Zawsze byłam ciekawa zabawy na jakichś balach czy weselach. Czasami nawet modliłam się, aby się tam udać. Dziś miałam się z tym zmierzyć...
Musiałam się pilnować jednak, ponieważ dziś pełnia, co nie wróżyło dobrze dla takich jak my. Wilki zazwyczaj były bardzo pobudzone w pełnie. Miało to swoje plusy, jednak i tak przewagę miały minusy...
Mam nadzieję, że będzie ze mną wszystko w porządku.
Zacznę się modlić chyba.
Zerknęłam na zegarek na małym stoliku nocnym. Wskazówki zegara pokazywały ósmą. Postanowiłam wstać, bo przecież to wielki dzień.
Fakt, stresowałam się. Cholernie się stresowałam.
Wsunęłam swoje wygodne kapcie i skierowałam się do schodów.
***
Kołysałam się lekko do muzyki w tle, którą puściłam. Robienie porannej kawy bez muzyki było zbyt sztywne. A postanowiłam spędzić pozytywnie ostatnie godziny. Jednak nie byłam tylko sobą, byłam dziś bardziej tą drugą ja.
A głównym plusem było to, że choć na trochę problemy zanikały. Chyba za to kochałam pełnię i drugą ja.
Wyrzuciłam rękami do góry i zaczęłam się uśmiechać lekko, nadal kręcąc biodrami. Cioci nie było w domu, pojechała coś załatwić. Miałam o jednego obserwatora mniej. Jednak zawsze musiał być ten jeden. Jack.
Rozłożył się przy jednym z krzesełek stołu. Lustrował mnie jak zwykle. Jednak nie obchodziło mnie to w tej chwili. Zajęłam się sobą, czując się jakby niczego i nikogo nie było wokół. Szkoda, że to nie prawda.
Po chwili wróciłam do rzeczywistości. Sięgnęłam po parujący czajnik i zalałam kawę. Piękny aromat otulił moje nozdrza, na co się uśmiechnęłam do siebie. Podeszłam do małej szufladki i wyciągnęłam cynamon. Postanowiłam rozpieścić ten dzień. Kawa z cynamonem smakuję przepysznie, jednak nie mogłam zapomnieć o głównym składniku. Sięgnęłam do szklanego, zgrabnego słoika, w którym znajdowały się ususzone skórki pomarańczy. Chwyciłam dwie skórki i dodałam do kubka.
Odwróciłam się i oparłam o blat. Chwyciłam kubek i upiłam łyka. Ta kawa smakowała jak rozkosz. Nic dodać nic ująć. Była po prostu przepyszna...
Jednak musiałam zacząć się szykować.
Cały bal zaczynał się o dwudziestej. Jednak nie mogłam wyjść z domu w tej sukni, tak wystrojona.
Ciocia wie, że wychodzę. Jak? Powiedziałam jej, że idę do kina. Nagadałam, że ostatnio same dobre filmy puszczają. Uwierzyła, choć nie do końca chyba...
Mój plan się udał i byłam z tego zadowolona. Teraz czas na kolejny plan, a raczej plan Nicholasa. Wierzę, że nam się uda, znaczy jemu. Może nie wylądujemy w jakimś więzieniu albo skończymy tragicznie porzuceni i pokaleczeni w jakiejś piwnicy.
Najgorsze wyjście. Lepszą opcją wydaje się szybka śmierć.
***
Przez moje usta przeszło kolejne przekleństwo. On ponad godziny męczyłam się z głupią kreską. Nie wychodziła jak na złość.
Chciałam wyglądać jakoś. Postanowiłam na makijaż podkreślający oczy. Jednak zawsze jest tak, że jedna wyjdzie, a druga nie.
Szlag mnie trafi w cholerę...
- Kurwa - wypaliłam przez zęby. Rzuciłam mały pędzelek do tubki z czarną cieczą i opadłam na krzesło.
Gówno...jak na złość nie działa.
CZYTASZ
Dark side of wolf
WerewolfBethany, Baverly i Tatia są przyjaciółkami, które mieszkają w miasteczku Forks w stanie Waszyngton. Wielbią ich nocne wyjścia do lasu. Baverly jednak nie ma pojęcia co kryje las oraz kim tak naprawdę są jej przyjaciółki. Czy to możliwe, by las miał...
