Torii
Dzień egzaminu zbliżał się nieubłaganie szybko, a ja byłam na siebie cholernie zła. Przez ostatni miesiąc nie potrafiłam znaleźć żadnego śladu wskazującego na miejsce pobytu księżniczki. Tak naprawdę nawet nie wiedziałam, jak wygląda. Ostatnie zadanie, które otrzymałam, wydawało się banalniejsze niż odnalezienie i zdobycie jej zaufania.
Szpieguj Micalrio. Jest podejrzany o spiskowanie. Chcę znać szczegóły jego planu.
Tak brzmiało polecenie. Cholera! Nawet to, że miałam śledzić samego generała, wydawało się dziecinnie proste. W końcu to on uczył mnie, jak poruszać się bezszelestnie, jak znikać, nie zostawiając śladów. Wzdycham i wracam do rzeczywistości. Stałam teraz w szeregu podczas porannego treningu.
— Za niecały miesiąc odbędzie się egzamin. Mam nadzieję, że nie dacie nam powodu do wstydu. Od dziś czeka was jeszcze większy wycisk i więcej godzin na sali. Musicie wytrzymać do końca. — Słuchałam uważnie. To był kluczowy moment. Ale co z tego, skoro Micalrio nigdy nie pozwoli mi zostać łowcą?
Zaciskam zęby i po jego wypowiedzi rzucam się w wir ćwiczeń. W myślach pytam sama siebie: czy rekruci z Południa zostaną tu aż do egzaminu? Zerkam na nich, biegnąc dziesiąte okrążenie. Zostało jeszcze sześćdziesiąt. Wypuszczam powoli powietrze – zimno je zagęszcza, tworząc parę przed moimi ustami. Mimo mrozu nie zamierzam odpuścić.
Przed schodami kątem oka dostrzegam Sama. Nie mam jednak okazji skupić się na nim dłużej – po chwili znikam za ścianą.
Po godzinie wszyscy stają znów w szeregu – ledwo żywi. Przed nami stoją trenerzy, a ja kątem oka dostrzegam... księcia. Nadal tu jest? Gdzie Milan?
— Dziś podczas treningu będzie nam towarzyszył przyszły władca. Jak wiecie z wykładów, to on wybierze spośród was głównego łowcę. Dajcie z siebie wszystko. Teraz — dobyć łuków i na polanę, pod tarcze!
Bez słowa sięgam po broń. Jako łowcy musimy nie tylko dobrze walczyć, ale też sprawnie posługiwać się różnymi typami broni. Łuk to podstawa – pozwala dosięgnąć wroga z dystansu. Nie każdy jest w tym dobry, dlatego dzielimy się na łuczników, rycerzy i wojowników walczących bez broni. Oczywiście każdy z nas uczy się wszystkiego, ale z różnymi oczekiwaniami.
— Dobyć broni — rozlega się rozkaz. Naciągam cięciwę, Czekam na dalsze rozkazy ze skupieniem obserwując cele.
One zaczynają się poruszać i znikać z naszego pola widzenia.
— Strzelać!
Nie czekam na powtórkę. Wypuszczam trzy strzały dokładnie w momencie, gdy cele znikają. Zanim padł rozkaz, zdołałam zorientować się, po jakim czasie pojawiają się ponownie. Jeśli się nie pomyliłam, powinny trafić idealnie. I tak się dzieje — wszystkie trzy uderzają w środek tarcz. Uśmiecham się pod nosem. Kątem oka widzę, jak trener kiwa głową, rozmawiając z Samem. Odsuwam się, by nie przeszkadzać reszcie.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Kiedy wracam na dwór Micalrio pierwsze co usłyszałam po przekroczeniu progu to:
— Przygotuj się.
Zamieram. Zapomniałam, że mieliśmy dziś wyruszyć do innego królestwa. Nie znalazłam żadnej wymówki. Chcąc nie chcąc, ruszam do komnaty, by się przebrać. Siadam na łóżku i wzdycham ciężko. Po co ja tam w ogóle jadę? Jako „córka" generała straży muszę tam być, ale nie jestem z jego krwi. Koronacja nowego króla Isarandy to "ważne wydarzenie", tradycja i protokół. Ale mnie bardziej martwi to, czy mam prawo odpuścić sobie treningi. Nie. Czy mam wybór? Może. Ale już za późno.
Uniknęłam koronacji księżniczki Amestii, ale teraz, odkąd nie jestem już w zamku, nie mam tej przewagi. Wzdycham sfrustrowana i wstaję, akurat gdy do środka wchodzą trzy skrzatki. Marszczę nos, wiedząc dokładnie, co mnie teraz czeka. Odpuszczam sobie komentarze i pozwalam im się sobą zająć.
Po godzinie zostaję sama. Przeglądam się w lustrze. Osoba po drugiej stronie nie wygląda jak ja. Jest moim przeciwieństwem.
Drzwi otwierają się z hukiem. Przewracam oczami odpuszczając sobie komentarz. Tracy nigdy nie nauczy się pukać.
— Gotowa? — pyta.
Wzdycham i po raz ostatni zerkam w lustro.
— Bardziej nie będę — odpowiadam, po czym łapię ją pod ramię i wychodzimy. Stajemy w holu przed naszą „rodziną". Gdy patrzę na Micalrio, przypominają mi się słowa z listu, który dostałam kilka dni temu. Micalrio jest podejrzany o spiskowanie. Skąd osoba, która zleca mi te zadania, o tym wie? I dlaczego sama go nie sprawdzi?
Wsiadamy do powozu. Opieram głowę o szybę i zamykam oczy. Przed nami cztery godziny drogi, tylko po to, by pokłonić się jakiemuś nowemu królowi. Po chwili czuję szturchnięcie.
Marszczę brwi, masuję sztywny kark i z niechęcią otwieram oczy.
— Jesteśmy na miejscu — informuje Tracy.
Wysiadam z powozu i ruszam za Micalrio w stronę zamku. Tracy łapie mnie pod ramię. Zerkam w niebo – słońce powoli ustępuje miejsca księżycowi. Koronacja niedługo się zacznie.
♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠♠
Szukam wzrokiem siostry, która tańczy w tłumie. Zagryzam wargę ze zdenerwowania. Jesteśmy w Isarandzie od dwóch dni. Nie mogę dłużej czekać. Wrócimy do Libuny tuż przed koronacją naszego króla. Nie mogę sobie pozwolić na kolejne braki w treningach.
W końcu dostrzegam Tracy. Odbijam się od ściany i podchodzę do niej, przepraszając ludzi, z którymi tańczyła. Ciągnę ją do mojej komnaty, zamykam drzwi i opieram się o nie plecami.
— Tracy. Kiedy poznam twojego narzeczonego? — pytam, gdy siada na łóżku.
Przekrzywia głowę, zamyśla się.
— Przedstawię go wam na koronacji.
Kiwam głową i kładę się obok niej. Przez chwilę milczymy. Mam plan, ale wszystko zależy od niej. Obserwuję ją kątem oka. Macha nogami i wpatruje się w sufit. W końcu wzdycham i odwracam się w jej stronę.
— Mam do ciebie prośbę — mówię.
Patrzy na mnie uważnie.
— Wiesz, jak bardzo zależy mi na treningach. Już i tak oberwie mi się za te dwa dni. Muszę wrócić do zamku.
Milczy chwilę, po czym wzdycha i siada.
— Jak chcesz to zrobić?
Uśmiecham się. Już wiem, że mi pomoże.
— W zamku niemal codziennie odbywa się uczta. Wystarczy, że mnie zastąpisz, jeśli ktoś będzie mnie szukał. Zawsze ubieramy się podobnie — wskazuję na nasze dzisiejsze stroje.
Zamyśla się. W końcu mówi:
— Wiesz, że jak się zorientują, będziesz miała kłopoty?
— Jestem tego świadoma. Ale bardziej boję się konsekwencji w trakcie egzaminu, jeśli przegapię jeszcze jeden trening.
W końcu kiwa głową z rezygnacją.
— Dobrze. Ale jeśli ktoś się zorientuje, nie będę cię kryć.
— Nie musisz. Wystarczy mi, że spróbujesz — odpowiadam, obejmując ją.
— Kiedy zamierzasz się wymknąć? - Pyta w moje ramię a ja zagryzam policzek.
— Jeszcze dzisiaj. Nie mogę tracić więcej czasu.
— Bez niczego?
— Zbędne rzeczy tylko by mi przeszkadzały.
Przez chwilę milczy, po czym mówi jedno:
— Mam tylko jedną prośbę.
Unoszę brwi pytająco.
— Uważaj na siebie.
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
