Jeniec szarpnął po raz kolejny krępujące go więzy. Próbował poprawić się tak aby metalowa obroża choć przez chwilę nie wrzynała mu się w szyję. Przez ostatnie dni na okrągło mdlał i się budził. Gorączka trawiła go nieustannie. W końcu choroba zaczęła go opuszczać skoro był w stanie utrzymać świadomość na dłużej niż parę minut.
Oglądał rozrastający się obóz ze swojego miejsca. Wczoraj do najeźców dołączyła reszta wyprawy. Obóz zwiększył się chyba trzykrotnie, samych wikingów mogło być już nawet trzystu.
X
Z zadumy wyrwała go dwójka wikingów, która stanęła naprzeciwko niego. Młodszy powiedział coś do starszego, a ten kiwnął głową i obrócił się w stronę jeńca.
- Hwǣr is þæt nēahmest tūn?
Jeniec zdarł hardo głowę i milczał wpatrując się w swoich oprawców. Starszy ze znudzeniem wypisanym na twarzy wyjął nóż i przyłożył mu go do szyi.
- Hwǣr is þæt nēahmest tūn? - przycisnął mocniej ostrze aż wgryzło się w skórę. Jeniec zacisnął mocniej zęby i patrząc się głęboko w oczy odpowiedział:
- Nēahst is Sīon burg, ac ne þencað hine besēon, gē ne magon hine geniman. Ge sceolon gearwian eow to gefeohte, cyning witodlice wāt be eowerre heregang and færð hider mid here - po ostatnim zdaniu splunął na ziemię i znowu zadarł głowę.
- Co powiedział? - zapytał Magnus starszego. Ten puścił szyję jeńca i schował nóż.
- Że jest tu blisko jakiś zamek do złupienia. - podrapał się po brodzie i posłał spojrzenie w stronę więźnia.
- Gdzie nas w ogóle wywiało? Co to za zadupie, że nie mówią nawet wspólnym? - zagadał Magnus
- Nie wiem, ledwie udało mi się z nim dogadać. Ale pierwszy raz musiałem tutaj używać tego języka. Możliwe, że trochę nas zwiało z kursu przez ten sztorm.
X
- Jarlu, mamy pewne informacje - Magnus stanął w wejściu do namiotu Jarla i czekał aż dostanie zgodę na pozostanie w środku. Henrik skinął głową i dwójka wikingów weszła do środka. - Może najlepiej, jeśli ty opowiesz - Magnus wskazał na swojego tłumacza.
- Przesłuchaliśmy jeńca którego schwytał Magnus. Powiedział nam o zamku o nazwie Syphos położonym jakieś dwa dni drogi stąd na zachód. To może być coś godnego uwagi. Mówił jeszcze coś o tym, że jego król już jedzie na nas ze swoją armią, ale sądzę, że to jakiś blef - zakończył swój wywód.
- Dzięki, to wszystko możesz iść. Później podejdź do mnie, spróbujemy ustalić, gdzie dokładnie może być ten zamek - tłumacz skinął głową i wyszedł z namiotu. - Jak tam ręka? - zagaił Henrik do Magnusa.
- Parę dni i będzie jak nowa - odpowiedział, zgiął ją kilkukrotnie jakby na potwierdzenie swoich słów.
- To dobrze, niedługo na pewno się przyda. Sam z resztą dobrze wiesz - przerwał, podrapał się po czole i spojrzał poza namiot w kierunku jeńca. - Miałeś nosa żeby go schwytać. Wygląda na to, że coś wie - znowu na chwilę przerwał, przyjrzał się uważnie Magnusowi. - Ale chciałem porozmawiać z tobą z innego powodu. Widziałem cię w walce, radzisz sobie nieźle, ale... kiedy masz szansę, nie zabijasz. Najpierw to dziewczę przy waszym wypadzie z Olekiem, potem ten dziad. Obie te sytuacje mogły się okazać tragiczne w skutkach. Litość to coś na co nie zawsze możesz sobie pozwolić, albo zginiesz. Rozumiesz?
- Rozumiem - Magnus zacisnął usta w wąską kreskę.
- No już nie rób takich wściekłych min. Nauczysz się w końcu zabijać - Henrik machnął ręką na znak, że może już odejść.
CZYTASZ
Smocza Krew
FanfictionFanfiction o tematyce Jak Wytresować Smoka. To moje pierwsze opowiadanie, mam nadzieję że komuś się spodoba. Zapraszam do czytania. : )
