53 Rozbita fala

39 0 0
                                        

Grupa wojowników przedzierała się przez gęste zarośla. Co krok zapadali się po kolana w grząskim bagnie. Mimo wszystko nie zwalniali kroku. Musieli dotrzeć na tyły twierdzy zanim główne siły rozpoczną szturm.

Magnus sapał coraz ciężej. Jak do cholery po takim spacerze mają jeszcze skutecznie walczyć?

– Szybciej! – odezwał się przyciszonym głosem Stary Olaf. – Jak nie zdążymy, będziemy mieli na rękach krew naszych braci.

Magnus podniósł wzrok i przyspieszył kroku. Pomiędzy wysokimi szuwarami dostrzegał już mury zamku. Usłyszał wrzaski i zgiełk po drugiej stronie zamku.

– Teraz! Naprzód!

Na drodze stanęła im fosa. Postawili proste drewniane drabiny, żeby przejść na drugą stronę. Kotwiczki na linie zahaczyły o blanki i pozwoliły im wedrzeć się na mury.

– Alar... – krzyk wychylającego się żołnierza zamarł w połowie gdy jego szyję przeszyła strzała. Magnus chwycił dłońmi linę i zaczął wspinać się do góry. Pierwsi wikingowie związali już obrońców walką. Następni wspinali się po linach. Ciało jednego z nacierających spadło w dół

– Idziemy! – krzyknął dowódca gdy na murach stało już kilkunastu wikingów. Ruszyli wąskim klinem przepychając się w stronę głównej bramy. Magnus podążał za pierwszym szeregiem przed którym zaskoczeni obrońcy ginęli lub cofali się w popłochu.

Wikingowie wdarli się na plac znajdujący się przed bramą. Za murami czekała na nich cała armia, jeśli teraz nie otworzą wrót, będą mieli marne szanse na przeżycie. Ich mur tarcz napotkał teraz spory opór w postaci gradu strzał wystrzeliwanych przez obrońców.

– Dalej! – krzyczał Olaf, pchając ludzi do przodu. Ich szyk ruszył się nieznacznie. Czas działał na ich niekorzyść. Początkowo zaskoczeni obrońcy zaczęli się przegrupowywać. Musieli teraz otworzyć wrota, albo będzie po nich. Teraz, albo nigdy. – Ruszać się! – rozkazał Olaf i przepchał się na przód.

Wyłamał się z szyku tylko na chwilę. To wystarczyło, żeby zbłąkana strzała trafiła go w nieosłonięte ramię. Zaraz kolejna uderzyła go w brzuch i upadł na ziemię. Obrońcy wyczuli zawahanie najeźdźców i z gromkim krzykiem zaatakowali.

Szczęk oręża i krzyki rannych wypełniły powietrze. Magnus dalej w środku szyku, rozglądał się dookoła, szukając luki którą mógłby wspomóc. Ta pojawiła się szybko, obrońcy mieli przewagę liczebną co szybko udowodnili.

Stało się jasne, że nie walczą już, żeby zdobyć miasto, tylko żeby przeżyć. Magnus odepchnął tarczą żołnierza który chciał wedrzeć się w ich mur. Machnął mieczem, ale ostrze tylko ześlizgnęło się po podniesionym mieczu wroga.

– Odwrót! – krzyknął któryś z wikingów widząc, że nie mają szans przebić się przez szeregi obrońców, a co więcej za chwilę zostaną złapani w kleszcze i wybici co do nogi. Ich szereg zaczął się cofać. Jednak ich miecze i topory skutecznie przypominały przeciwnikom, że mimo, że znaleźli się w potrzasku to dalej są śmiertelnie groźni.

Z jednej z uliczek niespodziewanie wyjechał rycerz na wielkim bojowym rumaku. Wbił się w ścianę tarcz przyjmując na siebie zmasowany atak. Zginął od którejś z wzniesionych włóczni, ale udało mu się rozbić szereg wikingów. Żołnierze uderzyli ze zdwojoną siłą. Magnus wylądował na plecach, zakrył się tarczą i próbował wstać. Jeden z wojowników dopadł do niego i próbował przyszpilić mieczem do ziemi. Kopnął go w kolano i uderzył w twarz kantem tarczy. Przeciwnik zamroczony upadł na ziemię.

Kolejny żołnierz rzucił w niego swoją włócznią. Magnus zasłonił się tarczą, grot strzaskał drewno i wbił się głęboko prawie raniąc jego przedramię. Magnus odrzucił bezużyteczną tarczę i zanim zdążył wstać, ten sam żołnierz ze sztyletem w dłoni przypadł do niego i trzymając nóż oburącz wycelował w jego odsłoniętą szyję.

Smocza KrewOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz