Dedykuje go mojej przyjaciółce Gosi..(specjalnie dla cb słodkie momenty poniżej)
*NICHOLAS*
Przyglądałem się sfrustrowanemu Simonowi, który od godziny rzucał swoimi planami odnośnie tajemniczej watahy. Może nie takiej tajemniczej, watahy mojego ojca.
Z kpiną musiałem przyjąć do myśli fakt, że człowiek, który mnie stworzył miał nadal obsesję na moim punkcie.
Po prostu w tym momencie to wszystko stało się tak żałosne, że chyba wyrżnę sobie pazurami własne serce. Przynajmniej przydadzą się na coś...
Drake wyrwał mnie z myśli, rzucając z impetem szklanką, w której było whisky. Szkło dotarło do mnie tak intensywnie, a myśli i zmysły wyostrzyły się w ułamku sekundy.
W tle nadal panował chaos. Simon krążył po pomieszczeniu stłumiając swoje kroki coraz bardziej. Drake tłukł swoimi palcami o narożniki krzesła, wbijając je niemal w materiał. Jedynym spokojnym członkiem tego spotkania był Jack, który nie robił totalnie nic, oprócz wyczekiwania mojego głosu. Jednak był pobudzony, dobrze znałem jego emocje. Moje spojrzenie poleciało na Bethany, która siedziała nieruchowo i podobnie jak Tatia obserwowała całą sytuacje. Baverly opierała się o ścianę i posyłała pytające spojrzenia do dwóch debili, jakimi byli Simon i Drake.
Uśmiechnąłem się pod nosem. Rozumieliśmy się.
Postanowiłem zabrać głos i wszcząć jakieś działania. Miałem już dosyć tego dnia. Wolałem podpisywać jakieś papierki niż słuchać Simona.
Czas to zakończyć...
Podszedłem do rogu biurka i oparłem się zakładając dłonie na klatce. Chrząknąłem, na co w całym pomieszczeniu zapanowała totalna cisza.
- Dobrze, ja rozumiem wszystko, ale Simon nie ma potrzeby ustalać jak na razie żadnego planu. Poza tym ojciec jest tutaj z mojego powodu. To moja sprawa i to ja się tym zajmę - powiedziałem patrząc na Simona, który uśmiechnął się sarkastycznie. Zaczął znowu krążyć po pomieszczeniu.
- Nie zostawię cię z tym. Nie skreślaj mnie, jasne? - uśmiechnąłem się, ale nie mogłem mu na to pozwolić.
Sam muszę się zmierzyć.
- Doceniam to. Ale to moja walka i sam się z tym zmierzę - rzuciłem oschłe kilka słów, wkładając dłonie do kieszeni. Simon pokręcił głową.
Simon, kurwa.
- Nick, Simon ma racje. Jesteśmy z tobą i jeśli będzie spór to przyjmiemy go razem z tobą. Płyniemy tą samą łódką... - zaczął Drake. Na jego twarzy wymalował się lekki uśmiech i uznanie.
Rozumiałem ich. Wiedziałem, że się tak zachowają. Nie mogłem jednak ich narażać na to. Nie zmieniłbym nigdy zdania.
- Nie na tej samej, Drake - przegryzłem wargę. Tak bardzo to wszystko było ciężkie.
Miałem problem, duży. Ojciec na ogonie nie było fajnym uczuciem. Od zaledwie dwóch lat żyłem w ciągłym stresie, choć przywykłem. Strach stał się przyjacielem, który po czasie był nikim. Zostałem skazany na samotność. A agresja rosła z każdym dniem.
Przez ostatnie lata uświadomiłem sobie, że byłem dla każdego nikim i nawet jeśli harowałbym na czyjeś zrozumienie czy uznanie to nie dostałbym tego. Od dzieciaka w sforze ojca ja i moje rodzeństwo byliśmy szkoleni. Dzień w dzień treningi, aż do utraty sił. Wpajano nam, że zagrożenie czyha za rogiem i musimy być na tyle silni by go wykończyć. Byliśmy uczeni na mądrych oraz na gotowych do przyjęcia watahy lub założenia. Wszelkie zasady czy wiadomości o pokoleniu, rodzinie i gatunku zostały wpojone tak, że mieściły się w jednym paluszku.
CZYTASZ
Dark side of wolf
WerewolfBethany, Baverly i Tatia są przyjaciółkami, które mieszkają w miasteczku Forks w stanie Waszyngton. Wielbią ich nocne wyjścia do lasu. Baverly jednak nie ma pojęcia co kryje las oraz kim tak naprawdę są jej przyjaciółki. Czy to możliwe, by las miał...
