Torii
Szybko się ogarniam i odwracam w stronę chłopaka, który nadal stoi w tym samym miejscu.
— Zabierzcie króla do schronu! Wszyscy mają być w najwyższej gotowości! Główny oddział przytrzyma ich najdłużej jak się da! — rzucam szybko. Chłopak kiwa głową i znika biegiem za rogiem, a ja zwracam się z powrotem w stronę zagrożenia.
Mam nadzieję, że to tylko zwiad. Kilka sztuk, nic poważnego.
Niestety — moje nadzieje ulatują równie szybko jak oddech z piersi, kiedy na linii drzew pojawiają się pierwsze sylwetki. A za nimi kolejne. I jeszcze więcej. Serce ściska mi lodowaty niepokój, ale zaciskam zęby i nie cofam się ani o krok.
Czego oni chcą?
Łowcy z głównego oddziału błyskawicznie zajmują pozycje, tworząc linię obrony. Mimo ich sprawności — nie zdążą zareagować. Zanim padnie pierwszy rozkaz, zerwał się gwałtowny wiatr, który w ciągu sekund przemienia się w wir powietrza. Tornado.
Krzyki mieszają się z hukiem powietrza. Wciąga nas bezlitośnie w środek żywiołu.
Upadam na tyłek, uderzając się o mokry kamień, ale w ostatnim momencie łapię się za barierkę. Żelazo wbija mi się w dłoń, aż skóra pęka. Inni nie mieli tyle szczęścia — widzę, jak dwóch wojowników zostaje wyrzuconych kilka metrów dalej. Ktoś krzyczy. Ktoś nie wstaje.
A przeciwnicy? Nie czekają.
Zanim zdążymy się pozbierać, szarżują. Nie zwalniają ani na moment, wykorzystując każdą naszą słabość.
Biorę głęboki wdech, duszę się powietrzem nasyconym magią i brudem.
Twój dar ci pomoże. Przemyka mi przez głowę jak przebłysk. Ogniem jesteś w stanie pozbyć się przeszkody. Użyj go.
Marszczę brwi i szybko oceniam sytuację. Nie mam czasu na analizę. Muszę działać.
Zaciskam dłoń, koncentrując się na tej jednej iskrze w sobie — na tym, co pulsuje we mnie, czeka na wezwanie. A potem uwalniam ją.
Mając nadzieję że nikt nie zwróci na to uwagi uwalniam energię niebieskiego, czystego, żywego, ognia. Zwijają się jak węże i pożerają wiatr, krusząc tornado w kilka sekund. Powietrze staje się znośne, wiatr opada, a my znowu możemy stanąć na nogi.
Spoglądam na dłoń, ale nie ma na niej śladu ognia. Tylko skóra drży od wewnętrznego napięcia.
Kręcę głową, wracam do rzeczywistości.
— Nie czekajcie na nic! — wrzeszczę, widząc, jak niektórzy jeszcze leżą oszołomieni. — Ruszcie się albo zrobi to przeciwnik!
Z impetem odbijam oręż przeciwnika, który chciał rozszarpać jedną z dziewczyn. Uratowałam jej życie o ułamek sekundy. Patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami, zszokowana.
— Jesteś na polu walki czy na wakacjach?! — wrzeszczę na nią, a ona w końcu się ogarnia i wstaje, chwytając broń.
W tym momencie niebo staje się jeszcze ciemniejsze. Syreno-podobne stworzenia nie tylko szarżują, one kontrolują pogodę. Ciemne chmury stają się jak smoła, a zaraz potem spada deszcz — gęsty, ciężki, niemal lejący się jak błoto z nieba. Widoczność maleje do kilku kroków. Każdy ruch jest ryzykiem.
Nie zastanawiam się. Odwracam się i rzucam w wir walki.
Stwory są szybkie, ale ja jestem szybsza. Przez pierwsze minuty idzie mi doskonale — moje ostrze tańczy, ciało porusza się instynktownie, błoto lepi się do nóg, ale nie zwalniam. Z każdym ciosem, z każdym unikniętym pazurem czuję, że żyję. Że jestem tym, czego potrzebują.
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
