46

17 2 0
                                        

Torii

Szybko się ogarniam i odwracam w stronę chłopaka, który nadal stoi w tym samym miejscu.

— Zabierzcie króla do schronu! Wszyscy mają być w najwyższej gotowości! Główny oddział przytrzyma ich najdłużej jak się da! — rzucam szybko. Chłopak kiwa głową i znika biegiem za rogiem, a ja zwracam się z powrotem w stronę zagrożenia.

Mam nadzieję, że to tylko zwiad. Kilka sztuk, nic poważnego.

Niestety — moje nadzieje ulatują równie szybko jak oddech z piersi, kiedy na linii drzew pojawiają się pierwsze sylwetki. A za nimi kolejne. I jeszcze więcej. Serce ściska mi lodowaty niepokój, ale zaciskam zęby i nie cofam się ani o krok.

Czego oni chcą?

Łowcy z głównego oddziału błyskawicznie zajmują pozycje, tworząc linię obrony. Mimo ich sprawności — nie zdążą zareagować. Zanim padnie pierwszy rozkaz, zerwał się gwałtowny wiatr, który w ciągu sekund przemienia się w wir powietrza. Tornado.

Krzyki mieszają się z hukiem powietrza. Wciąga nas bezlitośnie w środek żywiołu.

Upadam na tyłek, uderzając się o mokry kamień, ale w ostatnim momencie łapię się za barierkę. Żelazo wbija mi się w dłoń, aż skóra pęka. Inni nie mieli tyle szczęścia — widzę, jak dwóch wojowników zostaje wyrzuconych kilka metrów dalej. Ktoś krzyczy. Ktoś nie wstaje.

A przeciwnicy? Nie czekają.

Zanim zdążymy się pozbierać, szarżują. Nie zwalniają ani na moment, wykorzystując każdą naszą słabość.

Biorę głęboki wdech, duszę się powietrzem nasyconym magią i brudem.

Twój dar ci pomoże. Przemyka mi przez głowę jak przebłysk. Ogniem jesteś w stanie pozbyć się przeszkody. Użyj go.

Marszczę brwi i szybko oceniam sytuację. Nie mam czasu na analizę. Muszę działać.

Zaciskam dłoń, koncentrując się na tej jednej iskrze w sobie — na tym, co pulsuje we mnie, czeka na wezwanie. A potem uwalniam ją.

Mając nadzieję że nikt nie zwróci na to uwagi uwalniam energię niebieskiego, czystego, żywego, ognia. Zwijają się jak węże i pożerają wiatr, krusząc tornado w kilka sekund. Powietrze staje się znośne, wiatr opada, a my znowu możemy stanąć na nogi.

Spoglądam na dłoń, ale nie ma na niej śladu ognia. Tylko skóra drży od wewnętrznego napięcia.

Kręcę głową, wracam do rzeczywistości.

— Nie czekajcie na nic! — wrzeszczę, widząc, jak niektórzy jeszcze leżą oszołomieni. — Ruszcie się albo zrobi to przeciwnik!

Z impetem odbijam oręż przeciwnika, który chciał rozszarpać jedną z dziewczyn. Uratowałam jej życie o ułamek sekundy. Patrzy na mnie z szeroko otwartymi oczami, zszokowana.

— Jesteś na polu walki czy na wakacjach?! — wrzeszczę na nią, a ona w końcu się ogarnia i wstaje, chwytając broń.

W tym momencie niebo staje się jeszcze ciemniejsze. Syreno-podobne stworzenia nie tylko szarżują, one kontrolują pogodę. Ciemne chmury stają się jak smoła, a zaraz potem spada deszcz — gęsty, ciężki, niemal lejący się jak błoto z nieba. Widoczność maleje do kilku kroków. Każdy ruch jest ryzykiem.

Nie zastanawiam się. Odwracam się i rzucam w wir walki.

Stwory są szybkie, ale ja jestem szybsza. Przez pierwsze minuty idzie mi doskonale — moje ostrze tańczy, ciało porusza się instynktownie, błoto lepi się do nóg, ale nie zwalniam. Z każdym ciosem, z każdym unikniętym pazurem czuję, że żyję. Że jestem tym, czego potrzebują.

HUNTEROpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz