Mimo odmowy dziewczyny na moją propozycję, udałem się zaraz za nią. Baverly nie wydawała się za wyraźna. Była zdenerwowana, zirytowana i nie co zszokowana. Cudem uciekła przed zmiennymi, którzy zamierzali zrobić jej krzywdę, choć obstawiałem śmierć z ich strony. Na końcu przyjęła do wiadomości, że znalazła mate...przynajmniej to były jej założenia, jednak to była prawda. Ja wiedziałem, ona nie miała pojęcia. Wiedziałem, że muszę jej powiedzieć. Nawet gdybym tego nie zrobił to sama by się domyśliła, być może już to robiła. Po czasie jej zmysły poprowadziłyby ją do mnie...w nie zbyt normlany sposób. A raczej pożądaniem.
Może powinienem się tego bać. Nie wiem czy umiałbym utrzymać kontrolę...dziś próbując ją uspokoić wtargnąłem na jej ciało. Nie byłem z tego zadowolony.
Zdrowy rozsądek jest u zmiennych ważny, bo bez niego jesteśmy w stanie dokonać głupoty.
Kontrole się ceni...
Z tą myślą zakończyłem krótką jazdę autem. Zaparkowałem samochód nieopodal domu Baverly na pobliskim krawężniku. Musiałem się oddalić, mój samochód był bardzo rozpoznawalny. Jego silnik nie był zbyt cichy, więc dziewczyna od razu by mnie rozpoznała. Nie chciałem być nakryty...dlatego nie chciałem zostawić jej samej.
Dziś niebezpieczeństwo czyhało za każdym możliwym rogiem. Czaiło się w ciemnościach i czekało na tej jeden ślepy ruch, potem był czarny koniec. Rozumiałem to dobrze. Za dobrze.
W końcu moje życie było po części długą niekończącą się drogą oraz nieskończonością przeszkód na jej czele. Gdy kilka miesięcy było złych, potem przychodził ten dobry czas. Jednak to było tylko zapowiedzią kolejnego zła. A zamiast mieć kilku wrogów, miałem jednego wielkiego, którym był człowiek zwany moim ojcem. To on obracał wszystkich przeciwko swojemu synowi, który zapragnął być przeciwnością swojego ojca.
To właśnie ja...Nicholas Hernandez. Nigdy nie przyjąłem fałszywego nazwiska, od dzieciaka wpojono mi prawdziwe nazwisko mojej rangi. A to już zasługa dziadka, któremu zawdzięczam wszystko.
Stanąłem w miejscu i rozejrzałem się po okolicy. Żadnej żywej duszy ani żadnych rozmów czy szmerów. Natura była jakby uśpiona, wszystko po cichu. Lubiłem to. Cisza była ciszą. Ale jej główną definicją jest ukojenie i spokój.
Ruszyłem w stronę domu Baverly. Znajdował się on po drugiej stronie miejsca w którym zaparkowałem. Nieco do przodu. Moje auto nie było bardzo widoczne, więc o to się nie martwiłem. Jednak istniało ryzyko, że dziewczyna wyczuje moją obecność. Zamaskowałem zapach chwilę przed wyjściem z auta, nie miała szans mnie wyczuć.
***
Przesiadywałem drugą godzinę na dachu domu. Wpatrywałem się w kółko, ale główną uwagę skupiałem na jednym z okien budynku. Czułem się jak nie ja...
Mimo, że miejsce w którym się znajdowałem nie było jakoś dobrze ukryte to jednak byłem pewien, iż widoczność z okna na mnie nie jest możliwa. Tuż obok dachu znajdowało się wysokie drzewo i grubych ramionach, dzięki czemu ochraniało moją osobę.
Byłem nie do zauważenia.
Byłem czujny, nie wyczuwałem jakiegoś nieproszonego gościa. Raczej nikt z pseudo watahy ojca nie podążyłby śladem Baverly. Nie mieli na nią nic.
Przynajmniej miałem taką nadzieję.
Jednak tej nocy nie zbyt szło mi obserwowanie terenu czy wysłuchiwanie najcichszych szmerów z samego środka mroku. Nie, bo moją uwagę skupiała ona.
CZYTASZ
Dark side of wolf
WerewolfBethany, Baverly i Tatia są przyjaciółkami, które mieszkają w miasteczku Forks w stanie Waszyngton. Wielbią ich nocne wyjścia do lasu. Baverly jednak nie ma pojęcia co kryje las oraz kim tak naprawdę są jej przyjaciółki. Czy to możliwe, by las miał...
