Piątek, piąteczek, piątunio! Nie wiesz co ci się dziś przydarzy, ale masz nadzieję, że zakończysz tydzień szkolny mile spędzonym dniem.
Jak to w piątki przyszło o wiele mniej osób, bo już prawie weekend i nie ma sensu iść do szkoły. Niestety ta wymówka na moich rodziców nie działa. Trzeba się zebrać w sobie i przetrwać jakoś ten dzionek!Przekroczyłam szkolny próg z całkiem dobrym nastawieniem, choć mam przeczycie, że dziś stanie się coś na moją niekorzyść.
Po długich poszukiwaniach znalazłam w końcu Petera na korytarzu. Siedzi na ławce, czyta książkę i słucha muzyki. Mam nadzieję, że jest w miarę optymistycznie nastawiony do dnia mimo swojej utraty kostiumu i zawodu autorytetu.
- Hej Peter!
- Siemka Ned- oderwał wzrok od książki i spojrzał na mnie. W końcu ją zamknął i przesunął się, żebym mogła usiąść.
- Czy tylko ja mam wrażenie, że dziś spotka mnie coś niedobrego?
- Jak to niedobrego? Przecież widzimy się wieczorem i będziemy leniuchować!
- Tak, ale wydaje mi się, że w szkole się coś stanie.
- Może... nie zamartwiaj się tylko chodź na chemię.Poszliśmy do mojej szafki i wyciągnęłam z niej stertę książek potrzebnych na dzisiejsze lekcje. Włożę je do plecaka dopiero w klasie bo teraz na korytarzu jest taki tłok, że niema miejsca na rozpychanie się i pakowanie. Peter trochę mnie odciążył i ruszyliśmy przez korytarz, przepychając się między uczniami.
Kiedy uważałam, żeby się nie potknąć akurat ktoś zwalił ramieniem stos książek, który trzymałam w rękach. O hura Liz!... Ciekawe czy zrobiła to specjalnie...
Pomogła mi zebrać podręczniki, mruknęła coś jakby 'sorki' i zaczęła rozmowę z Peterem. Jakby mnie tam w ogóle nie było. Świetny początek dnia! Teraz mam pewność, że zwaliła moje książki tylko po to, żeby pogadać z Peterem.
Chłopak jest bardziej nieśmiały niż był, zanim zaprosił Liz do kina.
Nawet po tym jak zadzwonił dzwonek, to ci nawet tego nie zauważyli, tylko dalej brnęli w pogaduszki. A raczej Liz w nie brnęła.
- Peter, idziemy do klasy?- muszę to jakoś przerwać, bo zaraz mi ręce odpadną. 3 minuty gadania powinny starczyć. Nie bronię Parkerowi rozmawiać z nią w ogóle ( ze względu na moją zazdrość), ale co za dużo to nie zdrowo.
Kiedy w końcu się pożegnali, Liz spojrzała na mnie zimnym wzrokiem i odeszła.
- No, brawo Peter, oby tak dalej i zaprosisz ją na bal! A teraz czy możemy iść? Zaraz mi ręce odpadną!
- Dobra już nie marudź. Idziemy, idziemy.Moje przeczucie mnie nie zawiodło, na chemii nauczycielka wybrała akurat mnie do odpytania, a że wczoraj całe popołudnie spędziłam na promie to w ogóle się nie nauczyłam i dostałam D. Nie do poprawy.
Po lekcji potknęłam się o worek jakiegoś głupka, który go upuścił i zjechałam po schodach na pół piętro. Peter pomógł mi wstać pytając się 5 razy czy nic mi nie jest. Minęła dopiero 1 lekcja, a mi się już coś przytrafiło! Mam nadzieję, że resztę dnia spędzę w spokoju.
Poszliśmy na geografię i nasz kochany nauczyciel stwierdził, że porobimy prace w grupach. Wylosował nasze nazwiska i podzielił na 5 grup. Trafił mi się leniwy Victor, nerdowata Luiza, która poza nauką świata nie widzi i męczy w kółko o wyniki testów i średnią oraz nieśmiała Rose. Jakoś muszę sobie poradzić... podzieliliśmy zadania, ale jak można było się spodziewać Victor nic nie robił tylko marudził, Luiza gadała do mnie coś o pracy z hiszpańskiego, z której jak nie dostanie 6 to jej średnia spadnie o 0,33 setnych, a z Rose było trudno cokolwiek ustalić, bo na wszystko odpowiadała nie wiem. Jak ja nie cierpię pracy w grupach! Na nikogo nie można liczyć oprócz siebie.
Kiedy w końcu oddaliśmy nasze 'dzieło' mogłam odpocząć przy lunchu z budyniem czekoladowym. Biedny Peter musiał wysłuchiwać moich wyżaleń co do pracowitej grupki na geografii.***
Gdy dzień w szkole się zakończył musiałam lecieć do pracy... w deszczu.
Przeklinałam ten dzień pod nosem, bo miałam już go tak strasznie dość.
- Rany Ned, co się dzieje, że chodzisz cały czas taka spięta?
Westchnęłam głośno i głęboko.
- Mam dość dzisiejszego dnia.
- Ned to już piątek, w piątki nie jest tak źle.
- Akurat dzisiejszy jest do niczego... Mam ochotę już wrócić do domu i poczekać na Petera.
- Uuuu na Petera powiadasz? Co się dziś szykuje?
- Nic, po prostu zaprosiłam go na noc.
- Cały wieczór spędzony z miłością twego życia. Błagam zrób coś żeby zostawił tą Liz w spokoju i zainteresował się tobą. Dziś masz na to szansę.
- Tak wiem Nat, że powinnam coś zrobić, ale co ja mogę w tej sytuacji poradzić? Po prostu przyjdzie, pogramy na konsoli, zjemy 5 paczek chipsów i idziemy spać- mam mu zacząć narzekać na Liz czy co żeby się od niej odwrócił? Z resztą nawet to nie działa.
- A gdzie go przenocujesz? Chyba nie na kanapie...
- Nat, a gdzie ma spać?! Przecież nie w łóżku moich rodziców!
- Ich nie, ale może np w twoim razem z tobą...- okeeeeej, ta rozmowa zaczyna mi się nie podobać.
- Nasze pogaduszki zmierzają w złym kierunku... Z resztą patrz! Klienci idą!
W piątki faktycznie mamy nawał kinomanów, a najwięcej jest zakochanych gołąbeczków. Nat znowu zastanawiała się nad ofertą dla par, ale wybiłam jej ten pomysł z głowy.Skończyłam pracę o 19:15. Wyjątkowo dziś szef puścił nas wcześniej i zamieniłyśmy się godzinami z Jackiem i Helen.
Po drodze do domu kupiłam 3 paczki chipsów i popcorn oraz 2 duże cole. Gdy dotarłam do mieszkania była 19:43. Wzięłam prysznic i zajęłam się przekąskami. Nasypałam chipsy i popcorn do misek, nalałam coli do szklanek i przygotowałam poduszki i koc, dla Petera do spania, które ukryłam pod ławą, żeby nam nie przeszkadzały. Gdy wszystko było już gotowe, usłyszałam dzwonek do drzwi. Zajrzałam przez wizjer i zobaczyłam Parkera obładowanego konsolą, grami, chipsami i... tulipanami. Gdy otworzyłam drzwi, chłopak wręczył mi bukiet i powiedział, z głupim uśmieszkiem:
Kwiaty dla mojej damy____________________________
W następnym rozdziale, cały wieczór z Peterem! Do zobaczenia!!!

CZYTASZ
Teenager's love
Fiksi RemajaCzyż nastoletnie życie nie jest trudne? Mając 16 lat, życie jest ciekawe. Mimo, że nauka sprawia nam czasem trudności i ilość testów nas przytłacza, mamy swoje sposoby na ucieczkę od myślenia o szkole. Przyjaciele, nasze hobby, książki i filmy oraz...