27

13 0 0
                                        

Milan 

Chodzę w kółko po pomieszczeniu, próbując wymyślić coś sensownego, ale im bardziej się staram, tym mocniej boli mnie głowa od natłoku myśli. W końcu chwytam się za skronie i z bezradnością opadam na krzesło.

— Wybacz, paniczu, że się wtrącam, ale mam pewien pomysł — mliczący od jakiegoś czasu szenszal zwraca się do mnie. Odwracam głowę w jego stronę. — Tylko... czy mógłbyś mnie najpierw rozwiązać?

Zerkam na księcia. Ten podnosi się z miejsca i staje naprzeciwko starszego mężczyzny.

— Gadaj, nie żądaj — szenszal mamrota coś pod nosem, mrużąc oczy i mlaskając z niezadowoleniem.

— Masz szpiega w szeregach, panie. A wasza ukochana już tutaj nie wróci.

Marszczę brwi i wstaję gwałtownie.

— Co masz na myśli? — pytam z zaciśniętą szczęką. Przecież był tutaj przez cały czas... skąd mógłby to wiedzieć?

— Nie bez powodu byłem senszalem króla — odpowiada, patrząc na mnie spod byka. Podchodzę bliżej, gdy książę nagle wychodzi z sali.

— To twoja sprawka — mówię, łącząc w końcu fakty. — Ty to wszystko zaplanowałeś.

Nie odpowiada. Uśmiecha się tylko z kpiną.

Siadam na kanapie obok Ayse. Kątem oka widzę, jak czyta dokumenty przyniesione przez Torii. W końcu królowa wstaje od stołu, splata dłonie za plecami i staje przed nami.

— Posłuchajcie mnie — zaczyna. Gdy cała trójka zwraca na nią uwagę, kontynuuje: — Nie będziemy czekać, aż zdrajczyni kraju coś wymyśli.

Otwieram usta, by zaprotestować, ale królowa unosi dłoń, dając mi znak, bym milczał.

— Mam pomysł. Bardzo ryzykowny, ale im dłużej się tu ukrywamy, tym bardziej słabnie ziemia naszego kraju.

— Co chcesz zrobić? — to pytanie przerywa milczenie i chód w kółko Marissy. Zerka raz na Ayse, raz na Sama

— Pójdę tam — mówi królowa spokojnie.

Rodzeństwo podrywa się z miejsc.

— Nie możesz, mamo! Chcesz nas osierocić?! — oburza się brązowowłosa. Nie chcę tego mówić na głos, ale chyba nie zdaje sobie sprawy, że królowa nie jest jej matką, jednak muszę przyznać jej rację. To czyste samobójstwo.

— Skądże znowu, nawet tak nie mów — macha ręką, drapiąc się po brodzie. — Po prostu go wykiwamy.

Unoszę brwi.

— W jaki sposób?

— Bardzo prosty. — Pstryka palcami, uśmiechając się. — W jego szeregach musi być ktoś, kto nadal nam sprzyja.

— A jeśli nie? — pytam niepewnie.

— Wtedy będziemy się martwić.

Ton jej głosu jest tak spokojny, że aż mnie to niepokoi. Wzdycham ciężko i opieram się o kanapę. To może być najgłupszy z dotychczasowych pomysłów. Ale jeśli zadziała...

Idę w cieniu, tuż za królową. Z daleka już ją zauważyli i zakuli w kajdanki. Chwilę później dołączają do niej Sam i Ayse. To naprawdę idiotyczny plan, ale królowa nie chciała słuchać. Wzdycham i chowam się w bocznej sali, czekając, aż ich wyprowadzą.

— Ach, poszło szybciej niż się spodziewałem! — słyszę wesoły ton dobiegający z sali tronowej. Po chwili rozlegają się oklaski. Ryzykując, wychylam się zza framugi, by obserwować wydarzenia.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz