Jungkook przez niemal pół godziny od zakończenia rozmowy z Taehyungiem nieustannie piszczał wewnętrznie, machając przy tym nogami conajmniej jakby poraził go prąd. Nie był w stanie uwierzyć, że ten konkretny, przepiękny blondyn tak otwarcie skomplementował go, twierdząc, iż jest słodki. Wszystko ewidentnie szło w całkiem dobrym kierunku, tylko musiał się jeszcze bardziej postarać i z tym wysiłkiem w zasadzie mogłoby coś z tego wszystkiego wyjść. Może koleżeństwo, może przyjaźń a być może i nawet coś więcej.
Chłopak kontynuowałby tak swoje przeżywanie, gdyby nagle do mieszkania Seokjina nie zadzwonił dzwonek. A kiedy fioletowowłosy otworzył drzwi, na jego nieszczęście okazało się, że był to nikt inny niż jego młodszy, najukochańszy brat.
Zbliżała się już godzina osiemnasta trzydzieści, a oznaczało to nic innego niż przymus udania się na różaniec. Oczywiście musiał w ramach kary iść z Beomgyu do kościoła, jeśli nie chciał oberwać gorzej - mimo tego wcześniej, zamiast pomyśleć zanim zrobi, wysłał Taehyungowi swoje zdjęcia.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że znaczyło to, że doskonale wie jak wygląda, prawdopodobnie go rozpozna i może w najgorszym scenariuszu nawet zaczepi. Jungkook zupełnie nie był gotowy na coś takiego, ale przez własną głupotę oraz nieuwagę chyba nie miał większego wyboru niż pogodzić się ze swoim losem. W zasadzie mógł jeszcze jakoś przekonać brata, aby tamtego dnia nigdzie nie szli, ale i tak nie miało to wiele sensu, bo prędzej czy później doszłoby do konfrontacji, no chyba że Jungkook wcześniej niefortunnie zszedłby na zawał z powodu owego blondyna. Tak czy inaczej lepiej mieć takie stresujące sytuacje jak najszybciej za sobą, prawda?
– Jungkook, zbieraj dupsko! Idziemy już – Beomgyu nagle zjawił się znikąd, jak zwykle strasząc starszego. – Jeśli myślałeś, że jak pójdziesz do Seokjina to cię to ominie, to się grubo mylisz!
ʚɞ
Szatyn siedział od 10 minut w kościelnej, swoją drogą paradoksalnie piekielnie niewygodnej ławce, mało co nie zapowietrzając się ze stresu. Już nawet ignorował dziwne spojrzenia Beomgyu i zaczepki na temat swojego niecodziennego zachowania, nie miał czasu na przejmowanie się nimi. Przyszli do kościoła nieco zbyt wcześnie i tak siedział w pierwszym rzędzie jak na szpilkach, drżąc w oczekiwaniu na pojawienie się Taehyunga na ołtarzu.
Nie musiał czekać zbyt długo, bo dosłownie minutę później blondyn wyszedł zza drzwi do zakrystii, tradycyjnie z pudełkiem zapałek w ręku. Miał raczej znudzony, lub nawet zmęczony wyraz twarzy, ale kiedy tylko podszedł bliżej świeczek, by je zapalić, zeskanował szybko całe wnętrze kościoła. Cóż, mimo że Jungkook błyskawicznie odwrócił twarz w bok, blondwłosy chłopak gwałtownie zwrócił głowę z powrotem w jego stronę i rozszerzył na moment oczy w zdziwieniu.
Jungkook w tamtym momencie niechętnie odpuścił sobie zasłanianie się i posłał mały uśmiech w jego stronę, łapiąc z nim krótki kontakt wzrokowy. Jednocześnie jednak miał wrażenie, że za moment sobie po prostu zemdleje, bo pisać z kimś, a widzieć się na żywo to było całkiem inne doświadczenie. Mimo wszystko nie spanikował i pomachał mu dyskretnie, na co blondyn również wyszczerzył się pięknie i puścił mu oczko.
Puścił. Mu. Oczko.
Szatyn naprawdę nie mógł nic poradzić, ale zaczerwienił się przez ten gest soczyście, aż po same uszy. Wtedy tylko dziękował niebiosom, że w kościele panował półmrok i Taehyung nawet gdyby bardzo się postarał nie byłby w stanie tego dostrzec. A jednak wstyd pozostał i miał wrażenie, że mimo tego ten doskonale wie jak się czuje i że jest w stanie usłyszeć jego bijące mocno serce.
Przez to wszystko zapomniał też o obecności swojego brata, który przyglądał się całej tej sytuacji w milczeniu, więc podskoczył ze strachu, gdy ten się niespodziewanie odezwał.

CZYTASZ
Altar Boy | Taekook
Fanfic❗️W TRAKCIE KOREKTY❗️ Gdzie losy dwójki nastolatków splotły się w dość nieoczekiwanych okolicznościach, sprawiając, że ich szare, zwykłe życia nabrały piękniejszych barw, kiedy poznali słodki smak pierwszej, szczerej miłości. {chat przepleciony z op...