Torii
Z nudów bawię się bransoletką na nadgarstku. Stoję lekko z boku, za tronem, z obojętną miną, czekając na werdykt. Co tu się właściwie dzieje? Minęło kilka dni, a Martanzo wciąż nie został koronowany. Inne podkrólestwa zaczęły się burzyć – dały ultimatum: albo dziedzic w końcu założy mu koronę, albo zostanie obalony.
– Naprawdę myślicie, że dacie mi radę? – fuka Martanzo, znudzony bardziej niż ja. – Mam po swojej stronie najlepszych rycerzy – dodaje z przesadną pewnością siebie.
Mimowolnie przewracam oczami.
– To nasze ostatnie słowo. Albo staniesz się królem, albo możesz szykować się na wojnę – oznajmia stanowczo król Aaron Carter, najodważniejszy spośród dowódców, którego wysłano jako posła. Tylko on nie boi się stanąć twarzą w twarz z wrogiem. Wszyscy są świadomi, co oznacza, że na tronie zasiada intruz – i wszyscy chcą temu zapobiec.
Aaron odwraca się i bez słowa opuszcza salę tronową. Przekrzywiam głowę w stronę Martanzo, który nerwowo stuka palcami po podłokietniku. W końcu obraca się w moją stronę, zaciska szczękę i wskazuje mnie palcem.
– Znajdź ich! Przekop ziemię, jeśli trzeba! Jeśli nie wrócą do końca tygodnia – sama trafisz do wieży straceń!
Jego krzyk huczy mi w uszach, ale nie daję po sobie nic poznać. Staję przed nim, skinieniem głowy dając znać, że zrozumiałam. Szybkim krokiem opuszczam komnatę i kieruję się ku jednej z wież. Niedobrze. Bardzo niedobrze. Tydzień? To zdecydowanie za mało.
Przez to wszystko nie zauważam, że ktoś przede mną idzie – zderzamy się. Zataczam się lekko do tyłu, ale utrzymuję równowagę. Unoszę wzrok na nieznajomego chłopaka.
– Patrz, jak łazisz – syczy i bezceremonialnie mnie mija.
Przewracam oczami. Sam też mógłby patrzeć, gdzie idzie. Gdybym miała więcej sił, na pewno bym mu odpowiedziała. Z westchnieniem wspinam się na najwyższą wieżę. Otwieram okiennice i wskakuję na parapet, po czym podciągam się wyżej. Siadam na dachu, wdychając mroźne powietrze. Co powinnam zrobić?
Przełykam gulę w gardle, pocieram twarz dłońmi. Nie poddam się tak łatwo. Ale nie mam planu. Nie mogę ich tu sprowadzić. Przeczesuję włosy palcami, zostawiając dłonie z tyłu głowy. Zamykam oczy, wsłuchując się w ciszę, gdy nagle słyszę kroki.
Zorientowałam się za późno.
– Znowu się spotykamy? Kto by pomyślał, że szenszal będzie przesiadywać na dachu, samotnie, bez żadnej ochrony – główny strateg byłego króla, osoba która niejednokrotnie próbowała mnie zabić, zbliża się coraz bardziej, a ja cofam się, aż docieram do krawędzi.
– Co teraz, Torii? Myślisz, że przeżyłabyś upadek z tej wieży?
Zaciskam zęby i milczę. W ostatniej chwili uskakuję w bok, a on traci równowagę i spada... lecz w ostatnim momencie łapie się krawędzi.
Kucam kawałek dalej i zerkam na niego.
– Jedno słowo, a cię wciągnę – mówię chłodno. Próbuje się wdrapać sam, ale nie ćwiczył nigdy zbyt wiele. Wiem, że długo się nie utrzyma.
– Przeklinam cię, Victorio Lartrak. Jedynym, co cię czeka, jest śmierć i odrzucenie!
Po plecach przechodzą mi ciarki, tym razem nie tylko z zimna. Zanim zdążam odpowiedzieć – puszcza dach. Wzdycham i szybko wślizguję się do wnętrza wieży. Nie mogę ryzykować, by ktoś pomyślał, że go zepchnęłam. Dopiero by się zaczęło...
CZYTASZ
HUNTER
FantastikDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
