54 Popiół

34 0 0
                                        

- Jeszcze raz. Co tam się stało? - zapytał Henrik wyrzucając przed siebie kij, którym wściekle dźgał piasek.

- Udało nam się wejść prawie niepostrzeżenie. Problemy zaczęły się po przekroczeniu murów. Nie spodziewaliśmy się ich tylu. Olaf zginął. Nasz atak się załamał, ktoś rzucił hasło "odwrót"... - zawahał się jeden z wikingów.

- I rzuciliście się do ucieczki - dokończył za niego Bork. Świdrował swoim jedynym okiem pozostałych przy życiu wikingów.

- Było ich za dużo. Nie mieliśmy szans się przebić - wtrącił Olek. Skulony przy ognisku trzymał się za ranną rękę.

- Nie wykonaliście swojego zadania - powiedział w końcu Henrik przez zaciśnięte zęby, dalej zwrócony do nich plecami. Obrócił się w końcu, omiótł wzrokiem grupę stojącą przy ognisku. Jego wzrok nieco złagodniał gdy spojrzał na nich, skulonych, dalej brudnych od zaschniętej krwi swojej, lub przeciwnika. Stęknął cicho siadając bliżej ogniska. On sam nie wyszedł bez szwanku któryś z kamieni obrońców dosięgnął go pod murami.

- Dobra, niech zostanie jeden, reszta może spadać.

Grupka wikingów spojrzała niepewnie po sobie. Cześć z nich ruszyła się niepewna co mają zrobić.

- No dalej! Widzę przecież, że ledwo tu stoicie - Henrik machnął w ich stronę rękami. Zdziwieni nagłą zmianą wodza niepewnie ruszyli się z miejsca. Przy ognisku został jedynie Henrik, Bork i Tovir, który jako jedyny nie został ranny.

Choć miał już swoje lata i wszystkie jego włosy na głowie były już białe to któryś już raz wychodził z bitwy bez szwanku. Niektórzy śmiali się z jego sędziwego wieku mówiąc, że musiał naradzić się bogom skoro dalej nie chcą by dołączył do nich w Walhalli. Inni patrzyli ze smutkiem jak samotnie szukał chwalebnej śmierci na polu bitwy. Henrik zaliczał się do tych drugich.

- Ilu przeżyło? - zapytał się wódz białowłosego wikinga.

- Siedmiu... Była nas czterdziestka. A wróciła ledwie siódemka - warknął zaciskając pięść. - I mimo to ja dalej żyję. Bogowie dalej mi nie odpuszczają - zacisnął pięści wpatrując się w ogień.

- Co tam się stało? - tym razem zapytał Bork.

- Olaf wyrwał się przed szereg i zginął naszpikowany ich strzałami. Chciał porwać za sobą ludzi a skończyło się na tym, że nasz atak się zatrzymał.

- Tyle wystarczyło... - zawiesił się Henrik nie dowierzając. Rzeczywiście posłał tam paru młodych, ale liczył że weterani utrzymają ich w ryzach. - Żeby rzucić się do ucieczki?

- Nie, chwilę potem zobaczyliśmy konnych. Już nikt nie miał wątpliwości, że się nie przebijemy. I już nikt nie chciał zginąć pod ich kopytami... cofnęliśmy się na mury i ci co zdołali... wrócili tutaj.

- Pomścimy ich śmierć - powiedział w końcu Bork. Położył rękę na barku Tovira i poklepał go po plecach. - Idź odpocząć. Tymczasem my wymyślimy co robić dalej.

Starzec wstał z pieńka i poczłapał do obozowiska. Henrik podążył za nim wzrokiem i gdy w końcu dwójka wodzów została sama odezwał się:

- Element zaskoczenia już straciliśmy, co jeszcze możemy zrobić?

Bork mruknął pod nosem wpatrywał się w majaczące w oddali zabudowania zamku.

- Zawsze możemy próbować ich wygłodzić - podsunął, sam jednak nie był najbardziej zadowolony z tego pomysłu.

- Chciałbym to zakończyć jak najszybciej. W końcu wieść o naszym przybyciu się rozniesie, to nieuniknione. Wolałbym, żeby już nas wtedy nie było - Henrik pogładził brązową brodę w zamyśleniu.

Smocza KrewOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz