Torii
Chłód muskający ramiona wybudza mnie z płytkiego snu. Mrugam kilkukrotnie, przyzwyczajając wzrok do ciemniejącego światła. Przez kilka uderzeń serca nie wiem, gdzie jestem – czy to jeszcze więzienna cela, czy już sen? Dopiero szmer tlącego się ognia i nierówny oddech śpiącego obok chłopaka przypominają mi: jaskinia. Nadal jesteśmy w jaskini.
Ostrożnie się podnoszę, zerkając na jego twarz. Spokojna. Oświetlona ciepłym blaskiem jeszcze palącego się ognia. Nie chcę go budzić, dlatego poruszam się bezszelestnie, stąpając po zimnych kamieniach, aż opuszczam ciemne wnętrze.
Na zewnątrz zapada wieczór. Niebo przybrało barwę lilii i złota, a ostatnie promienie słońca malują cienie na poskręcanych pniach drzew. Wchodzę głębiej w las, prowadzona instynktem. Nie boję się – nie ja. Wychowana na przyszłą łowczynię, znam ten teren jak własne odbicie w lustrze. Gdy w końcu siadam pod omszałym drzewem, las zdaje się milczeć razem ze mną.
Nie wiem, ile czasu mija. Gdy niebo całkowicie ciemnieje, przerywa ciszę trzask łamanej gałęzi. Odwracam się natychmiast – palce automatycznie zaciskają się na niewidzialnej rękojeści. Ale to tylko on.
Książę.
Zbliża się powoli, jakby nie chciał mnie spłoszyć. Siada tuż obok, opierając się o pień i splatając dłonie za głową. Jego ruchy są leniwe, swobodne – zupełnie niepasujące do napięcia, które nagle zawiązuje mi się w żołądku.
— Co tu robisz? — pytam cicho, nie patrząc na niego.
Wzrusza ramionami.
— Chciałem się przejść. — Jego głos jest neutralny. Ani zimny, ani ciepły.
Nie odpowiadam. Pozwalam, by cisza ponownie nas otuliła. Przesuwam palcami po złotej bransoletce na moim nadgarstku. Prezent od Milana na piętnaste urodziny. Zawieszka w kształcie korony błyszczy w bladym świetle księżyca. Patrzę na nią uważnie, jakby mogła zdradzić mi odpowiedź na pytanie, które dopiero zaczyna kiełkować w mojej głowie.
— Sam? — rzucam nagle, nie odrywając wzroku od błyskotki.
— Co? — zerka na mnie zdziwiony.
— Czy Martanzo jest w stanie sam założyć sobie koronę?
Zastanawia się. To widać po jego spojrzeniu, które błądzi gdzieś pośród gałęzi nad nami.
— Nie. Gdyby to zrobił, zostałby przeklęty na wieki. To jeden z warunków rytuału.
Czuję, jak serce przyspiesza mi rytm. A więc jednak. Jest luka. Szansa. Może nie wszystko stracone.
— A co? — pyta zaintrygowany, marszcząc brwi, gdy kątem oka rejestruje mój uśmiech.
— Mam plan — mówię. I rzeczywiście – nagle wszystko staje się jaśniejsze.
— Jaki? — dopytuje, wyraźnie już zaciekawiony.
— Powiem, jak będziemy wszyscy. Nie mam zamiaru powtarzać tego tysiąc razy. — Wstaję. On robi to samo i razem ruszamy z powrotem w stronę jaskini.
Mijamy kamienie chroniące nas. Światło ogniska tańczy na ścianach, rzucając cienie na znajome twarze. Wszyscy już są. Królowa siedzi z boku, otulona płaszczem, a Riccardo i Milan dyskutują przy rybach piekących się nad ogniem.
— Dobrze, że jesteście! — Milan macha na nas ręką. — Złowiłem kilka ryb. Siadajcie.
Zajmujemy wolne miejsce. Unoszę głowę i zerkam na dym unoszący się ku górze.
CZYTASZ
HUNTER
FantasyDwie bliźniaczki. Jeden świat pełen zdrady i magii. Jedna z nich stanie się jego częścią. Druga - powodem wojny.
