Pięć minut po zakończeniu rozmowy z Michaelem jestem już ubrana i gotowa. Biorę jeszcze tylko mój telefon i pieniądze i najciszej jak umiem wymykam się z domu. Nie jest to zbyt trudne, bo w drodze do drzwi wyjściowych, zauważam mamę w salonie. Śpi jak zabita.
Na zewnątrz łapię taksówkę i jadę do szkoły. Piętnaście minut później jestem na miejscu. Płacę taksówkarzowi i biegiem lecę na szkolny parking. Od razu zauważam Michaela. Gdy jestem dwa metry od niego, pytam co się stało.
Chłopak na poczatku nic nie odpowiada, po prostu łapie mnie w ramiona i przytula tak przez kilka chwil.
– Powiesz mi w końcu, co się stało? – pytam.
Michael odsuwa się. Nie wygląda dobrze. Przeczesuje włosy palcami.
– Luke mnie pocałował – wyrzuca w końcu z siebie.
Odejmuje mi mowę. Okay, będąc szczerą, nie trudno zauważyć, że Luke lubił Michaela. Ale nie lubił, tylko lubił lubił, jeśli wiecie o co mi chodzi.
– Dlatego wybiłeś mu okno w pokoju?
Michael wybucha nerwowym śmiechem.
– Mniej więcej. Graliśmy tak jak zawsze. Wszystko było okay... I nie wiem. Pocałował mnie. Z zaskoczenia rzuciłem joystickiem w okno.
Może to wredne, ale nie umiem się powstrzymać i wybucham śmiechem. Jednak widząc minę Michaela, uspokajam się.
– Może chciał tylko sprawdzić, jak to jest całować chłopaka?
Michael spogląda na mnie, jakby liczył na inną odpowiedź. Bądźmy szczerzy, co mogłam na to odpowiedzieć? Luke go pocałował, moja wewnętrzna fanka skacze z radości i ma ochotę krzyczeć, jak szalona. Jednak Nadia, która polubiła Michaela nawet nie wiem, jak na to zareagować.
– Myślę, że powinieneś go zapytać, dlaczego to zrobił – mówię po chwili. – Wiesz, że jestem twoją przyjaciółką – dodaję, starając się, by mój głos się nie załamał – ale nie siedzę w twojej czy jego głowie. Nie wiem, co myślicie ani czujecie i powinniście to razem rozwiązać.
Mikey podchodzi do mnie i mnie mocno przytula. Trzyma mnie tak w objęciach przez dobre kilka minut, nim się odsuwa.
– Nie wiem, co czuje Luke ani dlaczego to zrobił – oznajmia. – Jednak wiem, co ja czuję i czego chcę.
Nie wiem dlaczego, ale czuję nieprzyjemne kłucie w sercu. Mam ochotę uciec, schować się w moim pokoju i nie wychodzić przez miesiąc, ale jestem silna i nie ruszam się z miejsca.
– A tym czego chcę – ciągnie dalej Mikey – jesteś ty, Nadio.
Odejmuje mi mowę. I szczerze, choć czuję się lepiej na sercu, tym bardziej nie wiem, co mam teraz zrobić, więc po prostu stoję jak głupia i gapię się w Michaela.
– Chcę wiedzieć, jak smakują twoje usta – oznajmia z lekkim uśmiechem. – Chcę tego najbardziej na świecie. Pozwól mi cię pocałować. Proszę.
Ja. Pierdole. Czy on chce, abym zemdlała? Umrę, przysięgam, zaraz umrę z tych wszyskich emocji. Nie spodziewałam się tego wszystkiego, jadąc tutaj. W sumie nie wiem, czego się spodziewałam, ale na pewno nie tego.
Widzę jak i tak niewielki uśmiech Micky'ego znika. Ugh.
Podchodzę do niego bliżej i przyciągam go do siebie. Chyba z wrażenie przez pierwsze kilka sekund nie odwzajemnia pocałunku, jednak ta chwila mija szybko i zaraz czuję jego język na moim.
Całuję Michaela Gordona Clifforda. O boże. Gdyby nie to, że mnie trzyma mocno w swoich objęciach, to bym padła.
Gdy w końcu się od siebie odsuwamy, Mikey nie potrafi ukryć swojego uśmiechu.
– Smakujesz lepiej niż myślałem – mówi. – Hmm... jak truskawki, lubię truskawki, przynajmniej od teraz. - Gdy tylko końcu to mówić, wraca swoimi ustami do moich.
W co ja się wkopałam?
____________
Aaaaaa. Chyba czas tu wrócić.
Czy nadal ktoś chce to czytać?
CZYTASZ
I wanna pizza | M. C.
FanficMikey: czyli przyjmujesz zakład? Me: wygraną mam w kieszeni Mikey: nie bądź taka pewna Mikey: jeśli wygram, pójdziemy na randkę Mikey: jeśli Ty wygrasz, dam Ci spokój Me: dobra, masz miesiąc Mikey: miesiąc? Mikey: wystarczy mi tydzień *fragment roz...
