Byłam już po szkole. Udałam się z Maxem do kina i jeszcze wcześniej nakupiliśmy żarcia. Jestem okropnym żarłokiem. Jedzenie jest pyszne. Kto nie kocha jeść?
Byliśmy już w budynku. Był duży i jasny. Max kupił bilety i weszliśmy do ciemnego kina. Z tego co wiem to jakiś horror, ale spoko. Może jakoś obejrzę. Chyba, że zejdę na zawał. Trudno. Film zaczął się bardzo ciekawie i na początku jednak trochę mnie nudził. Jedliśmy chipsy jak szaleni. Jednak ja ćwiczę i to dużo. Jestem wysportowana i zawsze spalę kalorię. Nic mi nie szkodzi. Mam także zgrabne ciałko. Jak się jest wilkiem to nic nie braknie.
Max trochę się spinał, natomiast ja jednak byłam spokojna. Horrory są dla mnie jak bajki dla dzieci. Okazało się, że nie boję się ich, jednak nie tak jak Jacoba. Boję się Jacoba. Boję się, że mnie zabije lub zabije kogoś z moich bliskich. Nie przeżyłabym, jakby moim przyjaciółkom się coś stało. Chcę je chronić, lecz jestem za słaba. A może tylko ja tak myślę. Może nie jestem słaba a moja psychika mi to wpaja. Co ja odwalam? Dopiero byłam załamana, zła i nie wiem co jeszcze. Dziś jestem pewniejsza siebie. Z każdą przemianą staje się inna. To przemiana na mnie tak działa na mnie na pewno. Muszę panować nad sobą.
Film się skończył i udaliśmy się do wyjścia. Nie był straszny dla mnie oczywiście, dla Maxa był na pewno. Czułam, że się trochę spinał. Stanęliśmy przy wyjściu i zaczęliśmy się śmiać.
- Ale to było straszne - wybuchł śmiechem Max.
- Tak! - rzekłam, kłamiąc. Nie chciałam psuć mu humoru. Umiem uświadomić sobie, że to tylko film i nic mnie nie wystraszy, nawet jakiś durny klaun z pod kanału wodnego.
- Musimy częściej wychodzić na takie coś - rzekł.
- Dokładnie - rzekłam. Było fajnie.
- Będę wracać do domu Bethany - prychnął uśmiechając się lekko.
- Ja też. Do zobaczenia w szkole - rzekłam i odeszłam po woli.
- Pa - usłyszałam z daleka i poszłam przed siebie.
*DRAKE*
Padał deszcz i to dość mocno. Smutna pogoda taka smutna jak mój humor. Krople deszczu ściekały po szybie przypominając łzy. Smutne łzy. Długie smugi i zimne szyby. Klimat przykry i senność. Dobra pora by zamoczyć się w deszczu.
Postanowiłem pójść na spacer. Nie miałem co ze sobą zrobić. Mój humor i tak jest zły i nie mogę nic poradzić. Jestem zagubiony i przyda mi się chwila albo większa chwila totalnej samotności.
Pobiegłem na dwór i moja koszulka zaczynała robić się mokra. Skierowałem się w stronę lasu i szedłem przed siebie. Gałęzie szeleściły i było słychać opadające krople deszczu i szmery. Nie obchodziło mnie to jakoś. Po prostu szedłem i nie wiem do jakiego celu. Najlepiej być samotnym w pustym lesie, lecz może nie do końca pustym. Lubię być sam i to mnie uspokaja jedynie.
Deszcz kapał mi wszędzie. Czułem go na całym ciele. Byłem dosłownie mokry. Z moich włosów lała się woda i były zupełnie mokre. Na twarzy czułem krople deszczu, które mnie łaskotały. Podszedłem do strumienia, który znajdował się w lesie. Usiadłem na kamieniu i wpatrywałem się w wodę. Rozmyślałem nad wszystkim jak i nad niczym. Nie wiedziałem nad czym rozmyślam. Czułem się obserwowany i usłyszałem szmer w drzewach znajdujących się za mną. Jednak zignorowałem to.
Byłem zdenerwowany. Wszystko mnie przytłacza i niszczy psychicznie. Postanowiłem zrobić sobie krzywdę. Wbiłem moje pazury w nadgarstki i poczułem niewyobrażalny ból. Ciemna krew leciała ciurkiem do wody. Otworzyłem moje czerwone oczy i się wydarłem. Upadłem do strumienia. Wbiłem sobie tym jeszcze głębiej pazury. Wstałem i drapnąłem sobie po klacie. Musiałem się jakoś wyżyć. Niestety krzywdzę siebie bardzo i nie mogę przestać. Nie umiem walczyć z depresją.
Poszedłem na drugi brzeg i usiadłem przy drzewie. Moja koszula była w trzech zarysach krwi. Zdjąłem ją i wrzuciłem do strumienia. Popłynęła w stronę wodospadu. Przeszedł mnie lekki dreszcz. Siedziałem bez koszulki a moja klata była cała zadrapana, ręce we krwi i moje czerwone smutne oczy. Kto by się spodziewał, że alfa jest smutny. Dlaczego nie umiem z tym walczyć. Wsłuchałem się w przyrodę. Lekkie warknięcia wilków słychać było bardzo dobrze. Szelest liści i śpiew ptaków. Zauważyłem księżyc na niebie. Był pełny i zbliżała się pełnia. Klimat zupełnie inny. Da się to odczuć. Wilki to dobrze czują.
Nagle na drugim brzegu przebiegła mi szybko jakaś postać. Zerwałem się na nogi opierając się o drzewo. Patrzyłem uważnie i czułem jednak obecność kogoś. To był jakiś wróg. Mój puls przyśpieszył. Zobaczyłem przed oczami Jacoba, który miał dumną minę i śmiał się cwaniacko.
- Co humorek nie dopisuje Drake? - rzekł uśmiechając się arogancko. Zdenerwowałem się jeszcze bardziej.
- Może - rzekłem poważny.
- O jeju biedactwo. Bethany cię nie lubi może? -zaczął się śmiać sztucznie.
- Odszczekasz to! - wrzasnąłem i rzuciłem się w jego stronę.
Obaj upadliśmy na ziemię. Zaczęliśmy się nawalać z całych sił. Pazury robiły swoje. On był tak agresywny jak i ja. Tarzaliśmy się jeden po drugim, aż wpadliśmy do strumienia. Dałem mu cios po brzuchu a on oddał mi po twarzy. Zacząłem go dusić w wodzie, jednak on odepchnął mnie w drugą stronę. Jego oczy było tak napełnione nienawiścią. Dało się z nich wyczytać wszystko. Główne co dało się wyczytać to śmierć i zło. Jest zdolny do wszystkiego. Mógł mnie zabić, jednak odsunąłem się w ostatniej chwili. Rzuciłem się na niego po raz kolejny i zacząłem go dusić w wodzie. Wyrywał się z taką siłą, że człowiek by tego nie przeżył. Jednak uwolnił się z uścisku i chwycił mnie za nadgarstek i zaczął drapać aż do krwi moje żyły. Wydarłem jeden głośny ryk. Myślę, że moi bliscy usłyszeli a Nick już jest w drodze, jednak nie prosiłem o pomoc. Upadłem na wodę i ostatnim ciosem wbiłem pazury w brzuch Jacoba. Wydarł się tak samo jak ja. Upadł także.
Czy ja jeszcze żyje w ogóle?!
Jeju czy ja zabiłem tego idiotę?!
Co do chuja?
Hej hej wilczki!
Mam nadzieję, że wam się podoba <3 Sorrka za błędy jeśli są!
Pozdrawiam cieplutko <3 <3
CZYTASZ
Dark side of wolf
Hombres LoboBethany, Baverly i Tatia są przyjaciółkami, które mieszkają w miasteczku Forks w stanie Waszyngton. Wielbią ich nocne wyjścia do lasu. Baverly jednak nie ma pojęcia co kryje las oraz kim tak naprawdę są jej przyjaciółki. Czy to możliwe, by las miał...
