Torii
Kolejny dzień z rzędu przesiaduję w bibliotece. W ciągu ostatnich tygodni stała się moim drugim domem — może dlatego, że tutaj panował względny spokój. Przez całą tą sytuację z Tracy Milan zabronił mi ruszać na misje, w mojej ostatniej ledwo uszłam z życiem. Między zapachem starych pergaminów a skrzypieniem krzeseł czułam się bezpieczniej niż gdziekolwiek indziej. Przejrzałam już książki z zielarstwa, traktaty o zaklęciach leczniczych i obronnych, zbiory receptur i nawet ciężkostrawne tomiszcza o zatruciach, które mogły mieć cokolwiek wspólnego z przypadłością Tracy.
W bibliotece zostały dwa działy, ale jeden z nich przyprawiał mnie o dreszcze. Dział ksiąg zakazanych. Owiany tajemnicą, zamknięty za grubymi drzwiami ze srebrnymi runami ochronnymi. Oficjalnie tylko w krytycznych przypadkach Sam i Mistrzyni Zakariel mogli tam wchodzić. Nieoficjalnie... byłam niemal pewna, że Sam zaglądał tam częściej, niż kiedykolwiek przyznałby na głos.
Dźwięk kroków przerwał moją ciszę. Były zbyt lekkie jak na strażnika, ale zbyt pewne, by należały do ucznia.
— Jakoś nie jestem zaskoczony, że właśnie tutaj cię znajduję — odezwał się znajomy głos, który znałam aż za dobrze.
Unoszę wzrok znad opasłego tomu. Milan. Opierał się o framugę drzwi, z ramionami skrzyżowanymi na piersi i tym nieznośnym uśmieszkiem, jakby wszystko już wiedział. Jego czarne włosy były potargane, jakby dopiero co wrócił z walki — albo z kłopotów, co w jego przypadku często było tym samym.
— Masz jakiś konkretny powód, żeby mi przeszkadzać? — pytam chłodno, nie mając siły na jego gry słowne.
— Cóż, myślałem, że chcesz być przy przesłuchaniu Martazno — zaczyna, a w jego głosie pojawia się cień wahania. — Może ci nie mówiłem... pamiętasz szenszala, którego uwięziłaś?
Kiwam głową. Jak mogłabym zapomnieć?
— Moi ludzie go znaleźli. To on wszystko zaplanował. Dał się złapać specjalnie, żeby odsunąć od siebie podejrzenia.
— Skąd wiesz?
— Idiota sam się wygadał.
— Jego też przesłuchamy?
— Jego już czeka kara śmierci — odpowiada beznamiętnie. — Martazno był tym, który trzymał wszystkie nici w dłoni. Teraz chcemy dowiedzieć się, do czego jeszcze nie doszliśmy. Może coś powie, zanim go ostatecznie uciszymy.
Nie odpowiadam. Nienawiść nie była mi obca, ale w jego przypadku... to było coś więcej. Zdrajca. Manipulator. Marionetkarz. A ja przez chwilę byłam jedną z jego zabawek.
— Gdyby nie był zdrajcą, nie zauważyłby, że mam na sobie zaklęcie ochronne — mówię półgłosem, niemal do siebie. — Wszystko mogło pójść łatwiej.
Milan kiwa głową, potwierdzając moje domysły.
— Potrafił komunikować się telepatycznie — dodaje krótko. — Dlatego był o kilka kroków przed nami.
Wstaję bez słowa. Zatrzaskuję tom z przesadną siłą. Kurz unosi się z okładki. Ruszam za Milanem, który prowadzi mnie korytarzem, jakiego wcześniej nie znałam. Kamienie pod naszymi stopami są śliskie i zimne, jakby same odpychały wszelkie światło. Pochodnie na ścianach rzucają blade, migotliwe płomienie, które nie ocieplają ani powietrza, ani atmosfery. Ściany wilgotne, jakby pałac sam płakał nad tym, co ma się tu wydarzyć.
— Gdzie idziemy? — pytam cicho, nie dlatego że nie wiem, tylko żeby przerwać tę duszną ciszę.
— Do sali przesłuchań — odpowiada bez cienia emocji.
CZYTASZ
HUNTER
ФэнтезиDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
