Torii
Wychodząc z sali, czułam ogromną ulgę. Mimo że miałam okazję rozejrzeć się po bazie bez zwracania na siebie uwagi, nie potrafiłam tego zrobić. Nie wtedy, gdy on tu był. Weszłam po schodach na górę i zniknęłam w swojej komnacie. Rzuciłam się na łóżko i pogrążyłam w rozmyślaniach, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
Niechętnie podniosłam się do siadu i pozwoliłam wejść. Do środka weszła Morgan – żona Micalrio. Usiadła na łóżku kawałek ode mnie, wzięła głęboki wdech i zaczęła mówić:
— Torii. Zanim zaczniesz szukać wymówek albo mi przerwiesz, wysłuchaj mnie do końca, a swoje zażalenia zostaw na później — zmarszczyłam brwi, patrząc na nią z ukosa. Już wiedziałam, że to, co powie, wcale mi się nie spodoba.
— W takim razie zamieniam się w słuch — wzruszyłam ramionami i usiadłam wygodniej, niezbyt "damowato", za co rzuciła mi karcące spojrzenie, które zignorowałam.
— Za kilka dni odbędzie się koronacja księżniczki Amestii. My, jako reprezentanci króla, również tam jedziemy, a wy razem z nami. Znasz nasze zwyczaje, więc spakuj się na miesiąc — zakończyła.
Uśmiechnęłam się kpiąco i najspokojniej, jak umiałam, odpowiedziałam:
— Nie ma mowy. Mam teraz treningi. Nie mam prawa opuścić żadnego, jeśli chcę być dobrą łowczynią — pokręciłam głową i wstałam.
— Bez zgody Darianda i tak nią nie zostaniesz. Porzuć dziecinne marzenia i zacznij myśleć o przyszłości! — wrzasnęła, również wstając. Bariera pękła. Zbyt wiele razy zaszłam jej za skórę, by mogła spokojnie ze mną rozmawiać.
Prychnęłam na jej słowa, co jeszcze bardziej ją rozjuszyło. Wypuściła powoli powietrze i wskazała na mnie palcem.
— Jesteś krnąbrną, rozkapryszoną gówniarą — warknęła.
Wzruszyłam ramionami.
— A twój mąż zabił mi rodziców. Gdyby nie on, nie stałabym tu. Więc jeśli komuś możesz za coś dziękować, to właśnie jemu — patrzyła na mnie przez chwilę wściekłym wzrokiem, aż w końcu wyszła. Westchnęłam i pokręciłam zniesmaczona głową.
Ruszyłam z miejsca i przebrałam się. Gdy wróciłam do pokoju w nowym stroju, drzwi gwałtownie się otworzyły. Westchnęłam sfrustrowana i odwróciłam się do siostry.
— Czy ty kiedyś nauczysz się otwierać drzwi normalnie? — sarknęłam.
Zignorowała mnie i usiadła na łóżku. Zmierzyła mnie wzrokiem i zmarszczyła brwi.
— Wybierasz się gdzieś?
— Chciałam się przejechać konno — wzruszyłam ramionami.
Kiwnęła głową na znak zrozumienia.
— Chcesz iść ze mną? — zapytałam, choć doskonale znałam odpowiedź. Od dziesięciu lat nie wsiadła na konia.
Pokręciła głową.
— Chciałam spędzić z tobą trochę czasu. Ostatnio cały czas się mijamy. Zauważyłaś?
— W końcu znalazłaś sobie narzeczonego. To normalne, że chcesz spędzać z nim czas — powiedziałam, przenosząc ciężar ciała na drugą nogę. Im dłużej rozmawiałam, tym później dotarłabym na bagna. — Tracy, nie że cię wyganiam, ale robi się późno, a ja naprawdę chciałabym jeszcze dzisiaj pojeździć. Obiecuję, że jutro będę cała dla ciebie — dodałam.
Westchnęła.
— Zresztą i tak musisz mi opowiedzieć o swoim narzeczonym — mrugnęłam do niej, a ona natychmiast się rozchmurzyła.
CZYTASZ
HUNTER
FantasiDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
