dużo o sobie powiedzieć. I szczerze nie sądziłem, że pojawi się ktoś, kto tyle dla mnie zrobi. Jeżeli tak będzie lepiej, po prostu zapomnijmy. -Powiedział.
-Skąd wiesz, że tak będzie lepiej. -Powiedziałem tak cicho, że ledwie usłyszał. Zapanowała cisza, póki nie przerwał jej mój brat, krzyczący z daleka.
-Muszę iść -Powiedziałem
-Wiem. -Frank nie tryskał radością.
-Chodź, podwieziemy Cię taksówką.
-Nie trzeba.
-Frank -Nalegałem. Chłopak tylko pokręcił głową na znak zgody i razem poszliśmy do taksówki, gdzie Mikey już czekał. Mama postanowiła zostać przy grobie, a nam kazała wracać. Gdy jechaliśmy, Frank cały czas patrzył przez okno. Był przybity, ale nie do końca wiedziałem, gdzie popełniłem błąd. I czy to w ogóle ja go popełniłem.

Gdy byłem już w domu, samotnie siedząc w pokoju, rozmyślałem nad moim życiem. To prawda, śmierć ojca nic nie zmieniała, a zarazem zmieniała wszystko. Jednak ja skupiałem się na czymś innym. Na czymś, co powinienem przewałkować jakiś czas temu. Nie da ukryć się, że ostatnio całowałem się i o mało nie... Doszło do czegoś więcej z Frankiem. Bo przecież przyjaciele, czegoś takiego nie robią. Trochę mnie przerażało, że te wszystkie zdarzenia, doprowadziły mnie do tych przemysleń, ale nie miałem na to wpływu. To się działo samo, i nie mogę wiecznie zganiać na alkohol. Szczerze mówiąc, wtedy gdy Frank przyszedł do mnie w nocy i wyszliśmy na spacer, poczułem coś więcej. Wtedy, gdy szedłem obok niego, chciałem abyśmy byli kimś więcej niż przyjaciółmi, przez co karciłem się w myślach. Może mi się nawet spodobał? Jest dość słodki. Ma ładne oczy i uśmiech... Stop. Przecież co mi po tym, skoro to tylko z mojej strony. Nawet nie wiem, jak on się czuje z tym wszystkim, a nie zapytam wprost czy mu się podobam. Z resztą, nawet jeśli dostałbym twierdzącą odpowiedź, to co dalej? Bylibyśmy razem? To nie byłby dobry pomysł. Sam nie wiedziałbym jak się za to zabrać, za związek z chłopakiem. Poza tym, społeczeństwo. Byłoby zbyt trudno. Przy najbliższym spotkaniu porozmawiam z nim. Gorzej, gdyż jutro miałem wrócić do szkoły. Niestety matura powodowała, że musiałem szybko się zebrać na nogi.
Wieczór. Mama wróciła, ledwie trzymając się na nogach i zamknęła się w swoim pokoju, udając, że idzie spać. I tak słyszałem, jak cicho szlochała nocą. Czułem się podle, gdy ustaliłem, że nie zamierzam się do niej wybrać. Mikey już przy niej był, a ja miałem dość swoich problemów.

Cisza o poranku była najgorsza. Siedziałem samotnie w kuchni. Normalnie wszyscy by się krzątali, a jedyne co mogło mnie denerwować to brak. Pustka. Zapaliłem papierosa, siedząc w kuchni i pijąc kawę. Miałem dużo czasu do wyjścia. Nawet nie przejmowałem się, że mama w każdej chwili mogła przyjść. Usłyszałem schodzenie po schodach, a ja siedziałem przy otwartym oknie, czując chłód, który przelatywał przeze mnie. Mikey wszedł do pomieszczenia, usiadł na krześle po drugiej stronie i przesiadywaliśmy razem, w wyziębionych czterech ścianach. Nie odezwaliśmy się ani słowem, bo nie mieliśmy co do siebie powiedzieć. Do płuc, przyjmowałem coraz więcej dymu, przez co robiło mi się słabo. Było to normalne przy moim pierwszym papierosie z rana. Mimo wszytsko zawsze czułem się otępiony i męczyłem się samym oddychaniem. Odpoczywać po papierosie, do czego to doszło? Po piętnastu minutach wyszedłem do szkoły. Z Frankiem spotkałem się dopiero na pierwszej lekcji. Spóźnił się jak zawsze. Zauważył w jakim byłem nastroju, przez co na przerwie zabrał mnie do szatni. Chodziło tam więcej osób ale po chwili wychodzili, więc nie robiło to większego problemu.

See u tomorrow? | Frerard Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz