Torii
Biegnę przez las, nie zatrzymując się mimo przeszkód w postaci powalonych drzew. To jedyny moment, kiedy naprawdę mogę poczuć się wolna. Gdy widzę przed sobą rzekę, szykuję się do skoku — zginam kolana, przeskakuję ją, prostuję się i biegnę dalej. Próbuję prześcignąć wiatr, mimo że wiem, iż to niemożliwe. Po prostu mam cel — biec i się nie poddawać. Chcę być jeszcze lepsza niż teraz.
Wbiegam do królewskiego sadu. Powoli zwalniam, a przy schodach przechodzę już do zwykłego marszu.
— Torii! — słyszę za sobą. Odwracam się i widzę biegnącą w moją stronę Tracy. Zatrzymuje się przede mną, łapiąc oddech.
— Sport to zdecydowanie twoja działka — mówi, prostując się. Uśmiecham się krzywo. Zdecydowanie poszłyśmy w różnych kierunkach, jeśli chodzi o zainteresowania. Odwracam się w stronę schodów i powoli się wspinam.
— Słyszałaś, że mają wyprawić bal dla księcia Samuela? — pyta, a ja zerkam na nią przez ramię.
— I co z tego? — pytam, a ona wzdycha.
— Może poznamy tam kogoś, kto zapragnie nas poślubić — rozmarza się. Wzdycham. Nie marzę o ślubie w wieku siedemnastu lat.
— Tess... — zaczynam, lecz urywam, szukając ostrożnie odpowiednich słów. — Nam nie wolno rozmawiać z ludźmi ich pokroju. Nawet jeśli tam będziemy, to ukryte w cieniu. Przykro mi — mówię, bo naprawdę mi przykro. Chciałabym dla niej jak najlepiej. Pragnę jej szczęścia bardziej niż czegokolwiek. Kręci głową, zrównując się ze mną.
— Nikt nas nie pilnuje, Troii — łapie mnie za rękę, przez co zatrzymujemy się. — Nie pragniesz się stąd uwolnić?
Nie pragnę? O niczym innym nie marzę bardziej. Ale mam tu cel. Muszę stać się najlepsza. Muszę być lepsza od generała, by odebrać mu wszystko, co odebrał mnie.
— Jasne, że chcę — odpowiadam, patrząc w jej oczy. — Ale mam cel, który muszę osiągnąć. — Wzdycha. Doskonale wie, co chcę zrobić. Nic przed sobą nie ukrywamy.
— Nie uważasz, że to dziecinne? Jak chcesz pokonać generała? Nie bez powodu nim jest — szepcze, w końcu puszczając moje ręce.
— Będę trenować tak długo, aż padnę — mówię poważnie, idąc za nią. Nie mówi już nic więcej na ten temat, więc w milczeniu wchodzimy do środka, gdzie dookoła krzątają się służące.
— Kiedy właściwie jest ten bal? — pytam, zagryzając wargę.
— W piątek — odpowiada. Kiwam głową na znak zrozumienia. Nagle nachodzi mnie jedna myśl. Podchodzę bliżej siostry i szepczę jej do ucha:
— Co powiesz na to, żeby się powspinać, jak za dzieciaka? — patrzy na mnie nieprzekonana, a ja zerkam na sufit. Są tam belki, na których można stać. Nikt nas tam nie widzi, ale my widzimy wszystkich. To właśnie tam zawsze się chowałyśmy podczas balów.
— No chodź. Będzie fajnie — mówię, łapiąc ją za rękę, kiedy przed nami staje jeden z gwardzistów.
— Tracy. Twój ojciec cię wzywa — rzuca i patrzy na mnie. Wskazuję kciukiem na siostrę. Zerka na nią, potem znowu na mnie. Mimo tylu lat nigdy nie wiedzą, która z nas to która. Blondynka wzdycha i podąża za strażnikiem. Odwraca się jeszcze raz w moją stronę, a ja posyłam jej pokrzepiający uśmiech. Kiedy znika mi z oczu, znika też mój uśmiech.
Nie zmieniam jednak planów. Idę wzdłuż ściany, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Chowam się za kolumną i zaczynam wspinać po ścianie. Zerkam na ludzi kręcących się dookoła — są tak zapracowani, że nikt nie zwraca na mnie uwagi. W końcu łapię jedną z belek i podciągam się. Siadam na niej i zaczynam obserwować tłum. Nie boję się, że ktoś mnie zauważy — cały sufit porośnięty jest winoroślą i różami, które pną się od ścian aż po belki i żyrandole.
CZYTASZ
HUNTER
FantasiDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
