39

10 1 0
                                        

Torii

– Jesteś pewna? – pytam, gdy Tracy po tygodniu leżenia w łóżku wreszcie odzyskuje siły.

– Torii, to najlepsze wyjście – wzdycha i staje obok swojego narzeczonego (który, swoją drogą, jakimś cudem się odnalazł). – Musimy się stąd uwolnić. Oboje.

– Ale... – chcę zaprotestować, lecz ucisza mnie gestem dłoni.

– Już zdecydowaliśmy – podchodzi do mnie i chwyta za ręce. – Mam nadzieję, że przyjdziesz na nasz ślub razem z Milanem. Z nikim innym nie chcę cię widzieć.

Wzdycham, gdy przytula mnie ostatni raz i wsiada na konia. Macha ręką na pożegnanie i znika za bramą, kierując się w stronę portalu prowadzącego do innego świata.

Miałaś być szczęśliwa. Jeśli taka jest twoja wola, nie mam prawa cię zatrzymać – bez względu na to, jak bardzo egoistyczna byłam.

Czuję dotyk na ramieniu. Nie muszę się odwracać – tylko jedna osoba używa tych perfum.

– Będzie dobrze. Poradzą sobie – zielonooki przytula mnie od tyłu. Po chwili zawahania odwracam się w jego stronę i mocno go obejmuję.

– Nie mam już nikogo – mamroczę, zamykając oczy.

– Bzdura! Masz mnie – łapie mnie za ramiona i odsuwa na długość rąk, zmuszając do otwarcia powiek.

– Ale...

Kręci głową z całą stanowczością i mówi, patrząc mi prosto w oczy:

– Jesteś moją przyjaciółką, Torii. Obiecałem, że się od ciebie nie odwrócę. Życie nie kończy się z chwilą, gdy twoja siostra opuszcza Libunę. Prędzej czy później i tak wyprowadziłaby się do narzeczonego.

Kiwam głową, zdając sobie sprawę, że ma rację.

– Po prostu... myślałam, że będziemy miały więcej czasu. Mam wrażenie, że straciłam wszystkie lata przez to, co działo się przez ostatnie miesiące.

– Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o twoich urodzinach? – pyta, a ja marszczę brwi zaskoczona nagłą zmianą tematu.

– W zasadzie tylko wspomnieliśmy, że są niedługo, ale wyjechałam, zanim je miałam – wzruszam ramionami.

– Dziś zorganizuję dla ciebie spóźnione urodziny – oznajmia, a ja od razu czuję opór.

– Milaan – jęczę, przewracając oczami. – Naprawdę nie mam ochoty na żadne imprezy.

– Kto mówił o imprezie? – uśmiecha się szeroko. – Niedługo po ciebie przyjdę. Spodoba ci się.

Znika zanim zdążę odpowiedzieć. Fuczę pod nosem i ruszam w stronę zamku z zamiarem zjedzenia czegoś. Gdy wchodzę do kuchni, wszyscy milkną i patrzą na mnie.

– Wiem, że jestem zdrajczynią i tak dalej, ale przyszłam tylko coś przekąsić. Nie krępujcie się – macham ręką i podchodzę do kosza z owocami. Kiedy sięgam po jabłko, starsza kobieta chwyta moją dłoń.

– Usiądź przy stole, zrobię ci coś – mówi i odsuwa się. Po chwili namysłu siadam.

– Dlaczego chcesz to zrobić? – pytam, marszcząc brwi.

– Bo mimo wielu błędów, próbowałaś je naprawić. Po zamku wieści szybko się roznoszą. Miałaś naprawdę dużo odwagi – zdradziłaś Martanzo, ukryłaś królewską rodzinę, ukradłaś koronę... A potem ruszyłaś w niebezpieczną podróż, by ratować siostrę – tłumaczy, a potem macha ręką, jakby chciała zbagatelizować swoje słowa. – Zresztą, to nie my decydujemy o twoim losie. Skoro król ci darował, nam nie pozostaje nic innego, jak zaakceptować taki obrót spraw.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz