25.03.2019r.
Jungkook Pov.
Po usłyszeniu słów od lekarza zamarłem.
Nie potrafię uwierzyć w to co właśnie usłyszałem.
To jest nie możliwe. On musi żyć.
- Nie wierze w to! On żyje, to napewno nie on skoczył. - Nie zdawałem sobie na tę chwilę sprawy jak właśnie okłamuje samego siebie.
- Niestety nie przeżył, wyrazy współczucia, proszę by Pan się uspokoił, bo inaczej będę zmuszony wezwać ochronę.
- W dupie to kurwa mam, niech Pan wzywa tą pierdoloną ochronę! Oddajcie mi Taehyunga z powrotem! Albo was wszystkich rozpierdole.
- Proszę jeszcze raz o uspokojenie. Nie było szans na uratowanie naszego pacjenta. Stracił wcześniej sporo krwi, a po upadku z takiej wysokości, i krytycznym stanie czaski były by niskie szanse na uratowanie go.
Nie mogłem już tego więcej słuchać.
Muszę pójść na jego pogrzeb, jeśli na prawdę nie żyje.
***
* Kilka dni później *
Jungkook Pov.
To ten dzień.
Dzień pogrzebu osoby na której mi zależało.
Wciąż w to nie potrafię uwierzyć.
Gdy tylko wszedłem na cmentarz, zacząłem się rozglądać. Nie było zbyt wielu ludzi.
Obok grobu stała dwójka starszych osób, przypuszczam iż są to jego rodzice.
Nie chciałem podchodzić za blisko.
Poczułem na mojej osobie czyjś wzrok.
Spojrzałem za siebie, ujrzałem tam Boguma i Jimina.
Wkurwiłem się na sam ich widok.
Zacisnąłem pięści w gniewie.
Zauważyli to.
Muszę panować nad emocjami.
A wiem że nie będzie to proste.
Zaczęli się wycofywać z cmentarza.
Wolnym krokiem poszedłem za nimi.
Jest ich dwójka, nie wiem czy podołam temu co chcę zrobić. Ale muszę bo rozpierdoli mnie od środka.
Gwałtownym ruchem chwyciłem Boguma za ramię.
Odwróciłem go w moją stronę, i zajebałem mu prawego sierpowego z całej pizdy w ten krzywy ryj.
- Co ty kurwa odpierdalasz! - Wykrzyczał w moją stronę trzymając się za połowę swojej twarzy.
- Kurwa oddaje za martwego już Tae. Ty pierdolony skurwysynie, on nie żyje przez Ciebie. Nie powinieneś się tu kurwo pokazywać! Nie wiem co mu kurwa zrobiłeś ale Cię rozpierdole!
Zanim zdążył cokolwiek z siebie wydusić wyjebałem mu po raz drugi. Jimin widzą to od razu spierdolił.
Zacząłem bić Boguma bez opamiętania.
Rzuciłem nim o ziemie, skopałem go nie patrząc
gdzie uderzam. Zaczął pluć i dusić się krwią.
Nie potrafiłem zatrzymać swojej agresji.
Dopóki nie poczułem delikatnego dotyku w ramię.
Odwróciłem się by sprawdzić kto to.
Nikogo za mną nie było.
Poczułem że to Tae.
Nie wierze w duchy ani nic z tych rzeczy.
Ale wiem że to on. Jakby chciał mi przekazać że już dość. Zostawiłem tego zasrańca na pastwę losu.
Wróciłem się na cmentarz.
Jego rodziców już nie było.
Mogłem spokojnie podejść do grobu.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Wiem wiem, dawno nie pisałam.
Szczerze nie miałam czasu i chęci.
Jednak jak zobaczyłam że ktoś to jeszcze czyta, nabrałam sił by to w końcu dokończyć.
CZYTASZ
11 minutes too late *kthxjjk*
Fanfictionship *kthxjjk* -angst-wulgaryzmy-samobójstwo-autodestrukcja-
