Ciemne chmury na horyzoncie zwiastowały nadchodzący sztorm.
- Jeszcze tego nam brakowało - westchnął cicho. Schował luźno leżące rzeczy do środka, żeby nie porwał ich wiatr. Niczym zapowiedź zbliżającej się pogody zaświszczał wiatr. Pogoda była coraz cieplejsza, jednak dalej zaszczękał zębami, gdy złapał go zimny podmuch.
Ruszył w dół drogi idącej przez wioskę. Na drzwiach niektórych domostw białą farbą namalowane były skośne krzyże. Przyspieszył kroku i za chwilę znalazł się przed drzwiami wielkiej hali.
Jedną z pierwszych którzy zachorowali na nieznaną zarazę, która przetoczyła się znienacka po osadzie była Hilda. Chyba najgorzej jak tylko się dało, że lekarka sama padła ofiarą tego co starała się leczyć. Szpital zapełnił się chorymi po pierwszym dniu od wybuchu epidemii. Teraz kolejni lądowali w wielkiej hali i dogorywali w akompaniamencie jęków i szlochów.
Czkawka jako jeden z nielicznych których choroba nie sięgnęła pomagał jak tylko mógł. Przyrządzał posiłki, nosił wodę i podawał chorym jakieś podstawowe napary z ziół. Tych jednak było po prostu za dużo. A kolejni ciągle tylko napływali.
X
Zebrał starszyznę, Hilda namaściła go na zastępcę, musiał jakoś ogarnąć ten cały chaos. Spotkała się ich tam zaledwie piątka. Reszta leżała już złożona chorobą.
- Musimy w końcu coś zrobić - powiedział rozglądając się po zebranych. Ze zgrozą patrzył jak bardzo zaraza przetrzebiła ich szeregi
- Odizolowaliśmy już chorych. Co więcej możemy zrobić? - zapytała jedna z kobiet.
- Możemy szukać lekarstwa - odpowiedział Czkawka. Kobiety spojrzały się na niego niedowierzając.
- Jak chcesz to zrobić? Hilda ledwo żyje a tylko ona mogłaby się tego podjąć - mówi jedna z nich i sama nagle zanosi się kaszlem. Reszta rozstąpiła się w strachu przed zarazą. Z nosa zaczęła lecieć jej krew. Czkawka podał jej chustę i pomógł jej wyjść z pomieszczenia. Wrócił po kilku minutach i rozejrzał się po pozostałych:
- Musimy spróbować, bo inaczej same widzicie co się stanie.
X
Czkawka siedział na łóżku obok Hildy. Jej krótki przerywany oddech już nadto świadczył o stanie chorej. Budziła się czasem tylko po to, by otworzyć oczy i bezwiednie wpatrywać się w sufit. Jej wargi próbowały ułożyć się w słowa, ale brakowało jej oddechu, jakby sama mowa była dla niej ciężarem. Nora wiernie jej pomagała, dopóki sama nie zachorowała.
Poszedł do swojego domu, zajrzał do pokoju Elli. Również niedawno zachorowała. Leżała w łóżku i starała się nabrać sił. Wszedł do środka i zapukał w futrynę, Ella ociągając się podniosła głowę.
- Co tam? - zapytała słabym głosem.
- Nic, chciałem tylko zapytać jak się czujesz - wychrypiał patrząc na jej podkrążone oczy.
- Wyczerpana, leżałam ostatnie dwa dni... a dalej czuję się jakbym nie spała przez tydzień.
Czkawka pokiwał głową, dalej w głowie przewijały mu się obrazy z nocnych koszmarów, kiedy leżał przykuty do łóżka po walce z trucizną.
- Jakbyś coś potrzebowała to daj znać.
- Jasne - zaniosła się nagłym kaszlem. Czkawka posłał jej stroskany wzrok i wyszedł z pokoju. Coraz bardziej niepokoił go stan przyjaciółki. Nie wiedział czemu, ale do niedawna łudził się, że to nic poważnego. Co gorsza wszystko wskazywało na to, że to dopiero początek.
CZYTASZ
Smocza Krew
FanficFanfiction o tematyce Jak Wytresować Smoka. To moje pierwsze opowiadanie, mam nadzieję że komuś się spodoba. Zapraszam do czytania. : )
