-Hej w porządku? -Zapytał chłopak, który pożyczył mi telefon. Mało nie wypuściłem go z ręki, więc od razu go zabrał. Stałem nieruchomo, nie potrafiłem nawet drgnąć. Zanim chłopak zdążył jakkolwiek zareagować, upadłem na kolana. Wszystko zaczęło się wydawać jakby w zwolnionym tempie. Zauważyłem jeszcze jak Julia i Frank do mnie podbiegają. Otrząsnąłem się, gdy delikatnie dostałem w policzek.
-Co się dzieje, Gee? -Zapytał Frank, klęcząc przede mną. Milczałem jeszcze parę chwil.
-Nie żyje. -Wyszeptałem, gdyż zabrakło mi głosu.
-Co? -Zapytał ponownie. Znowu potrzebowałem paru chwil na odpowiedź.
-Mój ojciec.
-Co ty mówisz. Wstawaj. Twój ojciec jest w delegacji. -Podnieśli mnie na na nogi. Wtedy powróciła świadomość. Zrozumiałem co się właśnie stało. Do oczu napłynęły mi łzy, których potoku nie mogłem powstrzymać.
-O mój Boże. -Zakryłem usta ręką, próbując nie wybuchnąć płaczem.
-Nie nie -Mówił Frank widząc mój stan. -Co powiedział Mikey? -Zapytał.
-On. Wypadek. -Mówiłem pojedyncze słowa, bo nie mogłem nic więcej wypocić. -Frank, on. Nie żyje -Nie wytrzymałem i wybuchłem płaczem. Po tych słowach, mocno oniemiały Frank od razu mnie przytulił. Potok łez był tak wielki, że zmoczyłem mu całe ramię. Julia i nieznajomy tylko obserwowali zszokowani. Frank głaskał mnie po głowie, nic nie mówiąc. Wiedział, że to nic nie da. Po chwili skierował mnie bym usiadł, bo już nie wytrzymywałem, by dalej stać. Chciałem, żeby znowu mnie objął, bardzo tego potrzebowałem ale nie chciałem się na siłę na niego pchać.
-Gerard, tak czy tak, musiałbym ci to powiedzieć -Ostrożnie zaczął Frank. -To normalne, że musisz się wypłakać. Ale to złe miejsce. Musisz wrócić do domu. Mikey i mama Cię potrzebują, martwią się. -Powiedział przekonująco. Spojrzałem na niego, już zapuchniętymi oczami, i pokiwałem głową. -Chodź, gdzieś tu musi być łazienka, umyjesz twarz i uspokoisz się, w porządku? -Kolejny raz pokiwałem głową. Usłyszałem jak Julia przeprasza, za całą sytuacje chłopaka i za chwile dołączyła do nas.
Frank cały czas nade mną stał. Pilnował i obserwował każdy ruch. Szedłem, kierując się instynktem, bez emocji, prawie niczym zombie. Nawet nie zastanawiałem się dlaczego Julia jechała z nami.
Gdy udało nam się dotrzeć pod mój dom, mimo, że nie było łatwo, Frank stanął naprzeciwko mnie i spojrzał w oczy.
-Poradzisz sobie? -Zapytał.
-Tak. -Powiedziałem i spojrzałem na Julię.
-Tak mi przykro -Powiedziała, obejmując mnie. Sam też ją przytuliłem po czym odwróciłem się do Franka, jakbym czekał aż on coś zrobi. Ten jednak tylko złapał mnie za włosy z tylu i przybliżył moje czoło do swoich ust, zostawiając na nim pocałunek. Zacząłem oddalać się w swoją stronę, pozostawiając ową dwójkę za sobą.
Nie byłem w stanie opisać, tego, co wtedy czułem. Ojciec... Mimo, że ostatnio był inny, w dzieciństwie był moim bohaterem. Zabierał mnie wszędzie, nauczył łowić ryby. Był świetnym ojcem mimo moich błędów. A teraz? Nie ma go i nie będzie. To się stało zbyt szybko, zbyt nagle. Nie daruję sobie, że ja byłem, nawet nie pamiętam gdzie, zupełnie pijany, gdy on umierał.
Wszedłem do domu, gdzie zastałem tylko Mikey'ego, który siedział na schodach, płacząc. Szybko podszedłem do niego i go objąłem. Ten jednak odepchnął mnie i wstał.
-Gdzie do cholery byłeś?! -Wykrzyczał i pobiegł na górę, zatrzaskując się w pokoju. Rozumiałem go. Wszystko się rozsypało. Tata miał wypadek, mnie nie było całą noc, a on siedział sam w domu, płacząc. Poczułem się podle, ale nie byłem już w stanie płakać. To był ten moment, kiedy już nie mogłem nic zrobić. Siedziałem na schodach i patrzyłem przed siebie. Nie wiem ile minęło czasu, ale mój brat wyszedł i z powrotem usiadł obok mnie. Po chwili milczenia, powiedział
-Gerard.. Nie wiem co ze sobą zrobić. Mama pojechała do szpitala, kiedy w końcu powiedziałem jej, że nic ci nie jest. Kazała mi czekać na ciebie. I siedzę w tym domu, zupełnie sam od godziny. -Rozpłakał się, opierając się o mnie.
-Mikey... Nie wiem co powiedzieć. Przepraszam? Nie wiem nawet co się stało. Czemu nie wróciłem na noc. Nigdy taki nie byłem. -Obłąłem go
-Byłeś z Frankiem? -Wyjąkał
-Tak.. -No i sprawa rozwiązana.
-Nigdy więcej tak nie rób, rozumiesz? Nawet jak będziesz miał trzydzieści lat. W innym wypadku, przywiąże Cię do krzesła taśmą malarską. -Po tym słowach nieznacznie się uśmiechnąłem. Objąłem brata jeszcze mocniej, wtulając go w siebie. Jeszcze chwilę rozmawialiśmy o tym co się właściwie ze mną działo. Wytłumaczyłem piwo i zgubienie telefonu, zanim Mikey zdecydował, żebyśmy wybrali się do szpitala, do mamy.
