Wkurzona to ona była na pierwszy rzut oka. Była wkurwiona i tak nie wiem czy to słowo dobrze opisze jej wściekłość. Emanowała od niej żądza mordu. Dosłownie.
Skoczyłam na równe nogi kiedy trzasnęła drzwiami. Zaczęła się do mnie zbliżać. Ona stawiała krok do przodu natomiast ja do tyłu aż moje plecy zetknęły się ze ścianą. Nie mam pojęcia do czego jest zdolna. Spojrzałam jej w oczy. Momentalnie tego pożałowałam. Jej szmaragdowe tęczówki były niemal czarne. Ona... Ona się naćpała? Tylko to może tłumaczyć nagły wybuch agresji i powiększone źrenice.
-Słuchaj gówniaro, nie ze mną te numery.- warknęła, czułam jej miętowy oddech na twarzy. Nie wyczułam nic oprócz mięty. Więc to że się naćpała odpada.
-O co Ci kurwa chodzi!?- powiedziałam. Zaczyna mnie irytować ta sytuacja. Najpierw Camila prosi abym się z nią dogadała, a sama wpada do pokoju zapewne z tysiącami scenariuszy w głowie jak sprowokować moją śmierć.
-O co?! Jeszcze się pytasz?- zaczęła krzyczeć.
-Nie wiem o co Ci chodzi!-
-Co robiłaś w skrzydle Camili?- zasyczała.
A więc o to chodzi. Moje podejrzenia stają się coraz bardziej realne. No to zgrywamy cwaniaka.
-Nic, co Cię powinno obchodzić- uśmiechnęłam się.
-Chyba Ci się dziewczynko coś pomyliło i nie wiesz z kim masz do czynienia- warknęła i przygwoździła mnie mocniej do ściany.
-No chyba nie. Z kim? Hm... Z zazdrosną, naćpaną laską.- powiedziałam, a Lauren poczerwieniała ze złości.
-Nie jestem kurwa zazdrosna!- krzyknęła.
-Ani naćpana. Na to wskazuje, że jednak jesteś.- pchnęłam ją przez co zrobiła dwa kroki do tyłu. Nie spodziewała się takiej reakcji z mojej strony. Jak widać to ona nie jest świadoma tego na co mnie stać. Zaczęłam stawiać kroki do przodu przez co ona zaczęła się cofać. Czyżby wielka twardzielka się bała? Niemożliwe.
-Ciebie Camila nigdy nie zaprosiła do siebie? -zapytałam z drwiącym uśmieszkiem. Kiedy miałam ją popchnąć, przerwało mi kaszlnięcie. Obie odwróciłyśmy się w stronę dźwięku.
W drzwiach stała Camila.
-Wasze wrzaski słychać w całym domu!- krzyknęła, wyraźnie zdenerwowana.-No co?! Mowe wam odebrało?!-
Ja poczerwieniałam, nie wiedziałam jak się w takiej sytuacji zachować. Przecież mało brakło a bym pobiła się z Lauren. Czarnowłosa tylko spuściła głowę.
-Jak jesteście takie skore do walki to może zakład, hm? Zobaczymy która z was jest lepsza- powiedziała podchodząc do nas.-A na zachętę będzie dodatkowo nagroda- mały uśmiech wkradł się jej na twarz.
Lauren podniosła głowę, zmierzyła mnie wzrokiem.
-Przecież ja ją zniszcze. Ta kruszyna nie da sobie ze mną rady. Trupa w worku będziesz wynosić.- roześmiała się czarnowłosa.
-Lo...- powiedziała Camila, a twarz Lauren złagodniała. Teraz widzę to. Lauren najwyraźniej coś czuje do Camili! Cabello jest tego najwyraźniej jest tego świadoma i wykorzystuje to.
-Wiem, że uwielbiasz 'kozaczyć'- Camila zrobiła cudzysłów palcami.- Ale nie wiem czy w tym przypadku dasz sobie radę- kontynuowała.
-J-jak to?- zająkała się Lauren.
-Widziałam przecież, że Cię odepchnęła. Nasz mała Lexa, ma więcej siły niż Ci się zdaje.- puściła do mnie oczko.W tej chwili zastanawiam się czy ona wie o mnie wszystko? Zachowuje się jakby dokładnie wiedziała co zrobić i powiedzieć żebym jej uległa. Stałam sparaliżowana. Strachem. Tak, to był strach. Bałam się co Lauren mi zrobi, a także tym, że Camila wie dużo więcej na mój temat niż to pokazuje.
CZYTASZ
DEAD POINT
ФанфикшнZ pierwszego martewgo punktu wyciągnęła mnie krótkotrwała jasność po czym wpędziła w jeszcze strasznejszą ciemność którą rozproszył anioł dzięki któremu ciemność już nie nastała.
