Rozdział 23

1.6K 83 46
                                    

Jimin POV.

Nie chciałem opuszczać Jungkooka, ale musiałem. Policja, która była wtedy w szpitalu dała mi do myślenia, że muszę w końcu działać. Nie odpuszczę im- nie dzisiaj. Muszą zapłacić za swój błąd.

Zaparkowałem przed posterunkiem policji. Wziąłem głęboki wdech i wyszedłem z auta kierując się do wejścia.

-Dzień dobry, chciałbym zgłosić próbę zabójstwa.- powiedziałem, kiedy znalazłem w jakimś gabinecie.

-Dzień dobry, w takim razie zapraszam- wskazał policjant miejsce naprzeciwko niego. Usiadłem.- Proszę powiedzieć o co chodzi.- rozpoczął. Opowiedziałem mu od deski do deski co się stało i jacy są moi "rodzice". W głębi duszy cieszyłem się, że zostaną ukarani, ale nie pomyślałem co się stanie z JiSoo, a słowa ojca odbiły mi się o uszy, ale w końcu wyrzuciłem to z siebie.

-Dobrze. Tyle mi wystarczy.-skończył zapisywanie.- Zajmiemy się tą sprawą.

-Dziękuje- uścisnąłem mu dłoń później wychodząc. Czułem dziecięcą radość w wewnątrz mnie. Wsiadłem do auta odpalając go. Po drodze dostałem SMS'a od Tae. Kazał jak najszybciej wstawić się na boisku. Przyśpieszyłem odrobinę, a chwile później dotarłem na miejsce. Zaparkowałem i zamknąłem auto. Powolnym krokiem ruszyłem do szatni. Zastałem tam całą drużynę.

-Siema, co się dzieje?- przywitałem się ze wszystkimi

-Dzisiaj zatrudnili nowego trenera- wyjaśnił jeden z nich.

-Co?- nie mogłem w to uwierzyć, czyli jednak to prawda. To co nam powiedział stary trener spełniło się.

Drzwi od biura otworzyły się, a zza nich wyszedł dobrze zbudowany mężczyzna. Był młody, ale bardzo umięśniony. Powyżej dwudziestego piątego roku życia? No może ciut więcej. Miał czarne włosy i był wysoki. Pod pachą trzymał piłkę, a na szyi miał gwizdek.

-Witam was. Mam na imię Lee Han-Do, ale macie do mnie mówić panie trenerze.- powiedział stanowczo- No dobra- krzyknął- Na początek chce się dowiedzieć jak macie na imię i kto jest kapitanem.- mierzył nas wzrokiem. Wyszedłem bardziej na przód.

-Ja jest kapitanem tej drużyny.-odpowiedziałem stając jak w żołnierce- na baczność.

-Mam nadzieję, że ta drużyna jest dobra?- podniósł brew

-Najlepsza- odpowiedziałem zgodnie z prawdą.

-Cieszę się- uśmiechnął się. Chwilę się na mnie patrzył przez to się trochę speszyłem.- No na co czekacie? Na boisko!- wszyscy wyszli.- Ale ty Zostajesz.- zatrzymał mnie łapiąc za rękaw.

Wszyscy wyszli. Zostałem tylko ja i trener. Staliśmy w miejscu, no może tylko ja, bo on krążył wokół mnie.

-Powiedz, jak się nazywasz chłopcze?- spytał nadal krążąc wokół mojej osi.

-Park Jimin.

-Jimin...- powtórzył- Ładne imię dla ładnej osoby, pasuje ci.- lekko się zarumieniłem i ponownie speszyłem. Co on kombinuje?

-D-dziękuje.- uciekałem wzrokiem.

Co z tobą, Jimin? Bądź twardy! Nie daj się omotać!

Skarciłem się w myślach, że teraz pozostałem czujny.

-Słodki jesteś- zaśmiał się dotykając moich włosów.

-Przepraszam bardzo, ale chyba się coś panu pomyliło- odsunąłem się.

-Mi? Skądże- odpowiedział- Po prostu podoba mi się twoja buźka- zaczął podchodzić.- I...może coś jeszcze?- wtedy spojrzał się na moje krocze.

Piłka to nie wszystko /JikookOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz