W tej chwili jestem w realizacji najtrudniejszej jak dotychczas misji. Próbuje wejść do willi nie zauważona przez żadnego z domowników. Stojąc przed wejściem próbuje sobie przypomnieć czy kiedy otwiera się te drzwi wydają z siebie jakiś dźwięk. Nie mogąc przypomnieć sobie żadnej takiej sytuacji delikatnie naciskam na klamkę i je otwieram. Pierwsza część za mną, teraz tylko korytarz i mój cel schody i ostatnia prosta do pokoju. Nic trudnego. Szybko zdejmuje buty i w skarpetkach przemierzam korytarz najciszej i najszybciej jak potrafię. Czuje się jak włamywacz. Przechodząc obok salonu do moich uszu dostają się niezidentyfikowane dźwięki. Miałam cichą nadzieję, że jednak nikogo nie będzie w tym pomieszczeniu.
Mimowolnie spojrzałam w stronę kanapy. Ten widok spotykam niemal codziennie. Camila przyssana do Lauren.
Nie połknijcie się. Rozumiem miłość i te sprawy ale zawsze kiedy akurat wchodzę do domu?
Zaczęłam robić większe kroki żeby szybciej przejść obok wejścia do salonu. Druga faza planu zakończona sukcesem. Teraz tylko schody i...
-Lexa!- ...koniec.
Odwróciłam się na pięcie kierując z powrotem do salonu.
-Tak?- oparłam się o białą framugę.
Lauren siedziała oparta o kanapę, Camila między jej nogami opierając się o klatkę piersiową zielonookiej.
-Nie musisz się zakradać.- roześmiała się Cabello.-Przecież nic Ci nie powiemy. Każdy był młody i musiał spróbować wszystkiego.-
-Hej! Ja dalej jestem piękna i młoda!- oburzyła się czarnowłosa. Camila jedynie pokręciła głową.
-Nikt temu nie przeczy, pszczółko.- odpowiedziała jej.
-Mogę już iść?- czasami przy nich czuje się jakbym była przyłapana na jakiejś zbrodni i była przesłuchiwana.
-Lex! Ale tak bez żadnych szczegółów z pikantnej nocy?!- krzyknęła Lauren.
-Lo, przestań ją zawstydzać.- wskazała dłonią na mnie. - I tak już jest czerwona.-
Automatycznie dotknęłam policzka.
Czarnowłosa otworzyła usta ale przerwał jej dzwonek do drzwi. Pobiegłam je otworzyć, zapominając o tym, nie mam butów. Poślizgnęłam się i wpadłam prosto w ramiona Clarke. Clarke?! Zamrugałam kilkukrotnie. No tak przed sobą mam uśmiechniętą twarz Clarke.
-Co Ty tu robisz?- zapytałam. Dopiero potem zdałam sobie sprawę jak chamsko to zabrzmiało. Podała mi rękę żebym mogła wstać.
-Nie ma za co.- powiedziała kiedy już stałam z nią twarzą w twarz.
-Co?- zmarszczyłam brwi na co się roześmiała.- A no tak. Dziękuje Clarke.- cmoknęłam ją w policzek.
-Lexa! Kto przyszedł?- usłyszałyśmy krzyk z salonu. Popatrzyłyśmy z blondynką na siebie, złapałam ją za dłoń ciągnąc w stronę salonu.
-Umm.. Dziewczyny muszę wam kogoś przedstawić. To jest Clarke.- niezręczność wisi w powietrzu. Jednak Camila i Lauren miło mnie zaskoczyły.
-Jestem Camila.- podała rękę blondynce. Przez kilka sekund się na siebie patrzyły.
-Cabello?- wypaliła niebieskooka.
-Ta sama.- roześmiała się Camila.
-Ile to lat minęło?- Clarke zgarnęła ją do niedźwiedziego uścisku.
-Sześć, siedem?-
-Nic się nie zmieniłaś!-
-Nigdy nie pomyślałabym, że znów się spotkamy!-
Ja razem z Lauren stałyśmy z szeroko otwartymi oczami. Co tu się własnie stało?
-Lauren! Pamiętasz Griffin?- czarnowłosa lekko skinęła głową.
Jestem nieźle zdezorientowana. Czemu wszyscy się znają?!
-My już pójdziemy.- złapałam blondynkę za łokieć i pociągnęłam w stronę schodów. W ciagu kilku chwil znalazłyśmy się w moim pokoju.
-Chce wyjaśnień.- zażądałam, zamykając drzwi.
-Lexie, spokojnie to nic takiego. Lauren była w szpitalu podczas mojego stażu. Zupełnie jak ty, tylko nie przez pobicie, a przedawkowanie narkotyków. Camila codziennie u niej była dlatego się znamy.-
-Uch, okej.- mruknęłam. Byłam bardziej przekonana, że to przez prace się znają.
-Dziwnie jest je spotkać w takich okolicznościach.- pociągnęła mnie za ręce w stronę łózka. Nie zorientowałam się nawet kiedy wylądowałam na niej. Poprawiłam się jedynie opierając brodę o jej mostek.
-Nie chcę wyjść na nieuprzejmą ale co ty tu tak właściwie robisz, Clarke?- oczy blondynki zabłyszczały kiedy wypowiedziałam jej imię. Nie mam pojęcia czemu tak na nią to działa jednak podoba mi się taka reakcja.
Niebieskooka położyła jedną dłoń na moich plecach i delikatnie jeździła po nich palcami wywołując przyjemny dreszcz.
-Zostawiłaś u mnie telefon.-pocałowała mnie w czoło.- Przy okazji dowiedziałam się gdzie mieszkasz i kogo się tak boisz.- uśmiechnęła się głupkowato.
Prychnęłam i ułożyłam policzek na jej mostku żeby stracić kontakt wzrokowy.
-Hej, nie obrażaj się. Chyba zasługuje na coś za zwrócenie komórki?- zrobiła dzióbek i wskazała palcem na usta.
Westchnęłam podnosząc się na wysokość jej ust i łącząc je na krótko. Wróciłam do mojej wcześniejszej pozycji udając obrażoną.
-Tak nie będzie!- zaśmiała się i przerzuciła mnie pod siebie. - Teraz dostanę takiego całusa na jakiego zasługuje?- pochyliła się aby złączyć nasze usta. Smakowała papierosami i limonkową gumą do żucia.
Nagle drzwi się otwierają, a do pokoju wpada Lauren z Dinah psując nam chwilę wziętą niczym z filmu.
Szmaty!
Dziewczyny oparły się o siebie plecami, a dłonie ułożyły tak jak dzieci kiedy bawią się w policjantów aby upodobnić je do pistoletu.
-I co agentko Jane dalej uważasz, że to tylko koleżanki?- powiedziała Lauren z powagą.
-Absolutnie nie agentko Jergi.- zaśmiała się Dinah.
-Zjebałaś Idiotko!- Lauren wyrzuciła ręce do góry w geście rezygnacji.- Bawcie się grzecznie.- krzyknęła na odchodne, a po tym obie opuściły pomieszczenie.
-Zabije je kiedyś, przysięgam.- próbowałam ukryć twarz za poduszką. Czułam jak bardzo jestem czerwona.
-Lexa to mocne słowa jak na osiemnastolatkę.- westchnęła Clarke. -Oddaj to, wyjątkowo słodko wyglądasz z rumieńcami, a ja chcę poznać każdą twoją wersje.- odebrała mi poduszkę i rzuciła na drugi koniec łóżka.
-To nie jest śmieszne.- burknęłam.
-Jak mam rozweselić moją księżniczkę?- ucałowała mnie w czoło, nos i delikatnie w usta.
-Twoją?- zapytałam z uśmiechem.
-Tak, tylko moją.-
Trzy słowa które niesamowicie poprawiły mi humor i przez które poczułam ciepło na sercu.
***
CZYTASZ
DEAD POINT
FanfictieZ pierwszego martewgo punktu wyciągnęła mnie krótkotrwała jasność po czym wpędziła w jeszcze strasznejszą ciemność którą rozproszył anioł dzięki któremu ciemność już nie nastała.
